Co będzie się działo w świecie kopterów w 2019 roku?

Tak sformułowany tytuł artykułu pewnie zasugerował niektórym, że będę tutaj próbował wróżyć z fusów odnośnie trendów, które zdominują 2019 rok, ale umówmy się – gdy każdy kwartał przynosi zupełnie nieoczekiwane nowości – ja, skromny bloger nie mam odwagi nawet zgadywać. Zamiast tego, wolę się skupić na faktach i na tym, o czym z pewnością usłyszymy, ponieważ są to kierunki w miarę świeże i już wiadomo, że nie są to ślepe ścieżki! No i uważam, że warto, abyście się orientowali, w którą stronę zmierza świat kopterów, szczególnie FPV 🙂

Wyścigi X-Class

Gdy już wydawało się, że kategoria 5-cali na dobre zdominowała wyścigi dronów, w zeszłym roku dało się usłyszeć o X-Class. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi – to koptery na ramach 800-1200mm. To oznacza, że ramiona mogą mieć ponad metr rozpiętości! Oczywiście, aby taka maszyna latała, potrzebne są ESC, które obsługują prądy w granicach 60-120A, silniki od ~400-700KV, ze śmigłami od 13 do 15 cali (3-krotnie większe niż w naszych 5-calowcach), a całość zasilana pakietami Li-Po nie mniejszymi niż 5000mAh i co najmniej 6S (22.2V), choć już nawet niektórzy eksperymentują z 10S (37.0V!). Ideą tych potwornie wielkich maszyn jest uatrakcyjnienie wyścigów, aby fizycznie lepiej było widać je w powietrzu. Oczywiście za tym też idzie naprawdę potężny dźwięk pracujących śmigieł i efektowność wypadków i kolizji. Przy masie sięgającej paru kilogramów ramy nie będą w stanie wytrzymać tyle, ile 5-calowe, 500 gramowe ścigacze, które dziś obserwujemy w Polsce i na świecie. W zeszłym roku kategoria X-Class dopiero dopiero debiutowała, więc całość jeszcze raczkuje, a dobór części jest skromny. Z uwagi na koszty (dolna półka to ok. 400 USD) na razie całość skupia się głównie w Stanach, ale zapewne w niedługim czasie może pojawić się także w Europie.

X-Class jest nastawione na zespoły, a nie indywidualnych pilotów, z uwagi na koszty i związaną z tym w zasadzie konieczność bycia sponsorowanym. Sam pakiet Li-Po to u nas ekwiwalent ok. 400 zł, nie mówiąc o koszcie zakupu silników, a w tej klasie ich liczba nie jest ograniczona, więc zbudowanie hexy (6 silników), bądź oktokoptera (8 silników) wcale nie jest wykluczone. Jeśli temat Was zainteresował, to jest oficjalna strona wraz z wynikami zeszłego sezonu i wieloma innymi informacjami: https://www.xclass.racing/

Pakiety 5S i 6S trafiają pod strzechy

Turnigy Graphene 1000mAh, 6S (22.2V), 75C
Źródło: Hobbyking

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – z uwagi na skrajne warunki, w jakich pracują pakiety 4S w kopterach, przestały one nadążać za coraz mocniejszymi silnikami. Utrzymanie napięcia pod tak dużymi obciążeniami (okolice 60-100A podczas wyścigu) jest niezwykle trudne, nawet dla bardzo dobrych Li-Po i w związku z tym zdecydowano się pójść w większą liczbę cel. Obecnie Międzynarodowa Federacja Lotnicza (FAI) odpowiedzialna m.in. za przepisy w kategorii wyścigów dronów (F9) deklaruje, że w sezonie 2019 pakiety 6S będą dopuszczalne (https://www.fai.org/sites/default/files/ciam/wcup_drones/sc4_vol_f9_dronesport_19.pdf), więc należy się spodziewać wysypu kopterów z silnikami o niższej liczbie obrotów na wolt (np. 1700 KV), ale pracujących w oparciu o wyższe napięcie. Skąd ta zmiana? Rzecz jest prosta – moc, w przypadku prądu stałego to iloczyn napięcia i natężenia prądu (P = U x I). Z uwagi na to, że nie zmienia się zasadniczo typ śmigieł (cały czas jest to 5 cali, skok również nie rośnie), przy wyższym napięciu (znamionowo 6S ma 22.2V) potrzebujemy niższego prądu, aby uzyskać tę samą moc. Z uwagi na to, że prąd ciągniemy bezpośrednio z pakietu Li-Po, zamiast np. 60A, będziemy z niego teraz pobierać ok. 40A, oczywiście czysto teoretycznie. Rzecz w tym, że pobierając mniejszy prąd, doświadczamy mniejszego spadku napięcia na poszczególnych celach pod obciążeniem (tzw. voltage sag). Im wyższe „C” pakietu, tym efekt jest mniejszy. Cały jednak czas, jeśli obciążymy Li-Po określonym prądem, jego napięcie spadnie. Obniżenie tej wartości jest największe pod koniec pojemności pakietu. W trakcie wyścigów piloci musieli więc dużo mocniej operować gazem (throttle), aby utrzymać ten sam charakter lotu, ale i tak efekt mniejszego zapasu mocy (z uwagi na niższe napięcie) był odczuwalny. Z uwagi na to, że pakiet 6S jest mniej obciążony, spadek napięcia jest również mniejszy, co owocuje tym, że kopter przez cały okres lotu zachowuje się podobnie i nie ma tak zauważalnego pogorszenia siły nośnej pod koniec pojemności baterii.

Lumenier 1500mAh, 6S (22.2V), 35C
Źródło: GetFPV

Oczywiście nie wystarczy podłączyć pakietu 6S pod dotychczasowy kopter. Musimy pamiętać, że cała elektronika musi takie napięcie albo obniżyć (np. kontroler lotu do 5V), albo po prostu móc na nim pracować (np. ESC). Jeżeli producent przewidział zasilanie do 4S, a my dołożymy do tego limitu kolejne 6, czy 7 woltów, prawdopodobnie popalimy dany element. Dodatkowo należy pamiętać o tym, że silniki również muszą być dopasowane pod względem prędkości obrotowej. Dotychczasowy motor 2300KV zastąpimy więc czymś z zakresu 1700KV, aby uzyskać podobną maksymalną prędkość obrotową przy wyższym napięciu. Przypominam, że KV mnożymy przez napięcie baterii, aby otrzymać teoretyczne, maksymalne obroty, więc jeśli stosujemy pakiet o wyższej liczbie cel (rośnie napięcie), to wybieramy silniki o mniejszej liczbie obrotów na każdy wolt zasilania (niższe KV).

Hobbywing XRotor Race Pro 2306 1750KV
Źródło: GetFPV

W przypadku niektórych ESC zmiana jest dość trywialna i powinny one obsłużyć wyższe napięcie bez większego problemu. W takich przypadkach na ogół wystarczy dolutować dodatkowe kondensatory, aby filtrować nieco wyższy poziom zakłóceń i skoków napięcia, aby wszystko działało stabilnie i tyle wystarczy.

DemonRC Wildfire 2205 1777KV
Źródło: DemonRC

Oczywiście na samej zmianie zyskują nie tylko piloci wyścigowych maszyn, ale także ci, którym marzy się Freestyle. Również oni otrzymują bardziej stabilne zasilanie, które pozwala im przez cały okres lotu dysponować równie dużą mocą, która jest niezbędna np. wychodząc z nurkowania (tzw. dive), gdzie konieczne jest wytworzenie bardzo dużego ciągu, aby zatrzymać rozpędzony, spadający ku ziemi kopter.

Long range FPV

Rama GepRC Mark 2, 7 cali – przeznaczona do lotów dalekiego zasięgu
Źródło: GepRC

W zeszłym roku bardzo głośno było zarówno o TBS Crossfire, jak i FrSky R9. Oba te rozwiązania do sterowania kopterem operują na niższych częstotliwościach, niż dotychczas – 868MHz (w EU) i 900MHz (w USA). Ich niewątpliwą zaletą jest sporo większa przenikliwość fal (związana właśnie z częstotliwością), co w połączeniu z mocą rzędu 250-500mW pozwala na wykonywanie lotów na wiele kilometrów. Oczywiście używanie niskich częstotliwości (np. 433MHz (patrz: Orange TX), czy 1.2GHz – na obu nie można w Polsce legalnie latać) nie jest nowością, ale obecne rozwiązania są już powszechnie dostępne, łatwe w montażu i konfiguracji, czym spowodowały, że dziś każdy może latać na wiele kilometrów. Połączmy to z zestawami FPV działającymi z mocą 600, czy 800mW i możliwości są naprawdę spore.

Do dalekich lotów potrzebujemy naprawdę sporej anteny o mocnym zysku kierunkowym. Przykład: Actuna Triple Feed Patch
Źródło: Actuna.pl

Do łask wróciły także większe śmigła i ramy, a więc przede wszystkim 6 cali oraz nawet 7. Większe śmigła są bardziej wydajne, jeśli chodzi o pobór mocy, więc kosztem dynamiki zyskujemy dłuższy czas lotu. Jest też wreszcie znowu sens montować GPS na kopterze – dzięki temu dowiemy się na jakiej, mniej więcej wysokości jesteśmy, jak daleko jesteśmy od punktu startu, czy ile wynosi bieżąca prędkość. Koptery do długich lotów będą oczywiście cięższe, niż ich wyścigowe odpowiedniki, więc dodatkowa elektronika nie będzie tutaj problemem. Warto też pamiętać, że do Long Range wykorzystuje się też sporo większe pakiety, aby zapewnić sobie dłuższy lot. Tutaj nie potrzebujemy ogromnych prądów, ponieważ latamy pod stałym, nie za dużym obciążeniem. Stąd też wzrost masy kopterów, które zamiast 1300-1500mAh będą miały przyczepione Li-Po o pojemności 3000mAh, jeżeli zostaniemy przy 4S.

Małe, ale wariaty (Whoopy 2S)

Happymodel Mobula 7
Źródło: Gearbest.com

Pod koniec roku zobaczyliśmy pierwsze, malutkie koptery na 2S – w tym: Happymodel Mobula 7, Eachine Trashcan, czy wreszcie BetaFPV 75X. Mimo, iż małe koptery ze śmigłami 2-calowymi latały już nawet na 3S i 4S, tutaj wyraźnie widać zmianę pod kątem dalszej miniaturyzacji, ale nie poświęcając przy tym mocy. Dodatkowo uzyskujemy tu pewną standaryzację silników i ich mocowań, a bez wątpienia tego typu modele spopularyzują jeszcze bardziej świat Tinywhoopów utożsamianych z najmniejszymi kopterami FPV na rynku.

BetaFPV Beta 75X
mat. własne

Faktycznie moc, którą dysponują te koptery jest imponująca i mimo, iż nie spełnią marzeń o lataniu freestyle (choć teoretycznie pozwalają na wykonywanie tego typu ewolucji) to mogą doprowadzić do powstania kolejnej kategorii wyścigowej, na mniejszej przestrzeni, ale wcale nie ustępującej wiele większym, 5-calowym kopterom. Oczywiście czas pokaże, ale zeszły sezon z pewnością obfitował w pierwsze miniaturowe modele z bezszczotkowymi silnikami (np. Happymodel Snapper 7, czy choćby Eachine US65), więc z pewnością w tym roku czekają nas kolejne, jeszcze szybsze niespodzianki! Lepiej zapnijcie pasy!

Latanie dronem łatwiejsze, niż kiedykolwiek

System antykolizycjny w DJI Mavic 2 Pro z kamerami skierowanymi nie tylko w dół i przed siebie, ale także w boki, w tył i w górę. Jest go jeszcze trudniej rozbić.
Źródło: DJI Store – Mavic 2 Pro review

Mój kontakt z Ryze Tello przekonał mnie, że koptery projektowane pod kątem filmowania z powietrza naprawdę wykonały znaczący skok pod względem łatwości sterowania i niezawodności w samym tylko zeszłym roku, więc 2019 będzie z pewnością obfitował w rozwiązania, które są jeszcze przyjaźniejsze, szczególnie osobom, które nie mają z kopterami wiele wspólnego. Najnowszy Mavic 2 Pro ma czujniki (lub kamery) właściwie z każdej strony, co pozwala mu wykrywać przeszkody, których my, patrząc na ekran smartfona i podgląd z przedniej kamery po prostu nie widzimy i nie mamy szansy dostrzec bez doskonałej orientacji w przestrzeni wokół nas. Oczywiście wciąż podtrzymuję zdanie, że dobry operator powinien polegać na sobie, a nie tylko na sensorach i automatyce, ale po pierwsze nie każdy chce być w pierwszej kolejności pilotem, a raczej filmowcem i należy to uszanować. Po drugie, czujniki są po to, żeby uchronić nas od błędów, a te niestety zdarzają się każdemu, czy tego chcemy, czy też nie.

Parrot Anafi – konkurent Mavica Air od firmy Parrot. 3-osiowy gimbal z możliwością skierowania kamery także pod kątem w górę, składane ramiona i bardzo dobra jakość nagrywanego obrazu czynią go godnym konkurentem DJI.
Źródło: Parrot.com

Ogromny sukces Mavica Air nie uszedł uwadze innych producentów. Podczas, gdy GoPro potknęło się na swojej Karmie (nomen omen),
Parrot nie zasypiał gruszek w popiele, wypuszczając w zeszłym roku model Anafi, który także daje się złożyć i schować do plecaka, a 3-osiowy gimbal i zamocowana na nim kamera w testach wypadają naprawdę świetnie. Producent dodał też optyczny zoom 2.8x, co w tym segmencie jest naprawdę nowością, gdyż dopiero dwukrotnie droższy Mavic 2 Zoom z oferty DJI taki właśnie posiada. Rynku nie zamierza też opuszczać Xiaomi, które weszło na rynek ze swoim Mi Drone, by już niedługo oddać w nasze ręce sporo mniejszego Fimi A3. Pierwsze testy pokazują, że jego wartość w stosunku do ceny wygląda całkiem dobrze i tylko szkoda, że kamera nie daje nieco ostrzejszego obrazka. W zamian stabilizacja obrazu działa całkiem dobrze. Wbudowany w aparaturę ekran nie jest najwyższej jakości, ale jako jeden z niewielu nie wymaga smartfona do działania, co może być wadą i zaletą jednocześnie. Mniejsza szansa, iż nagle „wysypie” się nam aplikacja, co w DJI, czy u Parrota jak najbardziej się zdarza, natomiast tutaj mamy kompletne rozwiązanie – w zamian bardziej masywne.

Xiaomi Fimi A3 – kolejny kopter od firmy, która szturmuje sprzęt do inteligentnego domu i nie tylko i robi to dobrze i w przyzwoitej cenie. Fimi może spokojnie zastąpić np. Yuneeca Breeze.
Źródło: Banggood.com

Rzuconą rękawice podniósł też Yuneec, który wypuścił kompaktowy, składany model Mantis Q. Poprzednia wersja, czyli Yuneec Breeze starała się konkurować ceną i nawet nieźle to wychodziło, natomiast już Spark miał 2-osiową stabilizację kamery, podczas gdy wspomniany już model robił to wyłącznie w osi pionowej, co powodowało, że każde boczne przechylenie niestety było na nagraniu zauważalne. Producent próbował to korygować poprzez stabilizację cyfrową, ale niestety w zestawieniu z konkurencją miał niewielkie szanse. Najbardziej więc zaskakującym dla mnie jest to, że Mantis Q ma tak samo podwieszoną kamerę. Nie ma więc w ogóle stabilizacji w osi bocznej i ponownie przechylenie koptera powoduje, że obraz również się przekrzywia. Szkoda, bo konkurencja w tym względzie nie spała, co widać po wspomnianym już Fimi, czy Anafim. Na pytanie, czy komendy głosowe umożliwiające start, lądowanie, czy rozpoczęcie nagrywania oraz niemalże pół godziny lotu na baterii, będą wystarczające, żeby przekonać do siebie konsumentów? Zagłosują, jak zawsze, swoimi portfelami.

Yuneec Mantis Q – również składana konstrukcja, która w zamierzeniu ma konkurować na rynku konsumenckim z kontrukcjami takimi jak Parrot Anafi, czy Mavic Air.
Źródło: Yuneec.pl

Ciekawy produkt wypuścił też Hubsan, który zaznaczył swoją pozycję już pewien czas temu na rynku dość tanich rozwiązań, ale z dużą skromnością podejmował konkurencję z droższymi odpowiednikami. Wyraźną zmianę widać w modelu Zino H117S. Producent pokusił się o stabilizację kamery we wszystkich 3 osiach, przy okazji inwestując w kamerę 4K. Oczywiście nie należy od razu dać się zwieść sloganom i zakładać, że za 1500 zł otrzymamy latające GoPro, czy lustrzankę, ale nawet surowe nagrania z Zino całkiem nieźle się bronią.

Hubsan Zino H117S – składany, choć niemały kopter z kamerą 4K i 3-osiową stabilizacją może być ciekawą alternatywą dla pozostałych modeli.
Źródło: Banggood.com

Nie ulega wątpliwości, że w 2019 roku nie tylko już jest z czego wybierać pod względem kompaktowych modeli ze stabilizacją kamery i wysoką jakością nagrań, ale nie ulega wątpliwości, że producenci będą się dwoić i troić, aby „upchać” jeszcze lepsze komponenty, a nam, konsumentom jeszcze bardziej ułatwić wejście w świat filmowania z powietrza, czego oczywiście nie mogę się doczekać.

Jeżeli uważacie, że pominąłem jakiś gorący temat, wspomnijcie o tym w komentarzach, a póki co, do zobaczenia przy okazji kolejnych wpisów!

%d bloggers like this: