Recenzja – Emax Tinyhawk

Emax wypuszczając nowy kopter nie kieruje się obecnymi trendami, ale samodzielnie eksperymentuje i zamiast podążać wydeptanymi ścieżkami, wytycza własne. Począwszy od BabyHawka, który latał na 2S i miał ciekawą, kompaktową konstrukcję, po BabyHawka R, który był mocno usportowioną wersją poprzednika. Oba miały niestandardowe śmigła i silniki, które pasowały wyłącznie do siebie. Tym razem Emax wchodzi na rynek kopterów do latania w środku i na zewnątrz, przy dobrej pogodzie, ponieważ jest to ich pierwszy model latający na 1S. Popularność małych kopterów latających na pakietach Li-Po 3.8V (HV) jest na tyle duża, że firma postanowiła wyciąć kawałek tortu dla siebie i ewidentnie się jej to udało, bo TinyHawk to kolejny unikalny i bardzo udany kopter. Zapraszam do recenzji!

W Pudełku

TinyHawk występuje w dwóch wariantach. Możemy kupić sam kopter, z baterią, ładowarką i wbudowanym odbiornikiem FrSky. Wtedy otrzymamy go w zgrabnym etui, które mieści te elementy. Możemy jednak zdecydować się na wariant RTF, w którym dodatkowo otrzymamy aparaturę i gogle pracujące w standardzie 5.8 GHz, co umożliwi nam natychmiastowe wejście w świat FPV, co więcej, w bardzo dobrej konfiguracji. Jako, że nabyłem TinyHawka zanim pojawił się zestaw RTF, powiem jedynie o tym pierwszym, ale o zestawie wspominałem już we wcześniejszym wpisie o Tello i właśnie komplecie od Emaxa.

Etui od TinyHawka jest jednocześnie jego pudełkiem. W takiej postaci otrzymujemy kopter w wersji BNF. Zewnętrzna część imituje oczywiście włókno węglowe, aby dodać efektu opakowaniu.

TinyHawk przychodzi do nas bez pudełka. Półusztywnione etui służy za opakowanie koptera. Wyłożone zostało w środku gąbką, która porządkuje i chroni całą zawartość.

Oczywiście najwięcej przestrzeni zajmuje sam kopter, ale oprócz niego w opakowaniu znajdziemy też ładowarkę, baterię, zapasowy przewód JST PH2.0 oraz parę śrubek i śrubokręt. Na pewno niektórych ucieszą też naklejki. Co ciekawe, w opakowaniu nie uświadczyłem żadnych zapasowych śmigieł. Nie wiem dokładnie do czego zmierzał producent, ale było to dla mnie mocno zaskakujące. Owszem, niełatwo jest je zgubić, albo połamać, ale wydawało mi się to standardem, gdy tymczasem jednak nie. Z uwagi na powyższe proponuję od razu kupować 4-płatowe, też wyprodukowane przez Emaxa specjalnie dla TinyHawka, a nie 3-płatowe oryginalnie dostarczone z kopterem.

Warto jeszcze napisać parę słów o instrukcji. Ta jest naprawdę bogata, pokazująca jak połączyć kopter z aparaturą, wyjaśniająca jak odblokować dodatkowe kanały w nadajniku FPV, czy jak zmieniać je przez Betaflight OSD. Polecam się zapoznać, z uwagi na to, że jest napisana normalną angielszczyzną, przemyślana i obejmująca najważniejsze aspekty.

Ładowarka, w odróżnieniu od tego, co dołącza HappyModel (np. Mobula 7), czy Eachine, ma złącze USB, którym ją zasilimy. Oczywiście należy liczyć się z tym, że przy ładowaniu 6 pakietów nie będzie ona w stanie dostarczyć do każdego prądu 1C (450mA * 6 =~ 2.7A), ale w zamian nie musimy targać ze sobą osobnej baterii albo dodatkowego zasilacza, tylko po to, aby uruchomić ładowarkę. Co ciekawe, prąd ładowania możemy zmieniać, ale w zakresie określonym prawdopodobnie przez jakiś popularny układ scalony, ponieważ wybieramy pomiędzy 0.2A, a 0.6A. Ten podział spotykam już któryś raz z rzędu i jest nieprzypadkowy, natomiast zważywszy na to, że pakiet od TinyHawka ma pojemność 450mAh (0.45Ah) – żaden prąd ładowania nie jest do końca właściwy. Ten pierwszy zapewni nam 2 godziny czekania, zaś drugi obciąża nieco pakiet, ponieważ jest za wysoki. No cóż, jeśli macie własną ładowarkę to zróbcie z niej użytek. Jeśli jednak potrzebujecie czegoś kompaktowego na wyjazd to dołączona sprawdzi się naprawdę dobrze.

Ładowarka na USB to wygodne rozwiązanie, bo możemy ją podłączyć wszędzie. W zamian nie ma co liczyć na to, że będziemy w stanie ładować pełnym prądem wszystkie 6 pakietów w zasadzie niezależnie od tego, dokąd ją podłączymy.

Pakiet od TinyHawka ma pojemność 450mAh i ma jedną celę (1S). Jego napięcie znamionowe wynosi 3.8V, czyli jest to pakiet HV (ang. High-Voltage), który można ładować do 4.35V w odróżnieniu od tradycyjnego 4.2V. Daje to kopterowi dodatkowy zapas mocy (co jest popularne w kopterach 1S), ale też degraduje nieco sam pakiet. Powszechne przekonanie jednak jest takie, że pakiety nie są drogie i po prostu jeśli spuchną to wymieniamy je na nowe. Bateria do TinyHawka oscyluje w granicach 30zł, więc wcale nie tak mało. Jeśli jesteśmy gotowi na wydłużenie jej żywotności, kosztem dodatkowej mocy – możemy śmiało ładować tylko do 4.2V.

Pakiet od TinyHawka ma bardzo krótki przewód. Deklarowane C to aż 80 – kopter od Emaxa nie narzeka faktycznie na brak mocy, ale śmiem wątpić, czy z baterii da się pociągnąć faktycznie ponad 35A.

Budowa

Emax Tinyhawk zaskakuje nas w zasadzie w każdej kwestii. Zacznijmy od tego, że jego rama to układ Stretch X, czyli jest rozciągnięta wdłuż. Rozwiązania tego typu spopularyzowały się z uwagi na to, że przeniesienie silników bliżej środka ciężkości, powoduje że kopter w osi roll daje się łatwiej obrócić, przez co jest zwrotniejszy na łukach. Uczciwie mówię, że nie jestem w stanie rzetelnie ocenić, jaką robi to różnicę w praktyce i w porównaniu z innymi kopterami, ale z pewnością w przypadku Emaxa, wybór ten był podyktowany wcześniejszymi testami, a nie tylko czystą estetyką.

Kolejna rzecz, którą TinyHawk wyraźnie się wyróżnia jest odwrócenie silników. Mimo, iż widzieliśmy to już wcześniej w paru zabawkowych kopterach (np. MJX X902), jak również zdarzyły się eksperymenty z odwracaniem tylko tylnych silników (ramy typu V-Tail), tutaj producent całkiem świadomie skierował śmigła w dół, a rama zabezpiecza je od góry. Gdy się nad tym chwilę zastanowić, większość uderzeń występuje, gdy kopter jest ustawiony wierzchem do przeszkody. Umieszczenie silników pod spodem ramion skutecznie więc zabezpiecza zarówno śmigła, jak i całą resztę elementów. Jednocześnie TinyHawk nie ma problemów ze startem, nawet z nierównej powierzchni i nic nie powinno nam się wkręcić w śmigła przy starcie. Ciekawe rozwiązanie i muszę przyznać, że działa bardzo dobrze.

Jak już jesteśmy przy trwałości, to warto zauważyć, że producent posługuje się materiałem, który przypomina mi poliwęglan, z którego wykonane są śmigła, ale tak naprawdę nie wiem, co dokładnie zostało wykorzystane do stworzenia ramy. Istotne jest jedynie to, że TinyHawk jest giętki i elastyczny, ale nie pęka podczas rozbijania się o meble i inne przeszkody. Wszyscy recenzenci są zgodni, że konstrukcja jest niezwykle wytrzymała i Emax wykonał kawał dobrej roboty, aby jego kopter służył nam dużo dłużej, niż konkurencyjne rozwiązania.

Opływowy kadłub TinyHawka doskonale chroni elektronikę, silniki oraz śmigła, a pochowane wewnątrz anteny mogą nieco tłumić sygnał, ale w zamian są równie pancerne, jak reszta. Pochowanie wystających elementów wystawia jednak kamerę na dodatkowy szwank. Ta co prawda jest równie twarda, jak reszta, ale z uwagi na to, że jest zahaczona z góry i z dołu w elastycznym mocowaniu, przy uderzeniu zdarza się jej wypaść, a jej ponowne włożenie na miejsce bywa kłopotliwe. Oczywiście, gdyby zamocowana była całkiem na sztywno, zapewne siłę przejmowałaby sama soczewka, więc tak jest raczej lepiej, ale pamiętajmy o tym, aby mieć przy sobie jakiś drobny śrubokręt albo podobne narzędzie, które pozwoli nam włożyć kamerę na miejsce, gdy ta wyskoczy z mocowania.

Emax wydając BabyHawka zastosował śmigła, które miały zupełnie nietypowe mocowanie i właściwie poza tym, co oferował producent, nie byliśmy w stanie znaleźć alternatywy. Nieinaczej jest w przypadku TinyHawka, którego śmigła są mocowane w dość nietypowy sposób.

Całość zakładamy na delikatnie tylko wystającą ośkę o średnicy 1.5mm. Piasta śmigła też w całości otacza silnik, co już jest w pewien sposób nietypowe. Sam motor jest typu 08025, czyli nie przesadnie duży, ale w zamian mający 15000KV. Na 1S to stanowczo wystarcza i czuć, że praktycznie do końca baterii mamy zapas mocy.

W specyficzny sposób Emax zdecydował się mocować pakiet Li-Po. Otóż wsuwamy go bokiem (równolegle do krótszego boku), a nie wzdłuż ramy koptera. Zważywsz na asymetryczność ramy, bateria w innym położeniu blokowałaby śmigła, albo przynajmniej wpływała na przepływ powietrza pod kopterem. I tutaj ujawnia się pierwsza wada TinyHawka, która nie jest bardzo kłopotliwa, ale jednak drażni. Pakietu nie udaje się włożyć idealnie symetrycznie, więc środek cieżkości koptera praktycznie zawsze jest nieco przesunięty. I o ile, gdy bateria leży wdłuż, aż tak tego nie odczuwamy, o tyle włożona poprzecznie powoduje lekkie ściąganie w jeden z boków. Za każdym razem jej pozycja jest nieco inna, więc na dobrą sprawę przy każdym locie wypada kopter wytrymować na nowo. Co więcej, podczas obijania się o przeszkody – bateria może się przesuwać. To wszystko powoduje, że TinyHawk ma tendencję do bycia ściąganym (choć lekko) w jedną ze stron. Nie zawsze i nie jest to ogromnie dokuczliwe, ale początkującemu może nieco przeszkadzać.

Bateria leży w poprzek koptera i nie jest trzymana na tyle mocno, aby nie była w stanie się przesunąć przy uderzeniu. Również jej umieszczenie w taki sposób, aby znajdowała się dokładnie pośrodku koptera jest dość trudne, a może być odczuwalne w locie.

Większość kopterów 1S ma port microUSB umieszczony pod spodem. Często wchodzi on w kolizję z baterią. Z uwagi na to, że TinyHawk był projektowany w całości od zera, kontroler lotu jest dopasowany do kadłuba. Z uwagi na to, zarówno port USB, jak i przycisk od zmiany kanałów nadajnika FPV znajdują się u góry. Co więcej, jest do nich całkiem swobodny dostęp. Co prawda TinyHawk i tak obsługuje SmartAudio, wobec czego nie powinniśmy zakładać ręcznej zmiany kanałów, ale gdyby miało się okazać, że zrezygnujemy z tej opcji, swobodnie i łatwo będzie się dało je ustawiać przyciskiem.

Emax bardzo sprytnie rozwiązał także kwestię prowadzenia przewodów. Ich długość jest idealnie dobrana i idą wewnątrz korytek po wierzchu kadłuba. Z jednej strony możemy je łatwo wymienić, ponieważ wystarczy tylko wyjąć wtyczkę i odkręcić 3 śrubki, które trzymają silnik, ale również, mamy gwarancję, że przewody w żaden sposób nie wejdą w kolizję ze śmigłami. Doskonale dobrana długość kabelków powoduje, że nie sterczą one luźno, prosząc się o bycie wyrwanymi. Bardzo duży plus również za niezwykle łatwą eksploatację modelu.

Anteny – zarówno od FPV, jak i odbiornika są schowane. Odnośnie tego pomysłu mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony nie sposób ich uszkodzić, ale w przypadku odbiornika raz odczułem zupełnie niezrozumiałą utratę sygnału w trakcie lotu, a kopter nie był daleko od aparatury – dziwne. Jeśli chodzi o wizję to tutaj akurat dipol sobie radzi i obraz jest dobry i stabilny.

Budowa wewnętrzna

Aby dostać się do wnętrza TinyHawka, musimy odkręcić 4 śrubki znajdujące się na krawędziach plastikowego uchwytu na pakiet Li-Po. Czwarta została zasłonięta przewodem zasilającym, więc nie zapomnijmy jej też odkręcić.

Wtyczki nie uda nam się przecisnąć przez otwór w mocowaniu, więc musimy po prostu zsunąć je wzdluż przewodu tak daleko, jak się da i tyle. Na płytce szybko dostrzeżemy jedyny przycisk, który służy do parowania odbiornika z aparaturą. Musi on być wciśnięty podczas podłączania baterii.

Pełna integracja kontrolera lotu z ESC i odbiornikiem zmniejsza wagę i gabaryty, ale ma też swoje ciemne strony. Jakakolwiek awaria jednego z komponentów będzie albo wymagała interwerncji elektronika znającego się na lutowaniu SMD (o ile ustalimy, co uległo awarii), albo jesteśmy skazani na wymianę całej płytki. Jak nietrudno się domyślić, element ten stanowi większą część wartości całego koptera, więc taka wymiana nie będzie tania.

Przycisk parowania (w lewej, dolnej części płytki) jest częściowo zasłonięty przez obudowę, więc musimy się posłużyć cienkim śrubokrętem, albo innym ostrym narzędziem, aby go przycisnąć. Z drugiej strony jest to jednorazowa operacja.

Po odwróceniu płytki dochodzimy reszty zintegrowanych elementów. Nadajnik FPV (max. 25mW) został przylutowany na wierzchu, jako osobny element, ale bez rozlutowania nie rozłączymy obu płytek. Na wierzchu zobaczymy też przycisk zmiany kanałów (nieużywany, jeśli korzystamy ze SmartAudio), poniżej ten do przełączania płytki w tryb Bootloadera (aby wgrać nowsze Betaflight), jak również zobaczymy gniazda silników i microUSB. Zwróćmy także uwagę na gumki, na których zamocowany jest kontroler lotu. Ich rolą jest tłumienie wibracji, które mogłyby przenosić się na żyroskop koptera, a pochodzić z silników i nierównych śmigieł. Bardzo trafna decyzja, na szczęście dziś niezwykle często spotykana, w innych modelach również.

Możemy przy okazji przyjrzeć się antenom od FPV oraz odbiornika. Jak widać, obie z nich to standardowe dipole, które są giętkie i łatwo je schować w zaobleniach kadłuba. Jeżeli zależy nam na poprawieniu zasięgu nadajnika FPV, to pewną opcją może być wyciągnięcie czarnej anteny na zewnątrz poprzez otwór w górnej części kadłuba. Oczywiście tym sposobem antena będzie bardziej podatna na ułamanie, ale też lepiej ustawiona, jeśli interesuje nas poprawa jakości sygnału.

Antena FPV po wyciągnięciu z obudowy jest dość mocno pochylona, więc i tak przy upadku nie powinniśmy jej uszkodzić.

Warto też przy okazji wziąć pod uwagę, że antena FPV jest przylutowana do nadajnika. Jeśli czujemy się w miarę pewnie z lutownicą to możemy rozważyć jej wymianę na coś pokroju Actuna VeeRace, co zapewni nieco lepszą jakość sygnału nie zwiększając przy tym gabarytów, czy wagi.

W TinyHawku możemy przeciągnąć antenę FPV na zewnątrz poprzez trójkątne wycięcie w kadłubie. Miło, że producent zostawił taką opcję.

W górnej części kadłuba została zamocowana kamera. Płytka ma dwie wypustki, które znajdują się u góry i u dołu. Wchodzą one w mocowanie w ramie, co trzyma kamerę w jednym miejscu. Niestety zdarza się, że przy uderzeniu wyskakuje ona z elastycznego mocowania. Szybko to zauważymy, bo kamera będzie luźna i łatwo będzie nią poruszać. W tej sytuacji pozostaje delikatnie podważyć mocowanie i ustawić ją z powrotem na miejscu. Jest to nieco uciążliwe, bo niełatwo się tam dostać bez zdejmowania kadłuba, ale jest wykonalne, a na szczęście nie zdarza się zbyt często.

Obejma, która trzyma wypustkę płytki kamery z jednej strony

Co ciekawe obok gniazd silnikowych znajdują się też otwory, w które możemy wlutować luźne przewody. Zastanawiam się, czy producent zmienił po drodze zdanie, czy po prostu jest to realna alternatywa, gdyby ktoś wpadł na pomysł lutowania silników bezpośrednio, choć o takie małe bez wtyczki jest dziś trudno.

Charakterystyka lotu

Podsumowanie

Emax TinyHawk to naprawdę rewelacyjny kopter. Jego kadłub naprawdę należy do trwałych. Jest giętki, więc nie pęka, ale na tyle sztywny, że kopter w locie jest stabilny. Anteny schowane są w środku i w zasadzie bardzo trudno jest coś uszkodzić, czy urwać. Na 4-płatowych śmigłach trudno w zasadzie uwierzyć, że wciąż mamy do czynienia z kopterem 1S, a po wgraniu ustawień z Project Mockingbird (poniżej) staje się rewelacyjną wyścigówką na ciasne, domowe trasy. Kamera radzi sobie naprawdę dobrze w różnych warunkach oświetleniowych (nie testowałem tylko latania w nocy!), więc szansa na to, że będziecie narzekać, że czegoś nie zauważyliście jest dość niewielka. Jeśli chodzi o latanie w domu to naprawdę trudno znaleźć coś lepszego (szczególnie w tej cenie). Początkujący piloci będą musieli się napracować, żeby coś porządnie uszkodzić, zaś doświadczeni docenią dynamikę i stabilność przy manewrach podczas pokonywania kolejnych bramek, czy trenując ogródkowe acro. Szczerze polecam!

Ocena 4Śmigła.pl: 5.0 / 5.0 grade_1grade_1grade_1grade_1grade_1

Kup: Banggood – Emax TinyHawk BNF

Kup: Gearbest – Emax TinyHawk BNF

Warto wiedzieć

Kiedy pasjonaci zabierają się do roboty – powstają naprawdę wspaniałe rzeczy! Jedną z nich jest Project Mockingbird, którego celem było dobranie ustawień TinyHawka – dużo lepszych niż fabryczne. I wiecie co? Udało się rewelacyjnie! Na tym Google Drive znajdziecie cały dokument, który pokazuje i wyjaśnia co i jak zostało zmienione. Możecie albo iść krok po kroku i ustawiać poszczególne opcje rozumiejąc co mniej więcej zmieniacie, albo po prostu skopiować konfigurację z ostatniej strony. Wystarzy ją wkleić do CLI, czyli linii komend dostępnej w ostatniej zakładce BetaFlight, a następnie wpisać „save”.

4-płatowe śmigła Avan

Przypomnijmy sobie, że z TinyHawkiem nie otrzymujemy żadnego kompletu zapasowych śmigieł. Z uwagi na to, lepiej od razu kupić parę kompletów nowszych, lepszych, 4-płatowych. Producent podaje, że dzięki większemu ciągowi, są one w stanie wspomóc Turtle Mode, a więc przewrócić kopter z powrotem na „brzuch”, gdy znajduje się „do góry nogami”, ale w moim przypadku się to nie sprawdziło i muszę podnosić kopter samodzielnie. Tym niemniej doceniam dodatkowy ciąg i tylko nieznacznie zmniejszony czas lotu. W zestawieniu z pakietami LiPo GNB 520 mAh (zamiast oryginalnych 450) jest to naprawdę świetna sprawa i polecam Wam od razu polować na te śmigła, a dać sobie spokój z 3-płatowymi.

%d bloggers like this: