Recenzja: Eachine QX80 + odbiornik FrSky

Na rynku pojawił się nowy trend. Modele szczotkowe do samodzielnego skonstruowania, które mają zarówno tryb Acro wspierany przez prawdziwy, programowalny kontroler lotu, jak i prawdziwe FPV działające w paśmie 5.8 GHz. Jest to niskobudżetowe rozwiązanie dla osób, które chcą spróbować FPV, jak również składania i konfigurowania własnego modelu bez wygórowanych kosztów.

Quadrocopter przysłany do testów przez Banggood – dziękuję !

Wprowadzenie

QX80 jest modelem, którego rama ma średnicę 80mm. Jest tak naprawdę nieco cięższy, ale też mniejszy niż Hubsan H107L, który miał silniki o grubości 7mm. Model Eachine napędzają z kolei te, które stosowano w H107C (8mm), które zapewniają mu wystarczający ciąg, aby unieść kamerę z nadajnikiem, dość duże ogniwo oraz osobny odbiornik RC i wciąż mieć zapas mocy. Cały model musimy złożyć własnymi siłami, ale jest to dużo prostsze, niż w przypadku modeli szczotkowych, dlatego jeśli ktoś wchodzi w temat budowania własnych kopterów wyścigowych, to ma możliwość przyswojenia wiedzy i zdobycia doświadczenia w pracy z lutownicą. Modele szczotkowe są również tańsze w eksploatacji (koszt części zamiennych) i prostsze do naprawienia. W przeciwieństwie do dużych modeli trudniej tu też zrobić sobie, lub czemuś krzywdę, bo te śmigła są niemalże niegroźne.

W pudełku

Karton, w którym przychodzi quadrocopter jest naprawdę niewielkie. Specjalnie zestawiłem je z pudełkiem zapałek, aby dać Wam perspektywę.
Z racji tego, że jest to tak naprawdę zlepek części – nikt nie bawi się w ładne opakowanie tegoż modelu.

m_20161127_120711

W środku upchano sporo części popakowanych w woreczki antystatyczne i strunowe (elektronika) oraz szeleszczące, foliowe na pozostałe komponenty.
Komplet składa się z ramy, którą musimy złożyć, kontrolera lotu SP Racing F3 w wersji Brushed (dla silników szczotkowych), kamery FPV z nadajnikiem, 4 silników, 4 par śmigieł (jeden zestaw + jeden zapasowy) w kolorach czerwonym i czarnym, odbiornika FrSky (można przy zakupie wybrać jeszcze FlySky oraz DSMX) oraz dwóch pasków taśmy dwustronnej i przewodu do ładowania.
W pudełku znajdziemy też 2 baterie 3.7V (1S) o pojemności aż 600 mAh. Jak na tak mały model jest to dość sporo. Zobaczymy na ile wystarczą, gdy model wzbije się w powietrze.
Dwie gumki recepturki, które widać na zdjęciu pozwolą zarówno na montaż kamery FPV, jak i późniejsze przyczepienie ogniw do spodu ramy.

m_20161127_120944

Najważniejszym elementem zestawu jest oczywiście rama, która składa się z pięciu elementów oraz 4 gumek, które będą trzymać silniki. Zanim zabierzemy się za elektronikę, dobrze jest ją złożyć, aby móc zamocować na niej poszczególne elementy.

m_20161127_121232

W zestawie nie otrzymujemy ładowarki do baterii, o czym należy pamiętać ! W zamian producent dorzuca przewód, taki jak w balanserze baterii 2S – 3-pinowy zakończony z drugiej strony dwiema końcówkami Molex 51001 (tak, dotychczas mówiłem, że to końcówka od Losi Micro-T – całe życie człowiek się uczy), które znamy już m.in. z Hubsana H107 i wielu innych modeli. Nie zmienia to faktu, że jakąś ładowarkę musimy posiadać. Jest to albo taka, która ładuje baterie 2S przez złącze balansera – np. od MJX X600, albo też zwykła USB, taka jak w wielu quadrocopterach ze złączem Molex. Jeśli użyjemy przejściówki na balanser dołączonej w pudełku, będziemy mogli ładować obie baterie równocześnie. Ładowarka USB z kolei pozwoli podłączyć tylko jedną baterię na raz. Tak, czy inaczej, dobrze jest mieć to na uwadze i zawczasu sprawdzić, czy posiadamy odpowiednie urządzenia w domu, żeby potem się nie rozczarować.
Jeszcze uwaga dla tych, którzy posiadają większe, poważniejsze ładowarki. Wiele z nich nie pozwala ładować baterii wyłącznie przez złącze balansera i wymaga podłączenia niezależnie przewodu zasilającego. Tego na przykład wymaga moja Turnigy Accucell 8, ale Redox Alpha również tym się charakteryzował.

Całości kompletu dopełnia kolorowa instrukcja. Muszę przyznać, że naprawdę sprawdziła się ona dobrze. Co prawda nie skupia się na takich elementach, jak składanie ramy – tego trzeba domyślić się samodzielnie, ale w zamian pokazuje jak przylutować silniki i w jaki sposób podłączyć odbiornik FrSky. I tutaj duży plus – faktycznie proces łączenia ze sobą elektroniki był bezproblemowy właśnie dzięki ilustracjom, które pokazują co i dokąd przylutować. Jest nawet schemat kontrolera lotu, dzięki czemu nie zwątpimy które złącze i punkt lutowniczy od czego są. Kredowy papier i kolorowy wydruk zasługują tutaj na uznanie.

m_20161127_120801

Budujemy

Konstruowanie ramy jest pierwszą czynnością, jaką należy wykonać przy montażu. Operacja, która wydaje się dość prosta zamienia się niestety w godzinną zabawę z miniaturową szlifierką. Ale od początku.

Rama składa się z 5 elementów. Płyta centralna, oraz 4 poprzeczki, które łączy się ze sobą, aby otrzymać stabilne osadzenie dla silników. Wypustki centralnej części wchodzą w otwory pośrodku każdej z poprzeczek. Całość wykonano z włókna szklanego, które jest lekkie i wytrzymalsze niż plastik. Jednocześnie jest ono w hierarchii poniżej włókna węglowego, które należy do wytrzymalszych materiałów.

m_20161127_121232

Niestety już próba połączenia pierwszych elementów spełzła na niczym. Wycięcia są za małe, a wypusty, które próbujemy włożyć za szerokie i za grube. Przez moment pomyślałem, że po prostu one mają tak ciasno wchodzić i trzeba przyłożyć więcej siły, ale nic z tych rzeczy. Po prostu winna jest fatalna jakość wykonania. Nie pozostało nic innego, jak wziąć narzędzia i naprawić to, co nie udało się Eachine.

W ruch poszła miniaturowa szlifierka. Aby elementy do siebie pasowały potrzeba było spiłować nieco wypusty od płyty centralnej zarówno na szerokość, jak i na grubość.

m_20161127_123617

W analogiczny sposób należy poszerzyć wycięcia, które będą łączyć poszczególne poprzeczki. Jak daje się zauważyć, wchodzą one na zakładkę. Każda poprzeczka ma asymetryczne wycięcia. Z jednej strony nacięta jest dolna część mocowania od silnika, z drugiej górna.

Te właśnie fragmenty również były zbyt wąskie i nie dało się włożyć jednych w drugie. Ponownie więc musiałem użyć tarczy szlifierskiej. Efekt końcowy uzyskałem po połamaniu dokładnie dwóch takich tarcz.
Podczas szlifowania włókna szklanego pojawia się też sporo pyłu, więc lepiej go nie wdychać. Po takiej operacji ręce wyglądają następująco.

Montując ramę, poprzeczki wkładamy wycięciami jedna w drugą, a następnie wciskamy wypustki od elementu centralnego. Ważne jest, aby przygotować wszystkie fragmenty ramy zawczasu i zobaczyć, czy są już odpowiednio powycinane, aby nie składać i nie rozbierać ich tam i z powrotem.

m_20161127_125816

Efekt końcowy prezentuje się w taki sposób. Tak, obok widzicie właśnie jedną z tarcz, której musiałem się pozbyć.

m_20161127_130252

W następnej kolejności trzeba przyjrzeć się kontrolerowi lotu. Ten dla modeli szczotkowych jest dużo prostszy. Pozwala podłączyć do 6 silników (hexacopter), ale my skupimy się na tym, co budujemy, czyli będziemy chcieli przylutować tylko 4. W instrukcji wyraźnie wyszczególniono, w jaki sposób mają być ułożone. Na kontrolerze lotu odpowiednie miejsca oznaczone są symbolami od M1 do M4, co odpowiada kolejnym numerom jednostek napędowych.

m_20161127_144343

Na nasze szczęście kolorowa instrukcja dokładnie pokazuje, w jaki sposób dokładnie mamy podłączyć przewody od silników. Jak widać, zarówno ich kolory, kolejność, jak i numeracja silników są dokładnie określone. Cała operacja nie jest specjalnie skomplikowana. Musimy jedynie przylutować przewody zasilające zakończone złączem Molex oraz parę od każdego z silników. Razem jest to 10 końcówek, więc w stosunku do budowania modelu bezszczotkowego jest to sporo prostsze. I dobrze, ponieważ takie quadrocoptery jak Eachine QX90 mają być wstępem do konstruowania większych kopterów.

m_20161127_120816

Zauważcie również, że w prawym dolnym rogu płytki, pomiędzy nadrukowaną strzałką, a polami lutowniczymi od zasilania znajduje się zlutowane wstępnie miejsce oznaczone po obu stronach 1S i 2S. Płytka ma możliwość pracy przy zasilaniu zarówno z baterii o napięciu 7.4V, jak i 3.7V, zależnie od tego, które z dwóch pinów ze sobą zlutujemy. Na zdjęciu widać, że połączone ze sobą zostały 2 i 3 (numeruje się je od lewej), co wstępnie przygotowuje kopter pod ogniwo, które otrzymujemy w zestawie, czyli 1S. Chcąc wycisnąć z silników nieco więcej moglibyśmy się pokusić o podmianę baterii na 2S, tyle że ani odbiornik, ani kamera z nadajnikiem nie są przygotowane na takie napięcie zasilające.

Zaczniemy od wlutowania przewodów zasilających zakończonych końcówką Molex. Po odwróceniu kontrolera zobaczymy nie tylko jego oznaczenie „F3 Evo Brush”, ale również oznaczenia miejsc, w których zamocujemy końcówki kabli. „B+” oczywiście oznacza dodatni biegun baterii, a więc przewód czerwony, natomiast „B-” to masa – przewód czarny.

Ja zdecydowałem, że u mnie przewody zasilające będą wychodzić górą. Włożyłem je więc w otwory z wierzchu płytki i przylutowałem od spodu.

Kolejnym krokiem jest dodanie wszystkich 4 silników. Bazując na pokazanej na wcześniejszych zdjęciach instrukcji powinno to być dość proste. Ważne tylko, żeby nie pomylić kolorów przewodów. Oczywiście w najgorszym przypadku któryś z silników będzie się kręcił w niewłaściwą stronę, ale lepiej ten krok wykonać spokojnie i poprawnie.

Dla przypomnienia – jednostki pracujące zgodnie z ruchem wskazówek zegara (CW) mają czerwono-niebieskie przewody, natomiast te działające w drugą stronę (CCW) posiadają biało-czarne. Przypominam też o tym, że kontroler lotu ma „przód”, który jest oznaczony białą strzałką nadrukowaną w dwóch miejscach. Mimo, iż jest zdjęcie i instrukcja – na wszelki wypadek wyjaśnię, jak poprawnie podłączyć silniki. Do M4 podpinamy lewy-przedni, który jest CW, czyli przewody niebiesko-czerwone. Do M3 – lewy-tylny, przewody biało-czarne. M2 to prawy-przedni silnik – przewody biało-czarne. M1 wreszcie to prawy-tylny, przewody niebiesko-czerwone.

Kolejna rzecz, która nie jest specjalnie przyjemna, to włożenie silników w gumowe obejmy, które znaleźliśmy wraz z ramą. Mają one zagwarantować, że nasz napęd się nie przemieści, wobec czego są bardzo ciasne. Nim włożycie je w mocowania w ramie, lepiej wpierw umieścić w nich silniki. Zwracam też uwagę, żeby nie robić tego obcęgami, śrubokrętem, czy innymi narzędziami, ponieważ nie możemy sobie pozwolić na wgniecenie korpusu silnika. W przeciwnym razie zablokujemy wirnik i nasz kopter nie wystartuje. Mimo, iż dość niewdzięczne – ja wciskałem silniki w obejmy po prostu palcami. Najważniejsze jest po prostu to, żeby zbyt mocno ich po bokach nie ściskać. Siłę lepiej przykładać wzdłuż korpusu – z góry, lub z dołu.

Pora teraz przymierzyć kontroler lotu, wraz z silnikami w mocowaniach, do samej ramy. Jej przód znajduje się tam, gdzie dwie specyficzne wypustki wychodzące na bok od centralnej części (widoczne w górnej części zdjęcia). Na nich będzie się opierała kamera. W tej orientacji musimy też ustawić kontroler lotu. Na razie go nie montujemy i nie przyklejamy.

Kolejna trudna rzecz, to umieszczenie silników wraz z obejmami w uchwytach ramy. Jeśli już ją złożyliście, to trzeba będzie nieco się napracować, przy ich rozchylaniu. Tutaj nie ma specjalnie sprytnej metody mocowania silników. Chodzi o to, żeby wszystkie 4 wypustki znalazły się w wycięciu gumowej obejmy. Ja pomagałem sobie niewielkim, płaskim śrubokrętem, którym delikatnie wpychałem je we właściwe miejsce.

Jesteśmy już w połowie drogi. Pora na odbiornik FrSky (lub inny), który otrzymaliśmy w zestawie. Komplet składa się z samej płytki, folii termokurczliwej oraz trzech cieniutkich przewodów. Odbiornik obsługuje 2 tryby przesyłania danych do kontrolera lotu – PPM oraz S-BUS. Nie wchodząc zanadto w szczegóły – lepiej zdecydować się na ten drugi. Jest on nowocześniejszy, opóźnienie jest mniejsze, a sam sygnał – w pełni cyfrowy. Zarówno PPM, jak i S-BUS wymagają tylko jednego przewodu do przesłania bieżącego stanu wszystkich 8 kanałów.

Odbiornik posiada 2 dip-switche, którymi ustawiamy wybrany przez nas tryb – PPM lub S-BUS. 1-wszy z nich to S-BUS, drugi to PPM. Nie mogą być ustawione oba na ON w tym samym czasie. Po wyborze trybu przesyłania danych musimy przylutować przewody w odpowiednie miejsce. Na płytce są 2 x po 4 piny. Rząd w głębi jest dla S-BUS, natomiast ten bliżej krawędzi – dla PPM. Na szczęście wszystkie te informacje znajdziemy w instrukcji.
Po przylutowaniu przewodów musimy jeszcze włożyć odbiornik w folię termokurczliwą, aby odizolować go od pozostałej elektroniki. Napotykamy tutaj kolejny kłopot. Pasek, który otrzymaliśmy w zestawie jest po prostu za krótki, żeby go wykorzystać. Co najmniej pół centymetra płytki wystawałoby, gdybym użył dołączonego fragmentu. Na szczęście miałem w domu własną folię termokurczliwą i obciąłem ją tak, żeby z obu końców wychodziła poza odbiornik tak na parę milimetrów. Kolejna wtopa Eachine.

Rzut oka na instrukcję i już wiemy, jak przylutować odbiornik do kontrolera lotu. Jest to przedostatnia operacja wymagająca lutownicy. Nasz kontroler lotu powinien wyglądać mniej więcej tak, jak na zdjęciu.

Pora na kamerę z nadajnikiem, czyli nasz osprzęt FPV. W QX80 oba te elementy stanowią jedną całość. Najbardziej wrażliwym punktem jest antena, która co prawda została solidnie przylutowana, ale jednak zamocowana jest jedynie na sztywnej szyjce, która stanowi jednocześnie przewód antenowy. Również poszczególne skrzydełka samej anteny nie są najtrwalszym punktem. Na plus zasługuje fakt, iż model ma od razu „koniczynkę”, która gwarantuje lepszą jakość obrazu – mniej zakłóceń spowodowanych odbitym sygnałem.

Z racji tego, że nadajnik z kamerą są ze sobą połączone, z tyłu wychodzą tylko dwa przewody – zasilanie. Oba urządzenia spodziewają się napięcia nieprzekraczającego 5V, co na szczęście nam nie grozi, ponieważ zasilamy quadrocopter ogniwem 1S. Przewody przylutujemy więc w tym samym miejscu, w którym znalazły się kable od baterii.

Kamera obsługuje 32 kanały – wszystkie 4 podstawowe pasma poza Race Band. Jest ona szerokokątna – obejmuje 120 stopni, dzięki czemu widzimy przeszkody nie tylko znajdujące się przed modelem. Jest to również wygodne, ponieważ nawet nie pochylając kamery możemy lecieć przed siebie i wciąż widzieć, co dzieje się przed nami. Jak wyjaśniam dalej, zmiana jej kąta ustawienia wcale nie jest łatwa. Drobną niedogodnością jest ustawianie kanałów z użyciem tzw. DIP Switchy, czyli rzędu miniaturowych przełączników. Znalezienie właściwej częstotliwości będzie wymagało spojrzenia w instrukcję.

Z racji tego, że przewody są cienkie i muszą biec wzdłuż całej długości kontrolera lotu (zasilanie jest z tyłu), zdecydowałem się przylutować je od spodu. Należy pamiętać, że później będziemy przyklejać taśmę dwustronną pod kontroler, aby zamocować go do ramy, więc miejsca, gdzie lutowaliśmy nie powinny być zbyt wypukłe.

Po przylutowaniu wszystkich elementów pora na montaż kontrolera lotu. Musi być on ustawiony możliwie płasko, ale przede wszystkim stabilnie. Nie może się przemieszczać w trakcie lotu, bo kopter nie będzie stabilnie latał. Kontroler przymocujemy do ramy przy pomocy dwustronnej, piankowej taśmy, którą dostaliśmy w zestawie. Płytkę musimy przykleić możliwie pośrodku ramy.

Przypominam o tym, żeby pamiętać, gdzie jest przód. Na zdjęciu widać boczne wypustki w przedniej części środkowej belki ramy. Na nich zamocujemy kamerę FPV, więc w tą stronę kopter będzie latał. Tym samym port microUSB będziemy mieć z tyłu. Po skończeniu budowy będziemy mieli do niego łatwy dostęp.
Po przyklejeniu kontrolera lotu możemy też wstępnie umiejscowić kamerę FPV. Należy ją ułożyć na wysokości wspomnianych wcześniej bocznych wypustek. Potem przymocujemy ją gumką recepturką.

Następnym krokiem było połączenie odbiornika z aparaturą. W tym celu należy przytrzymać jedyny przycisk – „F/S” i w tym samym czasie podłączyć baterię do quadrocoptera. Odbiornik przechodzi w wtedy w tryb parowania. W przypadku Turnigy 9X z modułem DJT przytrzymujemy przycisk „Bind” na samym module, gdy włączamy aparaturę, natomiast w Taranisie wystarczy wybrać opcję „Bind” w menu modelu. Zakończenie procesu jest sygnalizowane poprzez miganie zielonej diody na odbiorniku. Wystarczy odłączyć baterię quadrocoptera i podłączyć ją raz jeszcze. Po powtórnym włączeniu aparatury dioda na odbiorniku powinna świecić na zielono w sposób ciągły. Oznacza to, że oba urządzenia są ze sobą połączone.

Możemy teraz umieścić odbiornik w folii termokurczliwej i przykleić go na taśmę dwustronną do wierzchu kontrolera lotu. Przewody od silników złapałem najcieńszymi opaskami (tzw. „trytytkami”) i przymocowałem do ramy, aby nie były luźne.

Kamerę umieszczamy w przedniej części quadrocoptera, na wysokości bocznych wypustek. Antenę musimy wygiąć w łuk, aby była ustawiona pionowo. Niestety staje się ona jednocześnie najwyższym punktem modelu i jest narażona na uszkodzenia mechaniczne, gdy upadnie on do góry nogami.

Jedna z gumek recepturek służy do trzymania kamery. Zahaczamy ją o wypustki w przedniej części ramy. Ja owinąłem kamerę dwukrotnie, dzięki czemu trzyma się solidnie i nie przemieszcza.

Tak z kolei wygląda to pod spodem.

Baterię mocujemy przy pomocy drugiej dołączonej gumki. Ją z kolei zahacza się o boczne ramiona krzyżaka, który jest środkiem ramy.

Po skończeniu modelu warto jeszcze zobaczyć ile on tak naprawdę waży. Konstrukcja bez baterii i śmigieł to niecałe 55 gramów! Wow!

Dla chętnych

Kontroler lotu obsługuje jeszcze 2 dodatkowe rzeczy – Buzzer oraz LEDy. Ten pierwszy sygnalizuje zmianę trybów lotu, słabą baterię, ale przede wszystkim pozwoli nam znaleźć quadrocopter, gdy spadnie gdzieś w krzaki, albo w trawę. Z kolei kolorowe diody pozwalają nam przekonać się, jaki jest bieżący stan modelu. W moim przypadku jest to – uzbrojenie, tryb lotu, oraz ostrzeżenie o słabej baterii. Zobaczmy teraz, jak to wszystko przymocować.

Najprostszy jest buzzer (brzęczyk, głośniczek), który zasilanie otrzymuje bezpośrednio z kontrolera lotu i wymaga tylko przylutowania dwóch przewodów. Miejsce na nie znajduje się z przodu płytki, w jej prawym-górnym rogu. Piny znajdują się obok dwóch poczwórnych miejsc na sygnał z odbiornika. Przewód czerwony (+) lutujemy przy samej krawędzi kontrolera lotu, czarny obok, bliżej środka. Zdjęcie pokazuje przewody od buzzera już po ich zamocowaniu (znajdują się obok kamery).

Sam buzzer musiałem także gdzieś przymocować. Zdecydowałem się przykleić go do jednego z bocznych ramion centralnej części ramy. W ten sposób nie przeszkadza baterii i nie stanowi zagrożenia dla śmigieł.

Pasek LED przykleiłem z tyłu quadrocoptera. Diody były na tyle szeroko rozstawione, że zmieściły się dokładnie 3 po dodatkowym przycięciu końcówki paska. Kupując zestaw od Eachine otrzymacie 4 obok siebie, w dodatku na sztywnym mocowaniu. Ja użyłem tego, co było pod ręką. Ważne jest to, że są to LEDy oparte o sterownik WS2812. Charakteryzują się one tym, że zamiast 4 przewodów (masa + 3 kolory R,G,B) są 3 – zasilanie `+`, `-` oraz sygnał sterujący (DI). Takie diody potrafi wysterować nasz kontroler lotu. Te od Eachine również na nim właśnie są oparte.

Diody podłączamy 3 możliwie cienkimi przewodami. Trzeba pamiętać, że LEDy oparte o WS2812 mają wejście i wyjście. To pierwsze podłączamy od strony, z której jeden z pinów ma oznaczenie „DI”, co oznacza Data Input (Wejście Danych). Paski można ze sobą łączyć przylutowując do wyjścia DO (Data Output) przewód połączony z kolejnym polem DI na drugim pasku LED, dlatego strona ma znaczenie. 3 przewody przylutowujemy do kontrolera lotu z jego lewej strony zgodnie z tym, co widać na zdjęciu.

Konfiguracja modelu

Eachine QX80 ma kontroler lotu, który możemy ustawiać korzystając z oprogramowania CleanFlight. Wystarczy tylko podłączyć przewód microUSB z tyłu i na komputerze wybrać odpowiedni port. Jeśli wybierzemy niewłaściwy, po prostu nie połączymy się z kopterem – wtedy trzeba spróbować kolejny z listy.

Kontroler jest wstępnie skonfigurowany i tak naprawdę jedyne, co musimy zrobić to sprawdzić przypisanie poszczególnych kanałów odbiornika do tego, co wysyła aparatura. Chodzi o to, żeby sprawdzić, czy poruszając np. manipulatorem od gazu (throttle), faktycznie quadrocopter pokaże zmianę na tym kanale, czy np. na Roll. Spasowanie jest konieczne, żeby np. prawy manipulator nie zaczął nam dodawać gazu, a lewy pochylać modelu. Jest to rzecz, którą musimy sprawdzić składając dowolny model, więc fani działu DIY też znajdą tu informacje dla siebie.
Układ kanałów możemy zmieniać w polu „Channel Map”. Początkowe 4 litery (u mnie „TAER”) to skrót od pierwszych liter odpowiednich osi sterowania: T – Throttle, A – Aileron, R – Rudder, E – Elevator. W Mode 2 na aparaturze odpowiadają one odpowiednio takiemu sterowania: Throttle – lewy manipulator góra-dół, Rudder – lewy manipulator lewo-prawo (Yaw), Elevator – prawy manipulator góra-dół (Pitch) oraz Aileron – prawy manipulator lewo-prawo (Roll). Po zmianie układu kanałów (np. AETR) należy jeszcze zapisać opcje przyciskiem „Save” w prawym-dolnym rogu okna. Wtedy można zobaczyć, czy kanały są ułożone tak jak chcieliśmy.
Na tym ekranie warto też zwrócić uwagę, czy mamy poprawnie ustawione przełączniki (AUX1-AUX4 – zależnie od naszej aparatury). Pozwolą nam one np. na uzbrojenie koptera albo na zmianę trybu lotu (Horizon, Angle, Acro).

Oczywiście może się okazać, że kontroler lotu nie otrzymuje żadnych informacji od odbiornika. W takiej sytuacji na ogół po prostu ten pierwszy nie ma ustawionego właściwego protokołu. Jak pamiętacie, podczas składania zdecydowaliśmy się użyć SBUS do przesyłania danych do kontrolera lotu. W zakładce „Receiver” po przewinięciu w dół znajdziemy właśnie tą opcję. „Receiver mode” ustawiamy na „RX_SERIAL”, natomiast „Serial Receiver Provider” na SBUS. Po wybraniu „Save” odbiornik powinien zacząć wyświetlać właściwe wartości otrzymane z aparatury – widać to po przemieszczających się paskach dla poszczególnych kanałów, gdy ruszamy manipulatorami.

Po ustawieniu odbiornika należy skonfigurować poszczególne tryby lotu pod odpowiednimi przełącznikami. Po lewej stronie mamy wypisane różne funkcje, które możemy przypisać. Ja opieram się najczęściej na 4 podstawowych. Po pierwsze jest to ARM, czyli uzbrajanie koptera. Tutaj lubię mieć tą funkcję pod jednym z przełączników, a nie tylko wychyleniem lewego manipulatora. U mnie jest on przypisany pod AUX1, więc taki kanał wybrałem z rozwijanej listy. Aplikacja pokazuje nam zakres długości impulsu, w jakim opcja będzie aktywna (zielony pasek pomiędzy dwoma znacznikami), a poniżej, w postaci zielonej kreski określa bieżący stan. Jeśli opcja jest nieaktywna, tło na którym znajduje się jej opis jest szare (tutaj ARM oraz ANGLE), natomiast jeśli jest włączona – tło jest zielone (HORIZON, BUZZER). Przestawiając przełączniki powinniśmy zobaczyć, że opcje nam się aktywują lub wyłączają. Przełączniki dają dość stabilną wartość sygnału, więc zakres dla nich można ustawić relatywnie wąsko, ale ja wolę zawsze zostawić duży bufor.
Druga opcja to tryb Angle, czyli całkowicie stabilizowany – odpowiednik attitude. Trzecia opcja to Horizon, który znany jest również pod nazwą Rattitude. Jest to tryb ze stabilizacją, ale maksymalne wychylenia manipulatorów powodują, że można robić przewroty, bo quadrocopter zachowuje się, jak w trybie Acro. Zmniejszenie wychylenia prawego drążka natychmiast powoduje przywrócenie stabilizacji. W Cleanflight nie ma wyróżnionej opcji Acro, ponieważ jest ona domyślnie aktywna, jeśli żaden z trybów lotu nie jest wybrany. Jak widać, dla AUX2 zakres 1700-2100 pozostaje nieustawiony, czyli odpowiada właśnie włączeniu Acro. Jednocześnie wartość sygnału w tych granicach uzyskuje się poprzez przestawienie przełącznika 3-pozycyjnego maksymalnie w dół.
Na osobnym przełączniku mam też Buzzer, czyli pikający głośniczek, który można włączyć, gdy nie widzimy nigdzie modelu. Uważam to za jedną z ważniejszych funkcji i teraz w każdym quadrocopterze takowy montuję. Głośne pikanie pozwoliło mi już nieraz bez problemu trafić w miejsce, gdzie leżał kopter, a nie sposób było go zobaczyć.

Jeśli chodzi o PIDy to tutaj akurat chyba nic nie zmieniałem. RC Rate ustawione jest na 0.8, żeby dało się wykonać flip w powietrzu. Przy mniejszych wartościach będzie on reagował za wolno. Reszta parametrów jest domyślna. Wystarczy to stanowczo do latania, ale postaram się z nimi powalczyć, jak już model zacznie znowu latać (o tym w dalszej części wpisu). Należy jednak dodać, że domyślnie ustawione wartości dają całkiem zadowalający poziom stabilności i model spokojnie był w stanie mijać przeszkody.

Jeśli interesuje Was ustawienie LEDów to najpierw trzeba je włączyć. W tym celu najpierw należy wrócić do zakładki „Configuration”, a następnie włączyć LED_STRIP. Jeśli pasek macie już podłączony, po wybraniu opcji „Save” diody powinny się zapalić.

Kolejny krok to ustawienie opcji, jakie mają być pokazywane przez każdą z diod. W przypadku QX80 miałem do dyspozyji jedynie 3, więc wymagało to dość kreatywnego podejścia. Zdecydowałem, że dwie skrajne będą pokazywały tryb lotu (Acro, albo stabilizowane), natomiast środkowa – uzbrojenie modelu. Przekłada się to na odpowiednie opcje, które wybieramy w polu „Function” na liście rozwijanej: „Modes & Orientation” oraz „Arm State”.
Dodatkowo dwie skrajne diody sygnalizują u mnie to, czy quadrocopter skręca, albo hamuje. Odpowiada za to opcja „Indicator”. Jeśli ją ustawimy na danej diodzie, będzie się ona zachowywać jak kierunkowskaz. Żeby diody poprawnie sygnalizowały (przynajmniej u mnie) kierunki, czyli lewy i prawy, tą oznaczoną jako „0”, czyli będącą skrajnie po lewej musiałem ustawić w lewym-dolnym rogu. Wtedy poprawnie sygnalizuje skręcanie w prawo. O dziwo nie działało to, gdy znajdowała się obok pozostałych. W przypadku prawej (nr. 2) już takich problemów nie było.
Oprócz tego, dioda prawa (2), ma też wybraną opcję „Warning”. Dzięki temu dioda sygnalizuje np. słabą baterię. Jeśli wszystko jest ok, pali się na zielono. Należy przy tym pamiętać, że zarówno „Warning”, jak i „Indicator” są w sekcji Overlay, co oznacza, że są one „nakładane” na podstawową funkcję – tutaj „Modes & Orientation”. Obie wcześniejsze opcje będą więc miały pierwszeństwo przed wskazaniem trybu lotu i jeśli np. pojawi się ostrzeżenie (Warning) to dioda zamiast pokazywać tryb lotu będzie pokazywać to pierwsze, czyli choćby migać na czerwono przy słabej baterii.

Lewa:

Środkowa:

Prawa:

W sekcji Orientation możemy ustawić, z której fizycznie strony znajdują się diody. N,S,W,E to kierunki świata, a U i D to odpowiednio góra i dół. Jest to informacja dla kontrolera lotu, która pozwala mu ocenić, w jaki sposób ma zapalać diody w poszczególnych sekcjach koptera. Jeśli przyczepiliśmy pasek LED z tyłu koptera – wybieramy „S” jak południe, ponieważ znajduje się on z tyłu. Jeśli jest to prawe-przednie ramię, a LEDy przykleiliśmy od spodu, to wybieramy NE oraz D, ponieważ na tym kierunku (patrząc na kopter z góry) znajduje sie oświetlenie. Moje diody przykleiłem na tylnej belce, więc wybrałem opcję „S”. Wyłamałem się tylko przy prawej, ponieważ nie chciała poprawnie pokazywać mi kierunki w trybie „Indicator”, więc przekonałem kopter, że jest na prawej ściance wybierając opcję „E”. Przy takim ustawieniu wychylając prawy manipulator w lewo – miga na żółto lewa dioda (tak, jak kierunkowskaz), natomiast w prawo – prawa. Efekt prezentuje zdjęcie poniżej.

Na pierwszym zdjęciu widzimy tryb stabilizowany (żółta dioda po lewej stronie) oraz informację, że kopter jest nieuzbrojony (zielona pośrodku). Na drugim zdjęciu widzimy dodatkowo, że pali się czerwony LED po prawej, co sygnalizuje słabą baterię.

Charakterystyka lotu

Temat, który budzi pewnie największe zainteresowanie to pytanie – jak ten quadrocopter lata? Odpowiedź jest krótka – zadziwiająco dobrze, choć nie bez mankamentów. Zacznę od tego, że w tej chwili model jest przeze mnie serwisowany, ponieważ jeden z lotów po parkingu podziemnym zakończył się dla niego uszkodzeniami wykluczającymi dalszy lot. Z tej racji nie mam na razie zdjęć, które pokazują widok z kamery oraz typowych dla tej sekcji fotografii z kręcącymi się śmigłami. W zamian zwrócę uwagę na rzeczy, które są charakterystyczne dla tego modelu oraz jego wady, o których należy wiedzieć przed zakupem.

Mózgiem Eachine QX80 jest kontroler lotu SP Racing F3, ale w wydaniu zminiaturyzowanym oraz dla silników szczotkowych. Z tego względu jego charakterystyka lotu mocno zależy od tego, jak złożyliśmy model (np. na ile środek ciężkości znajduje się w geometrycznym centrum koptera) oraz jak ustawiliśmy kontroler PID. Ponadto jednak decyduje już sprzęt. Jeśli chodzi o silniki to model wyposażony został w jednostki napędowe znane m.in. z Hubsana H107C, które mają 8mm grubości i charakterystyczne 4 otwory w górnej części korpusu. W połączeniu ze śmigłami od Walkery QR LadyBird, quadrocopter ma naprawdę spory ciąg. W trybie Acro wystarcza to spokojnie na wykonywanie przewrotów w każdą możliwą stronę (tutaj nie ma specjalnego przycisku i zaprogramowanych flipów) nawet w trakcie lotu. Również szybszy lot i gwałtowne zwroty (manewrowałem między słupami na parkingu podziemnym) dają się dość swobodnie wykonać. O ile jednak silniki nie łapią zadyszki to bateria już tak.

Ogniwo 1S, które dołącza Eachine ma po prostu zbyt małe „C”, aby sprostać bardziej agresywnemu lataniu. Objawia się to tym, że przy bardziej wymagających manewrach (np. ciasny zwrot) kopter po prostu traci wysokość, a bywa, że mimo dodawanego gazu po prostu dotyka na moment ziemi. To wystarcza, żeby odciążyć na moment baterię, która znowu zaczyna dawać wystarczający prąd, aby kontynuować lot. O ile przy spokojnym lataniu problem nie występuje, to kluczenie między słupami co pewien czas sprowadzało mi kopter na ziemię. Na razie nie znalazłem na Banggood ogniwa, które ma lepsze gwarantowane parametry, bo to, które jest, nie do końca wystarcza.

Model w trakcie testów zaliczył parę spektakularnych wypadków – najczęściej albo uderzając w słup (choć nie na pełnej prędkości), albo zahaczając o przeszkodę. W tym miejscu pojawia się temat wytrzymałości mechanicznej. Nie mogę nic zarzucić ani ramie, ani śmigłom. Szczególnie po tych drugich spodziewałem się nieco mniej, a pozytywnie mnie zaskoczyły. Moje nieudane manewry w najgorszym wypadku kończyły się zgięciem płatów, ale żadne ze śmigieł nie pękło. Są one grubsze i zdecydowanie bardziej wytrzymałe niż np. te od Hubsana. Niestety w zamian, silniki i antena od nadajnika FPV pozostają słabym ogniwem. Te pierwsze mają dość długie ośki (ok. 1 cm), co powoduje, że łatwo jest je zgiąć. Mnie udało się wręcz takową złamać, co dokumentuję na zdjęciu poniżej.

Jest to uszkodzenie powstałe wskutek spadnięcia na posadzkę z wylewki (taka, jak na parkingach podziemnych), a więc twarde podłoże. Jednocześnie jednak kopter nie leciał bardzo szybko i wydaje mi się, że straty są niewspółmierne. Chętnie zobaczyłbym jakiś rodzaj klatki albo chociaż osłon, która zabezpiecza kopter zarówno z boku, jak i z góry. A właśnie – najwyższym punktem quadrocoptera jest antena FPV. Jej skrzydełka muszą wystawać ponad śmigła, ponieważ inaczej te ostatnie o nią zahaczają. Oznacza to, że antenę wyginamy pod kątem 90 stopni i znajduje się ona ponad linią śmigieł. W zamian, przy każdym upadku wierzchem do dołu, cała siła rozprasza się na antenie i nadajniku do którego jest na sztywno przymocowana. Spodziewałem się, że ta pierwsza będzie najsłabszym punktem koptera, ale w zamian udało mi się uszkodzić sam nadajnik FPV. Na pewno ukruszyłem rdzeń ferrytowy, ale niewykluczone, że naruszyłem także jakiś inny element, ponieważ regulator napięcia grzeje się na tyle, że stawiam na zwarcie w układzie. Trudno mi powiedzieć, czy wymiana rdzenia załatwi sprawę, ponieważ opinie w sieci na temat tego komponentu są mocno podzielone. Na razie zamówiłem drugą kamerę.

Będąc przy samym FPV warto wspomnieć o tym, co zobaczymy na ekranie lub w goglach po nastrojeniu na częstotliwość koptera. 32-kanałowy nadajnik o mocy 25mW sprawuje się naprawdę wyśmienicie. Latałem co prawda w odległości parudziesięciu metrów od Siebie, ale w porównaniu z modelami z segmentu zabawek – ilość zakłóceń była znikoma. Z pewnością dużo dobrego robi antena, która zamiast dipola jest tzw. koniczynką, czyli polaryzuje sygnał podczas jego emisji. Jest ona lewoskrętna (LHCP), więc zawczasu sprawdźcie, czy was odbiornik też taką posiada. Dużym plusem jest również kamera, która zapewnia kąt widzenia w granicach 120 stopni. Jest to całkiem szeroki kąt i dzięki niemu wyraźnie widzimy także przeszkody obok koptera. Przyznam, że manewrowanie tym modelem sprawiało mi dużą przyjemność, ponieważ gdzieś na krawędzi ekranu widziałem zawsze to, co się dzieje także po bokach modelu. Dodatkową zaletą jest także fakt, że nawet gdy quadrocopter mocniej się pochyli – wciąż widzimy wszystko przed sobą.

Do szybszego latania chciałem mimo wszystko nieco pochylić kamerę. Można to zrobić opierając przednią płytkę nadajnika o poprzeczną, przednią belkę ramy koptera. Niestety to powoduje, że antena także się pochyla i praktycznie zawsze któreś ze śmigieł haczy o jedno z jej skrzydełek. Próbowałem po prostu wygiąć ją nieco mocniej, aby nadal wychodziła pionowo, ale przez to, że wygięta jest w większy łuk, powoduje iż jej końcówka znajduje się niżej i wchodzi ponownie w drogę śmigłom. Co prawda udało mi się ustawić antenę tak, aby te ostatnie przechodziły na milimetry obok, ale dowolna kolizja powodowała, że trzeba było ponownie bardzo precyzyjnie ją znowu wyginać – nie było to warte zachodu.

Podsumowanie

Eachine QX80 to model, który ma zadatki na bardzo udany sprzęt, ale producent, co często się zdarza, zostawił niedociągnięcia. Po pierwsze – problem ze złożeniem ramy oraz niewłaściwie dobrana termokurczka do odbiornika. Gdy już złożymy QX80 to okazuje się, że model lata zadziwiająco dobrze, ale producent oszczędził na baterii, która ma za niskie C na szybsze latanie FPV. W zasadzie nie ma możliwości dopasowania żadnych osłon zarówno na śmigła, jak i sam kadłub. Antena i nadajnik FPV w zasadzie nie są niczym chronione, a ośki silników na tyle długie że, jak widać, nietrudno je złamać.
Na plus zasługuje natomiast w zasadzie cała reszta. Instrukcja (w kolorze!) pokazuje jak przylutować poszczególne przewody. Kontroler lotu jest bardzo udany i obsługuje zarówno buzzer, jak i pasek LED, a charakterystyka lotu zaraz po złożeniu też jest całkiem przyjemna. Kopter po złożeniu waży bardzo niewiele i gdyby nie bateria, miałby spory zapas mocy. Zaletą jest również kamera FPV, która ma szeroki kąt i dość szybko reaguje na zmieniające się warunki oświetleniowe. Miniaturowy odbiornik FrSky z obsługą S-BUS również sprawował się bardzo dobrze, i latając parędziesiąt metrów od Siebie nie doświadczyłem żadnej utraty sygnału.

Powiedziawszy to wszystko stwierdzam, że Eachine QX80 zasługuje na ocenę dobrą. W swojej kategorii cenowej ma aktualnie dość sporą konkurencję, więc nie powinien być wywyższany nad nią bez powodu, ale też dał mi wiele frajdy z latania i mimo pewnej frustracji przy składaniu, zrekompensował mi to w powietrzu.

Ocena 4Śmigła.pl: 4 / 5 grade_1grade_1grade_1grade_1grade_0

Kup: Banggood – Eachine QX80

%d bloggers like this: