Recenzja: EMax Babyhawk 85mm

Niedawno w sklepie HorusRC.com, który specjalizuje się w sprzęcie FrSky, była promocja na gotowy do lotu quadrocopter FPV, z silnikami bezszczotkowymi, na ramie 85mm. Emax Babyhawk, bo o nim mowa, to konstrukcja, która cieszy się dużym uznaniem recenzentów, a w połączeniu z atrakcyjną ceną, stał się dla mnie pokusą nie do odparcia. Dziś chciałbym się podzielić paroma informacjami o tym sprzęcie i opowiedzieć, czy sprzęt był wart wydanych na niego pieniędzy. Zapraszam!

W pudełku

Quadrocopter od EMaxa trafił do mnie w naprawdę ładnym, białym pudełku. Minimalizm w kwestii opisów i nadruków bardzo do mnie trafił. W odróżnieniu od niektórych krzykliwych pudełek tutaj mamy wyłącznie istotne detale. Oprócz logo producenta oraz sylwetki koptera w oczy rzuca się też logo FrSky, którego nadajnik XM+ znajdziemy w środku. Taki zestaw kupimy w HorusRC.com, natomiast Banggood pozwala też nabyć ten kopter w wersji PNP (Plug-n-Play), co oznacza, że musimy jeszcze dołożyć własny miniaturowy odbiornik i dokupić własnym sumptem baterię. Wersja BNF w Banggood będzie już miała zarówno odbiornik FrSky jak i 2 baterie w zestawie.

Wewnątrz pudełka znajdziemy kopter wraz z częściami. Całość przykryta jest z wierzchu gąbką, która chroni sprzęt w transporcie i gwarantuje, że na pewno przyjdzie do nas w jednym kawałku.

Po zdjęciu wierzchniej części dochodzimy do quadrocoptera znajdującego się w samym środku pudełka. Wokół mamy zapasowe części, które popakowane są wszystkie w foliowe woreczki. Przyjrzyjmy się im z bliska.

W zestawie otrzymujemy komplet zapasowych śmigieł. Lewe i prawe zostały zapakowane osobno, aby trudniej było je pomylić. Oprócz tego otrzymujemy miniaturowy imbus, który pozwoli odkręcić śmigła. Co ciekawe, śrubki trzymające osłony mają mniejszą średnicę łebka i już dołączonym imbusem ich nie odkręcimy.
W zestawie są też zapasowe śrubki, które będą niezastąpione, jeśli coś połamiemy. Z racji tego, że różne elementy koptera zostały połączone inną ich długością, dostajemy cały przekrój wraz z opisem, co ogromnie pomaga. Mamy więc śrubki do przykręcania silników – innej długości, jeśli używamy osłon na śmigła lub nie, śrubki do przykręcenia kamery, jej mocowania, śmigieł i wreszcie ramy. Wszystko w osobnych woreczkach.

Bateria, którą otrzymujemy z Babyhawkiem to niewielki pakiet o pojemności 300mAh, 2S (7.4V), 35C. Wystarcza on na około 3 minuty lotu. Po tym czasie zauważalna jest już utrata mocy i dalsze latanie, nawet jeśli jest możliwe – traci sens. Moim skromnym zdaniem producent podszedł do sprawy ostrożnie, bo Babyhawk lata swobodnie z baterią od Eachine Aurory 100, która jest 1.5 raza pojemniejsza, a zaczyna szaleć na 3S od Tattu o takiej samej pojemności. O lataniu na poszczególnych pakietach opowiem jeszcze nieco dalej.

W pudełku znajdziemy też instrukcję. Jest czarno-biała, ale ponadto napisana bardzo przystępnie i faktycznie po angielsku. Duży plus dla Emaxa za to, że takową przygotował. Dodatkowo w środku znajdziemy pełną specyfikację koptera. Z ciekawszych informacji, sam kopter waży jedyne 68.5g z wyłączeniem baterii. Oznacza to, że cały zestaw ma masę startową nieprzekraczającą 100g, co w połączeniu z plastikowym kadłubem i osłonami daje nam sprzęt, którym nie mamy praktycznie szansy zrobić komuś lub czemuś krzywdy.

Budowa

Kopter od Emaxa jest cały biały, z przezroczystymi śmigłami. W Banggood dostępne są jeszcze warianty w innych kolorowych począwszy od czarnego, po niebieski i różowy. Nie licząc praktyczności białego kadłuba, na którym widać wszystkie zabrudzenia, prezentuje się on bardzo dobrze. Biała obudowa kryje skutecznie ESC znajdujące się w ramionach oraz zabezpiecza kamerę wraz ze złączem antenowym. Wolna, odkryta przestrzeń pozostaje pośrodku koptera, co daje nam dostęp do kontrolera lotu i odbiornika. Są one w miarę dobrze chronione mechanicznie, ponieważ nad nimi znajduje się kamera, ale jeśli zależy nam na zabezpieczeniu przed warunkami atmosferycznymi, to lepiej będzie pokryć wszystkie elementy dodatkowo lakierem (np. PVB 60).

Kamera jest osadzona na dwóch plastikowych słupkach, które są przytwierdzone do dolnej części ramy. Obiektyw jest pochylony o około 25 stopni, co w połączeniu z szerokim kątem widzenia powoduje, że nawet lecąc szybciej, widzimy co się dzieje przed nami. Ustawienie kamery względem poziomu nie jest jednak w żaden sposób regulowane – kąt jest stały, wobec czego kopter może nie przypaść do gustu zupełnie początkującym.

Sam sensor to CMOS mający 800 linii poziomych (TVL). Obraz jest dobrej jakości, a kamera dobrze reaguje na nagłe zmiany oświetlenia, co powoduje, że latanie w słoneczny dzień wchodzi w grę. Dopiero w ciemności urządzenie ma problem i widać wyraźne ziarno, ale jeśli będzie to dobrze oświetlona przestrzeń (np. parking) to swobodnie będzie dało się latać, co prezentuję na jednym z nagrań w dalszej części recenzji.

Moduł to tzw. AiO (ang. All-in-One), czyli połączenie kamery oraz nadajnika FPV. Moduł ma domyślnie moc ustawioną na 25mW, ale można go przełączyć na 200mW. Opcję zmienia się przytrzymując przycisk zmiany kanału przez ok. 10 sekund. Po tym czasie w prawym-dolnym rogu wyświetlacza zapali się czerwona kropka. To oznacza, że nadajnik pracuje z mocą 200mW. Tutaj uczulam, że moduł w plastikowej obudowie szybko się nagrzewa, nawet przy 25mW, tym bardziej przy wyższej mocy. Kopter musi latać, aby zapewnić przepływ powietrza, który będzie studzić kamerę. W przeciwnym razie zacznie się ona przegrzewać, o czym sam się przekonałem i co można znaleźć również w nagraniach na Youtube. Objawia się to przeskakiwanie, przesunięciem i wreszcie utratą obrazu.
Jeżeli więc będziecie coś zmieniać w Babyhawku i np. tak jak ja montować MinimOSD, które zwiększy upakowanie sprzętu i liczbę urządzeń generujących ciepło – pamiętajcie o tym, żeby kopter nie stał zbyt długo z podłączoną baterią. W przypadku podłączania do komputera przez port USB, kamera nie dostaje zasilania, więc można coś bezpiecznie zmieniać. Jeśli jednak trzeba podpiąć baterię, aby np. uruchomić odbiornik, czy ESC, to wtedy najlepiej jest odłączyć kamerę. Na szczęście producent przewidział do niej wtyczkę, więc nie będzie to dla nas specjalny problem.

Górą wyprowadzona została antena dipolowa, która jest elastyczna i dzięki temu trudno ją uszkodzić. Gdyby tak się stało, można spokojnie zamienić ją np. na Vee od Actuny i swobodnie rozbijać się dalej.

Jak już jesteśmy przy rozbijaniu, to kopter otrzymujemy z osłonami śmigieł. Obejmują one zawsze razem dwa boczne silniki, a przymocowane są od spodu czterema śrubkami. Tymi samymi, które trzymają silniki, dlatego otrzymujemy dwa komplety – krótsze jeśli nie stosujemy osłon i dłuższe, gdy je jednak przykręcimy. Same osłony wychodzą od spodu łukiem i sięgają na wysokość śmigieł. Wykonane są z tego samego plastiku, co kadłub i są elastyczne.

Dopóki latałem na bateriach 2S, osłony spisywały się dzielnie. Gdy jednak kopter nabrał nieco tempa, musiały się one poddać. Obie pękły w miejscu łączenia z mocowaniem pod silnikiem. Dają się one skleić – sprawdziłem i moim zdaniem spełniły swoje zadanie. Gdyby nie osłony, śmigła wyglądałyby dużo gorzej, nie mówiąc o reszcie kadłuba. Przy ich niewielkiej cenie warto rozważyć dokupienie zapasowych.

Znalazłem alternatywne osłony, które można przygotować na drukarce 3D. Są one lżejsze, niż oryginalne, ale nie zachodzą na wysokość śmigieł, co powoduje, że ani one, ani silniki nie są wystarczająco chronione. Jeżeli jednak macie dostęp do druku 3D to jest to jakaś alternatywa. Ja czekam na przesyłkę z nowymi, bo klejenie tych połamanych pomoże tylko na krótki czas.

Bardzo dobrą opinię mam o śmigłach, na których lata Babyhawk. Jest to typ 2345, czyli 2.3″ (cala) średnicy i 4.5″ skok. Trójpłatowe śmigła mają szerokie płaty i dotychczas żadne z nich nie pękło. Oczywiście większość wzięły na siebie osłony, więc trudno jednoznacznie wyrokować, ale w stosunku do np. Aurory 100, czy Lizarda 95, Emax zastosował naprawdę solidnie wykonane śmigła. Zwracam też uwagę na szeroko rozstawione otwory mocujące je do silników. Z tego, co się zorientowałem, jest to rozwiązanie, które na razie spotkamy wyłącznie w Babyhawku. Widziałem, że niektórzy oszczędzając wagę i upraszczając montaż przykręcają śmigła wyłącznie dwiema z 4 śrubek.
Jeśli chodzi o silniki to producent w żaden sposób ich nie oznaczył na wirniku, więc polegając na instrukcji informuję, że są to jednostki o wymiarach 1104, czyli relatywnie niewielkie (już są dostępne silniki w rozmiarze 1106), mające 5250KV. Najwyraźniej przy tych śmigłach nie trzeba było więcej.

Wrzucam jeszcze zdjęcie tego, jak wyglądają śmigła dziś, po solidnych paru upadkach. Widać poszarpania i uszkodzenia, jedno z nich było nawet wygięte, ale po przywróceniu mu oryginalnego kształtu – kopter lata dalej. Jednocześnie jedna para zapasowych śmigieł to trochę mało, więc polecam wrzucić do koszyka parę zapasowych kompletów, żebyście nie musieli przerywać latania.

Na poniższym zdjęciu widać mocowanie osłon na śmigła. Przypominam, że jednocześnie trzymają one silniki, więc zdejmując osłony nie zdziwcie się, gdy one również będą wisieć luźno.
Ramiona mają podłużne otwory, które pozwalają na przepływ powietrza wokół regulatorów. Te ostatnie oczywiście również pochodzą od EMaxa i są projektowane pod maksymalny prąd wynoszący 6A. Mają wgrane oprogramowanie BLHeli_S, ale wspierają co najwyżej protokół ONESHOT 125. Można uruchomić DSHOT, ale wymaga to ingerencji w sposób, w jaki przylutowany jest jeden z przewodów sygnałowych od ESC: https://www.phaserfpv.com.au/blogs/blog/how-to-enable-dshot-on-emax-babyhawk

Firma zdecydowała się na zastosowanie odrębnych regulatorów w każdym ramieniu, zamiast rozwiązania 4w1. Taka decyzja spowodowała, że ramiona są sztywniejsze, a sam kopter niższy, ponieważ pośrodku ma tylko kontroler lotu i na nim odbiornik. Pod względem gabarytów Emax Babyhawk podoba mi się bardziej, niż np. Lizard 95, który zdaje się wyższy, niż szerszy. W stosunku do koptera od Emaxa obsługuje on jednak nawet baterie 4S, więc tutaj Babyhawk jednak nieco odstaje.

Z tyłu kadłuba wychodzi przewód do podłączenia baterii, który zakończony jest złączem JST. Jest on relatywnie krótki, ale dzięki temu o nic nie zahaczy w trakcie lotu i nie wkręci się nam w śmigła.

Kamera z tyłu ma wyświetlacz i pojedynczy przycisk. Ten pierwszy pokazuje nam aktualne pasmo i kanał, zaś ten drugi pozwala je zmienić. W stosunku do pozostałych kamer AiO (ang. All-in-One), czyli gdy stanowi ona jedną całość z nadajnikiem, ta wypada bardzo dobrze, ponieważ pozwala sprawdzić aktualne ustawienie bez instrukcji. Kolejne pasma są oznaczone właściwymi dla nich literami: „A”, „b”, „F” (Fatshark), „r” (Raceband). Kanał przedstawia po prostu odpowiednia cyfra od 1 do 8. Wyświetlacz na zmianę pokazuje oba ustawienia. Krótkie wciśnięcie przycisku z tyłu kamery pozwala przestawić bieżący kanał, zaś jego przytrzymanie powoduje przeskok do kolejnego pasma. W rezultacie, jeśli ustawimy na przykład Raceband 6, to na wyświetlaczu pokaże się „r”, a potem „6” i tak na zmianę.

Ciekawą sprawą, podaną w instrukcji jest lista obsługiwanych kanałów. Otóż nadajnik nie obsługuje pełnych 40, czyli 5 podstawowych pasm używanych w FPV. Co prawda nie powinniśmy mieć problemu ze znalezieniem odpowiedniego, bo obsługiwane są dokładnie 24, w tym 6 z pasma F (Fatshark), 4 kanały Raceband oraz po 7 z A i B. Nie ma pasma E (Boscam).
Wyczytałem w sieci (w mojej instrukcji tego nie było), że można odblokować brakujące kanały, aby mieć faktycznie pełne 40. W tym celu należy przytrzymać przycisk od kamery podczas włączania (https://www.rcgroups.com/forums/showthread.php?2813559-EMAX-Babyhawk-85mm-Brushless-RTF-and-PNP-Drone/page36). Przeczytałem o tym kończąc recenzję, więc jeszcze nie sprawdziłem, czy i w mojej wersji da się to zrobić.

Od spodu zauważymy od razu pasek, który trzyma baterię. Jest on przepleciony przez odpowiednie wycięcia w ramie. Niestety do dolnej części ramy producent nie przykleił ani żadnej taśmy piankowej, ani rzepa, co powoduje, że bateria nie ma stabilnego oparcia.

Ja zdecydowałem się na użycie rzepów, więc przykleiłem je zarówno do baterii, jak i spodu ramy. Mimo niewielkiej ilości płaskiej powierzchni pod spodem koptera, trzyma się on całkiem solidnie i gwarantuje, że bateria nie wyślizgnie się nawet podczas gwałtownych manewrów.

Budowa wewnętrzna

Rozkręcanie Babyhawka należy zacząć od odkręcenia dwóch śrubek, które znajdziemy pod spodem. Trzymają one obie części kadłuba razem.

Następnym krokiem jest rodzielenie górnej i dolnej części poprzez rozpięcie ząbków, które trzymają oba elementy. Należy to robić delikatnie i pojedynczo. Ja używałem do tego paznokci, ponieważ podważając śrubokrętem, łatwiej jest je wyłamać. Rama rozchodzi się bardzo sprawnie i nie ma potrzeby używania siły, ale też nie należy się spieszyć.

Po rozłączeniu obu części kadłuba podnosimy jego górną część wzdłuż mocowania kamery. Wewnątrz powinniśmy zobaczyć 4 nakrętki, które poprzez śruby łączą jej podstawę z dolną częścią kadłuba.

Używając śrubokręta, należy odkręcić wszystkie 4 śrubki ewentualnie blokując nakrętki. To pozwoli nam zdjąć całą kamerę wraz z mocowaniem. Należy jeszcze wypiąć wtyczkę, którą kamera podłączona jest do kontrolera lotu.

Kontroler lotu jest zamocowany na klocku wykonanym z taśmy piankowej i nie jest w żaden sposób przykręcony. Nie ma nawet otworów do przykręcenia. To redukuje wibracje, które mogą się przenosić na żyroskop. Jest to szczególnie istotne, ponieważ plastikowa rama jest mniej sztywna niż włókno węglowe i nierówne, zużyte śmigła mogłyby negatywnie wpłynąć na jakość lotu. Sam kontroler to Femto F3, który chodzi na takim właśnie procesorze, a więc nie najświeższym, ale wciąż dzielnym. Wersja firmware, która pasuje do tego kontrolera lotu to SPRACINGF3EVO.

Regulatory to z kolei Emax 6A, niewielkie pod względem maksymalnego prądu, ale też mają gdzie odprowadzać ciepło i są osobne dla każdego z silników. Jest to plus o tyle, że w przypadku awarii będziemy wymieniać jeden z regulatorów, a nie całą płytkę. Z drugiej strony ceny ESC 4w1, szczególnie do 12A oscylują w granicach 20 USD, więc nie musi być to tak ogromną zaletą. Plus moim zdaniem jest natomiast taki, że Babyhawk jest przez to niższy, o czym wspominałem wcześniej.
Aha, jak przystało na wyścigowy, lekki kopter, wszystkie elementy są ze sobą polutowane. Wykonywanie napraw będzie się więc odbywało przy pomocy lutownicy. Nie licząc pewnych wyjątków, takich jak opisywany niedawno Awesome F100, trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić.

Charakterystyka lotu

EMax Babyhawk jest lekki ze względu na plastikową ramę. Jednocześnie dzięki temu, jak zamocowano kontroler lotu – sprawuje się on bardzo dobrze. PIDy są wstępnie skonfigurowane i quadrocopter zachowuje się na nich bardzo dobrze, nawet po zmianie baterii na 3S, choć tam faktycznie przydałyby się pewne drobne poprawki.

Quadrocopter sprzedawany z baterią 2S, która jest lekka, ale nie ma za dużej pojemności i przy takim napięciu (7.4V) quadrocopter miewa problemy z gwałtowniejszymi manewrami. Szczególnie kłopotliwe są przewroty po których czasem nie daje się odzyskać pułapu. Ten sam problem pojawia się także podczas lotu np. przez bramki, gdy kopter po prostu nie jest w stanie wykrzesać wystarczającej mocy, aby jednocześnie utrzymać wysoką prędkóść lotu i stały pułap.
Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy użyjemy baterii 3S (11.1V). Babyhawk ma ESC obsługujące prądy do 6A i z praktycznych testów wychodzi na to, że jest to wystarczająca wartość, aby nie spaliły się one podczas pracy na wyższym napięciu. Również silniki znoszą dzielnie podwyższone obroty, gdyż jak przypominam – maksymalna ich liczba zależy od napięcia i stałej KV danego silnika. Te od Babyhawka mają deklarowane 5250KV, co po przemnożeniu przez 4V (przybliżona różnica napięć pomiędzy baterią 2S i 3S) daje nam ok. 21.000 obrotów więcej – sporo!
Pytanie jednak jak właściwie sprawuje się kopter od EMaxa na takiej baterii. Rewelacyjnie! Po włożeniu nowego pakietu Li-Po od Tattu (450mAh, 45C, 3S, 11.1V) kopter dostaje skrzydeł. Model zyskuje mocno na dynamice lotu i od tego momentu wykonywanie manewrów znanych z większych kopterów – w tym przewrotów w obu osiach, split S, Yaw spin itd. staje się możliwe i bezproblemowe. Podstawowa różnica to możliwość zniwelowania opadania po ostrzejszych zmianach kierunku lotu. Podczas, gdy wytworzenie odpowiedniego ciągu na 2S było trudne, na 3S kopter momentalnie jest w stanie wrócić do zawisu, czy wyhamować przed ziemią podczas opadania. W moim przekonaniu Babyhawk oryginalnie powinien być sprzedawany z taką baterią, a wtedy śmiało możnaby powiedzieć o nim – idealny!

Podsumowanie

EMax Babyhawk to quadrocopter w wersji BNF (Bind-and-Fly), do którego potrzebujemy gogli FPV, aparatury oraz ładowarki. Jeżeli posiadamy już sprzęt współpracujący z protokołem FrSky (lub innym w przypadku zakupu z Banggood) otrzymamy w zamian model, który lata niewiele gorzej, niż jego więksi, 4″, czy 5″ bracia. Babyhawk jest lekki, więc niemalże nie sposób spowodować nim jakiekolwiek straty. Posiada osłony śmigieł, które skutecznie chronią go przed mniej doświadczonymi użytkownikami. Same śmigła również nie chcą pękać, a elastyczna antena od nadajnika FPV nie poddaje się nawet mimo upadków „do góry nogami”. Osobne ESC zamocowane w każdym z ramion obniżą nam koszty ewentualnej wymiany (w stosunku do 4w1 stosowanych w innych kopterach), jak również powodują, że sam kopter jest nieco niższy i bardziej foremny. Pewnym mankamentem mogą być silniki, które mają niestandardowy rozstaw otworów i polegają na śmigłach dostarczonych przez producenta, jednak na tyle dobrych, że nie ma sensu rozważać ich wymiany – przynajmniej na razie. Drugą wadą może być brak OSD, które można co prawda zamocować samodzielnie, ale wymaga to nieco zabawy. Szkoda, bo gdyby nie to, Babyhawk byłby quadrocopterem, któremu w ogóle nie da się nic zarzucić. Bez OSD trzeba się wspomagać timerem, który wypada ustawić na jakieś 3 minuty. Jeżeli jednak nie boicie się lutownicy to minimOSD da się dołożyć, podobnie jak buzzer, którego również nie było w zestawie.

Jeżeli szukacie czegoś na zimę na salę gimnastyczną, czy do polatania na pustym parkingu, albo wewnątrz balonu tenisowego – z czystym sercem polecam Babyhawka! Jeżeli poświęcicie mu chwilę czasu – będzie idealnym kandydatem na każdą podróż, gdyż nie waży, nie zajmuje miejsca, a daje tyle samo frajdy, co jego więksi bracia. Ja w ramach możliwości wożę go w bagażniku i jeśli tylko okoliczności pozwalają – staram się wylatać ze 2 pakiety! Skutecznie zastąpił moją Aurorę 100 i stał się nieodzownym kompanem, z którym zawsze podróżuję.

Z ciężkim sercem odejmuję mu połowę oceny za brak buzzera i OSD, ale ja jestem absolutnie oczarowany tym quadrocopterem!

Ocena 4Śmigła.pl: 4.5 / 5.0 grade_1grade_1grade_1grade_1grade_1

Kup – HorusRC – wersja z odbiornikiem XM+
Kup – Banggood – wersja z 2 bateriami

P.S. Buzzer i OSD udało mi się zamontować i uruchomić, więc nie omieszkam podzielić się tym na blogu! 🙂

%d bloggers like this: