Recenzja – BetaFPV HX115

Dawno już nie było żadnej recenzji, a tak się składa, że na Black Friday zamówiłem Toothpicka od BetaFPV. Mówię o modelu HX115, a więc większym modelu, który lata na 3S i 4S. BetaFPV stworzyło ciekawe rozwiązanie, które waży nieco ponad 60 gramów, ale jednocześnie śmiga na śmigłach 3-calowych. Do tego opływowy kadłub, oraz charakterystyczny dla producenta niebieski kolor. Całość na ramie z włókna węglowego. Trudno przejść obojętnie! Sprawdźmy, czy warto było go wrzucić do koszyka!

W pudełku

BetaFPV HX115 sprzedawany jest w możliwie skromnym wariancie. W komplecie znajdziemy sam kopter, który ma zdjęte śmigła z uwagi na zmniejszenie gabarytów i możliwość wciśnięcia go do mniejszego pudełka. To ostatnie jest sztywnym kartonem, który dość dobrze opiera się zgniataniu, więc kopter powinien do Was dotrzeć nienaruszony.

W środku sprzęt został jednak jedynie przykryty pergaminowej grubości gąbką, która pełni tam rolę raczej estetyczną, niż ochronną.

W pudełku znajdziemy kopter, z dwoma kompletami śmigieł. Jedne są dwupłatowe (3020×2), drugie 3-płatowe (3030×3). Ten zestaw jest motywowany tym, że BetaFPV sugeruje latanie na 3-płatowych, jeśli użyjemy pakietu 3S, zaś dwupłatowych o mniejszym skoku, jeśli weźmiemy baterię 4S. Chodzi o to, że 3-płatowe śmigła mogą przeciążyć i popalić silniki, albo ESC, gdyby zostały sparowane z pakietem składającym się z 4 cel. Miło, że producent to przewidział i daje takie opcje. Dobrym posunięciem było również wzięcie śmigieł marki HQProp, których jakości nie można nic zarzucić.

W mniejszym woreczku znajdziemy jeszcze śrubki mocujące śmigła (jest to dodatkowy komplet – podstawowe zostały już wkręcone w silniki) oraz klucz imbusowy, który pasuje do wszystkich śrubek użytych w modelu. Możemy nim więc wyregulować kąt pochylenia kamery, zdemontować kadłub i wreszcie wymienić śmigła. To dość miłe, że producent postawił na jeden, wspólny rozmiar w każdym przypadku.

Budowa

BetaFPV HX115 budzi duże zaufanie swoją konstrukcją. Same ramiona są dość wąskie, jak na Toothpicka przystało, ale BetaFPV wyprodukowała ramę o grubości 4.2mm. To naprawdę sporo, jak na sprzęt, który waży 66 gramów. Jestem przekonany, że rama będzie ostatnim elementem, który się podda, gdy zaryjecie z ogromną prędkością o ziemię.

W zasadzie wszystkie koptery od BetaFPV mają z wierzchu kadłub, który chroni elektronikę i służy przy okazji jako mocowanie kamery. Nie inaczej jest w tym przypadku. Znaczącą różnicą w stosunku do poprzednich generacji jest użycie zupełnie innego materiału. Poprzednio była to cienka i krucha wypraska, która przy mocniejszym uderzeniu po prostu pękała. Tutaj materiał jest elastyczny i grubszy. Przypomina Fiberflex albo TPU, ale wykonywany jest najprawdopodobniej metodą wtryskową. Jednolita kopuła nie pęka tak łatwo i budzi dużo większe zaufanie.

BetaFPV regularnie produkuje silniki do swoich nowych kopterów. Nie inaczej jest w przypadku HX115. W tym przypadku mamy do czynienia z jednostkami 1105 5000KV. Wybór jest podyktowany tym, żebyśmy mieli elastyczność użycia zarówno baterii 3S, jak i 4S. Od razu warto powiedzieć, że przy tak niewielkiej masie całej ramy, silniki zapewniają naprawdę wyścigowe osiągi.

Silniki mają otwory na 4 śruby mocujące, podobnie jak i ramiona, ale producent ocenił, że wystarczą po dwie i w takim układzie zostały one przykręcone. Dopóki wibracje nie sprawią, że śruby się nie poluzują, takie mocowanie spokojnie wystarczy, a redukuje masę. Jeśli jednak będzie nam zależało na jeszcze pewniejszym mocowaniu, można się pokusić o dodatkowe śruby.

Śmigła osadzamy na ośce o średnicy 1.5mm. Przy tego typu mocy i wymiarach silników samo tarcie byłoby niewystarczające, żeby utrzymać śmigła w miejscu, więc dodatkowo przykręcamy je dwiema śrubami o średnicy 2mm. Jest to ważne także z perspektywy samych silników. Ośka jest podatna na łamanie, co zdarza się w Whoopach. Tutaj mamy dodatkowe wzmocnienie, a 2mm śruby naprawdę trudno byłoby uszkodzić nawet przy bardzo niefortunnym upadku.

Estetycznie wykonano także prowadzenie przewodów do silnika. Wokół każdego z ramion nawinięto kawałek taśmy, która ma fakturę, więc dobrze się trzyma i przy okazji utrzymuje przewody w jednym miejscu. Dodatkowo zabezpiecza ona też częściowo kable przed przecięciem przez śmigło, gdyż jest grubsza, niż zwykła izolacyjna taśma. Ogólnie, pomysł bardzo mi się podoba.

Producent w kontrolerze lotu stosuje podwójne rozwiązanie. Mamy pady lutownicze, ale są też gniazda. Z uwagi na to, że kupiliśmy gotowy i złożony zestaw, silniki są podpięte wtyczkami 3-pinowymi w standardzie JST PH 1.25mm. Jest to rozwiązanie kompatybilne z dowolnymi innymi silnikami w tym rozmiarze. Ułatwia też wymianę silnika, gdyby taka była konieczna.

Kadłub w modelu ze zwykłą kamerą FPV (niehybrydową – bez nagrywania HD) mocowany jest na dwóch bocznych słupkach. Z początku, gdy to zobaczyłem, to trochę mnie to przeraziło, bo plastikowe słupki nie wytrzymałyby pierwszego uderzenia o ziemię.

Przy demontażu koptera okazało się jednak, że producent przemyślał sprawę. Plastikowy słupek służy wyłącznie jako usztywnienie, ale kadłub trzyma się na dwóch długich śrubkach, które przechodzą przez całą długość. W połączeniu z grubym włóknem węglowym i całkiem solidnym kadłubem – wyrwać ich nie będzie łatwo. Plus dla producenta.

Mocowanie kamery uległo pewnej zmianie, ponieważ teraz jest ona wkręcona na dwie śruby w kadłub. Ogromnym plusem jest tutaj możliwość regulacji kąta jej pochylenia, czego nie było we wcześniejszych modelach.

Producent nie bał się też zrezygnować z własnych kamer na rzecz Caddx. Razem z HX115 otrzymujemy model Kangaroo 1000TVL gotową do pracy w standardzie PAL/NTSC i formacie 4:3 oraz 16:9. Producent chwali się opóźnieniem 4ms i WDR, czyli szeroką rozpiętością tonalną. Moim, skromnym zdaniem kamera sprawdza się świetnie i jest ewidentnym skokiem w przód względem dotychczasowych, własnych rozwiązań od BetaFPV. Producent wybrał soczewkę o ogniskowej 2.1mm, czyli dość szeroką. Z mojej perspektywy to dobry wybór, ponieważ im szerszy kąt widzenia, tym lepiej, bo więcej widać dookoła. Dużo łatwiej jest też pochylić kamerę, bo mimo dużego kąta, wciąż widać kawałek ziemi przed kopterem, gdy stoi (i kamera zadarta jest w górę), oraz więcej tego, co przed nami, gdy szybko lecimy przed siebie.

Nadajnik FPV został schowany również w kadłubie. Jedynym co z niego wystaje jest niewielka dipolowa antena. W połączeniu z 200mW mocy, które możemy „wydusić” z nadajnika (jest też oczywiście opcja 25mW), spokojnie wystarcza to do latania po okolicy. Oczywiście mówię to z uwzględnieniem gabarytów tego koptera, ponieważ nie bardzo wyobrażam sobie latanie nim pół kilometra ode mnie, gdzie mógłbym go już nigdy nie znaleźć. Ważne jest to, że HX115 ma skonfigurowane SmartAudio, więc zmiana kanałów, czy mocy nie jest żadnym problemem i nie wymaga grzebania pod kadłubem.

Mocowanie anteny w ten sposób ma też niestety swoją wadę. Musimy co pewien czas ją poprawiać, ponieważ gdyby wyszła przez rozcięcie z tyłu kadłuba – jest duża szansa, że rozetną ją śmigła. Dotychczas mi się to nie przytrafiło, bo przewód antenowy jest sztywny i przed lotem po prostu sprawdzam, czy nie ma kolizji ze śmigłami, ale jest to rzecz, o której trzeba jednak myśleć.

W kwestii zasilania producent po prostu użył złącza XT-30, co jest jak najbardziej dobrą opcją, szczególnie przy bateriach 3S, czy 4S. Wraz z wtyczką mamy jeszcze przylutowany kondensator, który filtruje zakłócenia po stronie zasilania. Trudno mi powiedzieć, czy to jego wpływ, ale wideo jest idealnie czyste i nie widać ani śladu zakłóceń płynących z ESC – żadnych pasów, czy szumów.

Baterię w HX115 mocujemy od spodu. Producent dorzucił cienką ramkę wykonaną z gumopodobnego materiału, który ma za zadanie uniemożliwić przesuwanie się baterii. Obawiałem się, że powierzchnia nie jest zbyt duża i może to być problem, ale dotychczas żadnego lipo nie zgubiłem, więc wygląda to obiecująco.

Oczywiście pakiet jak wszędzie dopinamy także dedykowanym paskiem. BetaFPV dostarcza bardzo estetyczny strap, z zewnątrz skóropodobny, z plastikową klamrą. Całość bardzo zgrabnie trzyma baterię, więc tutaj nic dodać, nic ująć.

Producent nie zapomniał oczywiście o kwestii podłączenia koptera do komputera. Kontroler lotu ma wyprowadzone gniazdo microUSB z tyłu koptera. Kabel musimy co prawda podłączać wzdłuż ramienia (więc silnik minimalnie wchodzi w kolizję, ale rozwiązanie jest całkiem zgrabne i bez problemu możemy przekonfigurować kontroler lotu pod BetaFlight.

Budowa wewnętrzna

Rozbieranie HX115 nie należy do specjalnie trudnych. Musimy jedynie odkręcić dwie śruby, które trzymają kadłub. Haczykiem jest tutaj fakt, że od spodu stosowane są nakrętki, a śruba przechodzi przez całą długość słupka. Nakrętkę musimy więc chwycić przynajmniej obcęgami i wtedy zająć się odkręcaniem śruby. Polecam tylko pozbyć się nakrętki, a słupek i śrubę zostawić w otworze ramy. W ten sposób będziemy mieli mniej pracy.

Zdejmując kadłub pamiętajmy o przewodach, które idą do nadajnika FPV. BetaFPV rozwiązała to bardzo porządnie, ponieważ ten ostatni ma gniazdo, więc w razie potrzeby możemy łatwo wypiąć wtyczkę i uzyskać pełny dostęp do kontrolera lotu. Warto zauważyć, że fabryczne lutowanie jest wysokiej jakości, a całość budzi zaufanie. Do nadajnika biegnie razem 5 przewodów. Oprócz zasilania (5V) i uziemienia (GND), mamy wejście i wyjście sygnału wideo (aby przepuścić je przez OSD) oraz SmartAudio, aby sterować nadajnikiem (poziom mocy, kanał) z poziomu OSD.

Kontroler lotu od BetaFPV to ich własne rozwiązanie bazujące na procesorze F4 oraz 12A ESC. Należy mieć na uwadze, że jest to najdroższa część całego koptera i upalenie regulatora obrotów na ogół może oznaczać wymianę całej płytki. Tym niemniej to jest cena, jaką płacimy za niewielką masę, ale i triumf miniaturyzacji, który mnie niezwykle cieszy. Na zdjęciu poniżej widać też wspomniane pady do lutowania silników i wystające piny od gniazda. Kupując kontroler lotu osobno możemy go nabyć z gniazdami, bądź nie – zależnie od tego, czy będziemy lutowali do niego silniki, czy też nie.

Kontroler lotu ma bardzo zgrabnie wyprowadzone wszystkie piny dla akcesoriów, które będziemy do niego podłączali. Jest miejsce na buzzer, LEDy, a także oczywiście odbiornik. Nie zapominajmy też o zintegrowanym OSD, które na szczęście jest już dziś standardem.

Przygotowanie do lotu

BetaFPV tradycyjnie daje nam pełne spektrum wyboru, jeśli chodzi o aparatury, których będziemy używać. Najtaniej możemy kupić sprzęt w wersji PNP, czyli bez odbiornika. Oszczędzimy na tym 10 USD, ale musimy oczywiście mieć własny. Potem mamy pełne spektrum opcji: FrSky w wersji Europejskiej (LBT) i USA+reszta świata (FCC), DSMX (dla posiadaczy aparatur Devo), Futabę i wreszcie TBS CrossFire, jeśli zechcemy bić rekord dystansu. W każdym przypadku kupujemy kopter bez baterii, więc miejmy to na uwadze licząc koszty. BetaFPV ma oczywiście swoje pakiety, które możemy dokupić osobno, ale szykujmy się na kolejne 20-30 dolarów.

Ja kupiłem wersję PNP, ponieważ mam zalegające w domu odbiorniki FrSky XM+ z innych kopterów. Dwie anteny i deklarowane Full Range są aż nadto wystarczające jeśli chodzi o moje potrzeby, a tak małym kopterem i tak bałbym się odlatywać zbyt daleko w obawie, że go potem za żadne skarby nie znajdę.

Kontroler lotu od BetaFPV jest bardzo dobrze opisany, ale w razie potrzeby możemy też wejść na stronę i znaleźć schematy połączeń bezpośrednio w karcie produktu: https://betafpv.com/products/f4-2-4s-aio-brushless-fc-12a-for-toothpick . Jeśli posiadacie odbiornik z SBUS to wystarczy przylutować jego 3 przewody do 5V, GND i SBUS – łatwiej się nie da 🙂

Odbiornik włożyłem w termokurczkę uprzednio lakierując go PVB 60. Całość przykleiłem dwustronną taśmą piankową do kontrolera lotu. Zapewnia to przy okazji dodatkową izolację elektryczną i nie wpłynęło na działanie żadnego z czujników. Myślę, że producent robi podobnie i to jest właściwe miejsce na odbiornik.

Anteny od XM+ są dość długie, więc poprowadziłem je wpierw wzdłuż odbiornika po obu stronach, a ich końcówki umieściłem na ramionach.

Wokół taśmy trzymającej silniki zamocowałem opaskę zaciskową (tzw. trytytkę). Opaskę celowo założyłem na taśmę, ponieważ jej krawędzie mogłyby uszkodzić izolację przewodów. W ten sposób nie dość, że mniej się ślizga to jeszcze dodatkowo zabezpieczone są same kable idące pod spodem.

Kolejnym krokiem było puszczenie anten wzdluż opasek, a następnie nałożenie na całość rurek termokurczliwych. Po zaciśnięciu anteny się nie przesuwają (gdyż są dociśnięte do opaski), a całość jest półelastyczna. W bardzo niefortunnym przypadku anteny mogłyby się wygiąć tak, aby trafić w śmigła, ale nie przytrafiło mi się dotychczas nic takiego. Trzeba tylko patrzeć, czy opaski nie gną się za bardzo ku górze.

Anteny umieściłem na przednich ramionach i skierowałem ku tyłowi. Charakterystyczne ułożenie w „V” zapewnia lepsze łapanie sygnału przez anteny. Z drugiej strony prowadzenie wzdłuż ramy powoduje, że jest niewielka szansa, że zostaną zerwane. W trakcie lotów sprawdziłem, że RSSI trzyma się mocno w granicach 90-80% – daje mi to dużą pewność, nawet jak odlecę nieco dalej.

Kopter ma też pady „B+” i „B-„, obok wyprowadzeń dla LEDów. Miałem nadzieję, że to miejsce na podłączenie Buzzera i miałem rację.

Tak mały kopter bez diod i buzzera niezwykle łatwo zgubić w dowolnych krzakach. Musiałem coś mu dolutować. Znalazłem w domu bardzo fajny Buzzer na płaskiej PCB z diodą. Biały LED miga z taką samą częstotliwością, jak pika buzzer. Idealne do małych kopterów. Całość zmieściłem na ramieniu – nie za bardzo jest miejsce gdzie indziej, a nie chciałem montować go wewnątrz kadłuba. Do montażu użyłem dwustronnej taśmy klejącej (dodatkowa izolacja) i przymocowałem go rapstrapem. Jeśli ich nie znacie – to taka opaska zaciskowa wykonana z elastycznego materiału. Nie kaleczy przewodów, pracuje kiedy się szarpnie (przy upadku) i można ją zacisnąć tak mocno jak chcemy. Jeśli jeszcze ich nie macie to lećcie do sklepu budowlanego i pytajcie o Rapstrap. Możecie też je ściągnąć przez Allegro.

Po tych operacjach wystarczyło tylko założyć z powrotem kadlub i podłączyć baterię sprawdzając, że wszystko wciąż działa. Nie zapomnijcie ustawić w BetaFlight Buzzera pod jednym z przełączników 🙂

Oczywiście pewnie nikt nie zwrócił uwagi na powyższe zdjęcie, ale spieszę donieść, że wiele kopterów od BetaFPV ma ustawioną opcję „Props out”. Co to oznacza? Otóż w BetaFlight i samych ESC, kierunek obrotu silników jest przeciwny do tego, który zwykliśmy używać. Kolejność silników się nie zmienia, ale obracają się w odwrotną stronę. To oznacza, że śmigła również zakładamy inaczej niż zwykle. Te z oznaczeniem „R”, czyli CW (ang. Clockwise – zgodnie z ruchem wskazówek zegara) zakładamy na silnik prawy-przedni i lewy-tylny. Analogicznie ze śmigłami „lewymi”. BetaFPV stosuje ustawienie Props Out, ponieważ według tej firmy zmniejsza to „propwash”, czyli drgania, gdy kopter wpadnie swoje własne zawirowania powietrza – przy gwałtownym zwrocie lub opadaniu. Opinie na ten temat są podzielone, także z uwagi na zachowanie śmigieł przy kolizji. Z jednej strony śmigła wirujące na zewnątrz wyrzucają brud w kierunku „od kamery”, a nie prosto na nią. Z drugiej strony oba boki koptera zbierają cały kurz do środka – tam, gdzie elektronika. Niektórzy też twierdzą, że props out powodują, że trudniej się zaczepić na drzewie przy takim kierunku obrotów, z uwagi na to, że przednie śmigła wypychają od siebie przeszkody, zamiast je zagarniać przy tradycyjnej pracy. Kupując HX115 pamiętajmy przede wszystkim, że śmigła pracują odwrotnie. Moim zdaniem lata ona rewelacyjnie, ale czy to zasługa samego tylko ustawienia odwrotnych obrotów – nie sądzę.

Charakterystyka lotu

Gdzie kupić?

Kopter jest oczywiście dostępny w oficjalnym sklepie BetaFPV:

Kup BetaFPV HX115

Podsumowanie

BetaFPV po raz kolejny wypuściła naprawdę świetny sprzęt. Oczywiście połowę sukcesu zawdzięcza temu, że jest niebieski (żart!). Stworzenie tak lekkiego sprzętu, który potrafi latać na 3S i 4S okazało się strzałem w dziesiątkę! Jest niezwykle zwrotny, a zapas mocy pozwala mu swobodnie konkurować z większymi od siebie. Z kolei moje przewidywanie, że nie sprawdzi się we Freestyle, bo jest po prostu za lekki, też było błędne. Kopter, jak na swoje gabaryty, prezentuje całkiem niezłą inercję, gdy próbujemy go „przerzucić” ponad drzewem, czy zrobić powerloop.

Bardzo cieszy również dobór komponentów. Kamera od Caddx, śmigła od HQProp, bardzo solidna rama z włókna węglowego oraz elastyczny kadłub, który jest wreszcie nieco grubszy, niż kartka papieru. Nie należy zapominać wreszcie o regulowanym kącie pochylenia kamery i nadajniku FPV, który potrafi pracować z mocą 200mW. Jedynym mankamentem może tu być brak wlutowanego fabrycznie buzzera i ew. LEDów, aby łatwiej było kopter znaleźć. Jeśli jednak niestraszne nam drobne modyfikacje, to 10 min. pracy z lutownicą skutecznie załatwi ten problem.

Procesor F4 przyjmuje też najnowsze (w tej chwili) BetaFlight 4.1 i po drobnym zmniejszeniu filtrowania i częściowych poprawkach PIDów od Joshua Bardwella, całość lata nieprzyzwoicie dobrze! Moim zdaniem jest to niezwykle dobrze wydane 150 USD, także jeśli potrzebujecie weekendowego latacza, który można wrzucić do kieszeni i polatać w dowolnym parku, jeśli tylko nie ma za dużo ludzi wokoło – BetaFPV HX115 spełni wszystkie pokładane w niej nadzieje.

%d bloggers like this: