Zawis(ł) na drzewie!

Rozwój następuje wtedy, gdy przekraczamy własne umiejętności. Niestety wtedy także popełniamy najwięcej błędów, ponieważ bez nich nie ma nauki. Są takie, które kończą się uderzeniem o ziemię. I to jest trudne doświadczenie, ale jeśli nie zrobimy tego z pełnym impetem, to jest duża szansa, że model przeżyje nasze nieudolne manewry. O podobne emocje może nas przyprawić nieprawidłowy manewr wykonany ponad drzewami. No właśnie – i co wtedy?

Sobotni, słoneczny dzień to wystarczająca zachęta dla wszystkich pasjonatów latania kopterami. Z racji tego, że wraz z nadejściem cieplejszych dni i ja częściej eksploatuję swoje modele (nareszcie!), mam też więcej pracy z drobnymi naprawami i wymianą połamanych i pogiętych śmigieł. Tym razem jednak zabawy z przelatywaniem nad i wokół drzewa skończyły się tak, jak każdy mógł się domyślić. Dziesiątki przewrotów wykonanych nad konarami udały się bez problemu, ale chwila nieuwagi i kopter zawisł niemalże na samym szczycie, między gałęziami. Dzięki DVR mamy okazję zobaczyć zarówno jak to się stało, jak i w jaki sposób ostatecznie się skończyło.

Oczywiście jest sposób, żeby takiej sytuacji uniknąć – nie latać! W przeciwnym razie trzeba liczyć się z tym, że nasz, z wielkim trudem zbudowany kopter może kiedyś znaleźć się wysoko ponad naszym zasięgiem. Pytanie teraz, jak w z tego wybrnąć i tutaj musimy przekalkulować potencjalne zyski i straty. Parę dostępnych opcji to:

  1. Rozbroić kopter i zadzwonić po dowolną firmę, czy służbę, która zajmie się zdjęciem naszego modelu z drzewa
  2. Rzucać w model gałęziami, kamieniami, czy co tam mamy pod ręką
  3. Wysłać inny kopter z misją ratunkową
  4. Spróbować wspiąć się na drzewo i zdjąć model samodzielnie
  5. Stoczyć nierówną walkę z matką naturą i samą tylko mocą silników spróbować urwać się z gałęzi

Każdy z wariantów jest oczywiście inny. Jeśli szkoda nam sprzętu i stać nas na taką operację, można skontaktować się z kimś, kto odpłatnie, przy pomocy odpowiedniego sprzętu ściągnie model za nas. Jeśli model jest relatywnie nisko to możemy spróbować się po niego wspiąć (ryzyko upadku z wysokości) lub też rzucać w niego czym popadnie z nadzieją, że akurat uda nam się go uwolnić.

Ja wybrałem ostatni z wariantów i nie tracąc zimnej krwi zacząłem pracować manipulatorami, aby model rozhuśtał się za pomocą tych śmigieł, które akurat mogły jeszcze się obracać. Jest to wariant możliwy do wykonania, gdy gałęzie są w miarę cienkie i elastyczne. Nie ma tutaj dobrego algorytmu, ale rzecz w tym, żeby jak najbardziej rozkołysać model, czyli raczej powtarzać ruch manipulatorem w pewnych cyklach, niż machać zupełnie na oślep. Tak, czy inaczej, jak widać na nagraniu, na 3 razy udało się model sprowadzić na ziemię.

Ważne! Jeżeli zdecydujecie się na próbę wyplątania modelu spośród gałęzi – nie rozbrajajcie silników! Większość kontrolerów domyślnie uzbraja się tylko w przypadku, gdy model znajduje się w pozycji poziomej z marginesem 25 stopni. W Betaflight i Cleanflight opcja nazywa się „small_angle” i jest domyślnie ustawiona właśnie na 25. Zmieniając ją w CLI (ostatnia zakładka w CF i BF) na 180 można sprawić, że quadrocopter uzbroi się niezależnie od tego, jak jest obrócony. Jeśli więc zawiśniecie na drzewie, a „small_angle” ma wartość domyślną to nie rozbrajajcie koptera tylko kręćcie silnikami tak długo, aż znajdzie się na ziemi!

Zanim rzucimy się na taką operację, warto znać ryzyko pracy śmigłami, które są zablokowane pomiędzy gałęziami Po pierwsze ryzykujemy przegrzanie i spalenie ESC. W przypadku Kiss ESC mają one wewnętrzną blokadę na zbyt duży przepływ prądu, jak również zabezpieczenie termiczne, więc trzymałem kciuki, żeby okazały się tak dobre, jak się o nich mówi. Oczywiście w przypadku próby uwolnienia modelu od razu możemy postawić krzyżyk na śmigłach – prawdopodobnie połamiemy któreś z nich w trakcie tej operacji. Należy też liczyć się z tym, że możemy wyczerpać baterię do poziomu głębokiego rozładowania, ponieważ pod tak dużym obciążeniem mAh uciekają z niej szybko. Jak widać było na nagraniu – u mnie zeszło 1100 mAh z 1300, które ma bateria – sporo! Mimo to, perspektywa pozostawienia modelu na pastwę warunków atmosferycznych może być wystarczająco motywująca, aby spróbować go uratować. Mówią, że głupi ma szczęście – być może dlatego mój quadrocopter spadł w końcu na ziemię.

Z dobrych wieści – model nawet po tym traumatycznym doświadczeniu był w stanie od razu polecieć (!), natomiast jest dużo bardziej zielony niż zwykle. Pora na czyszczenie!

Życzę Wam udanych lotów i oby jak najwięcej wypadków przydarzało się w symulatorach, a nie w rzeczywistości! Do następnego!

%d bloggers like this: