Artykuł czytelnika: Recenzja Gogli FXT Viper

Autor: Łukasz Froń

Ponoć już Konfucjusz ostrzegał, żeby nigdy nie kupować pierwszej wersji chińskiego produktu. Zważywszy na to, jak czasami to wygląda w przypadku naszych gadżetów do latania, porzekadło to ma sens. A może nawet sensei 😉 Ja jednak, jak to ja, chciałem być mądrzejszy, no i zamówiłem – w przedsprzedaży na Banggood gogle Eachine VR D3. Gdy nadszedł czas planowanej wysyłki, okazało się, że niestety się opóźni, bo wynikł “mały problem na produkcji”. Sądząc po wielkości opóźnienia, problem polegał na tym, że najwybitniejsi inżynierowie z Eachine znowu nie mieli pojęcia, jak takie gogle wyprodukować… W międzyczasie ja zamieniłem soczewki kontaktowe na okulary, więc siłą rzeczy musiałem zacząć myśleć o goglach bardziej przyjaznych okularnikom. Wtedy moją uwagę przykuł kolejny model w przedsprzedaży, a mianowicie Topsky Prime1S. Przez jakiś czas biłem się z myślami, niestety przegrałem sromotnie 😉 I tak, po raz drugi odrzuciłem konfucjańską mądrość zamawiając wspomniane gogle. Jednak jeszcze przed przesyłką z goglami, zaczęły dochodzić do mnie sygnały świadczące o tym, że była to decyzja równie chybiona. Nie o tym ma być ten artykuł, ale chętni mogą sobie z łatwością wygooglać wszystkie bolączki pierwszych partii tych gogli. Dla mnie osobiście kluczową kwestią okazała się funkcja korekcji wady wzroku, która mimo dwóch pokręteł nie pozwalała na ustawienie indywidualnej korekcji dla każdego oka, a różnica u mnie wynosi prawie półtorej dioptrii. Ostatecznie, przekonany już do nauk chińskich mędrców, zamówiłem gogle sprawdzone, chociaż na rynku wciąż świeże, czyli FXT Viper.

Wstęp

Nieco przydługi, bo konstrukcja omawianego modelu jest dość niecodzienna.

Większość dostępnych na rynku modeli można zaliczyć się do jednej z dwóch grup. Największą popularnością cieszą się gogle zwane potocznie od nazwy wiodącego producenta “Fatshark style”. Charakteryzują się tym, że obraz dla każdego oka generuje oddzielny, kompaktowy wizjer z własnym wyświetlaczem i optyką. Należą do nich między innymi: wszystkie modele Fatshark z wyjątkiem rodziny Transformer, Aomway Commander, Eachine EV200D. Zalety ich są bezsprzeczne: mała waga, wygoda, zwykle świetny obraz, często możliwość stosowania odbiorników od niezależnych producentów. Wadą jest wysoka cena, czasem o rząd wielkości wyższa niż innych konstrukcji.

Drugą, dużą grupę stanowią gogle nazywane na świecie “box style”, a u nas pieszczotliwie – kubełkami. Są to na przykład: Eachine EV800, EV800D, VR D2, w końcu wypuszczone VR D3, czy, dla bardziej zaawansowanych użytkowników, Quanum. Posiadają one jeden duży wyświetlacz i jedną, również niemałą, soczewkę dla obu oczu. Zaletą jest niska cena, natomiast wśród wad wymienia się: duże rozmiary, sporą wagę i małą odległość obrazu “pozornego” od oka, co powoduje szybkie zmęczenie wzroku. Z tych powodów używane są głównie przez początkujących.

Jest i trzecia grupa, która nie dorobiła się konkretnej nazwy, a do której należą omal nie zakupione Topsky Prime1S. Zbudowane są z dwóch wyświetlaczy – po jednym dla każdego oka, lub jednego dzielonego, gdzie każde oko widzi “swoją” część ekranu. Optyka dla każdego oka jest jednak w obu przypadkach oddzielna. Konstrukcyjnie przypominają zatem gogle wirtualnej rzeczywistości do smartfona np. Google Cardboard. Cena ich jest nieznacznie tylko wyższa od kubełków, ale mimo to dotychczas pojawiło się tylko kilka takich konstrukcji i żadna z nich nie podbiła rynku. Przykładowo, w modelu SJ RG01 recenzenci skarżyli się na marną rozdzielczość wyświetlacza, z kolei w Skyzone SJ-H01 na duże opóźnienia wyświetlanego obrazu. Najbardziej udanym przedstawicielem tej grupy jest chyba Fatshark Transformer SE, ale w jego przypadku wadą jest cena iście fatsharkowa (czyt. bardzo wysoka – przyp.red.) oraz spore rozmiary – wręcz “kubełkowe”. Być może kolejne, poprawione partie Topsky Prime 1S przełamią ten trend, a póki co – pożyjemy, zobaczymy.

Pojawiają się też konstrukcje nienależące do żadnej z wyżej wymienionych grup. Konstrukcja ich jest zwykle analogiczna do gogli kubełkowych, ale w celu zwiększenia odległości obrazu pozornego od oczu bez osiągania absurdalnie wielkich rozmiarów i wagi stosuje się różne patenty. Na przykład dodatkowe lusterko zwiększające odległość obrazu od oka w Eachine EV900. W omawianych FXT Viper konstruktor poszedł jeszcze dalej i zamiast jednego lusterka wstawił dwa. Żeby odsunąć widziany obraz od oczu jeszcze bardziej, jedno z nich jest zwierciadłem optycznym, a zatem działa jak soczewka.

Pierwsze wrażenia

Viper trafił do mnie w mocno “zmęczonym” kartonie, tym bardziej że Banggood nie zabezpieczyło pakunku dodatkową warstwą pianki, jak robi to zazwyczaj. Gogle nie ucierpiały jednak w żaden sposób, bo oprócz kartonu chronił je solidny, twardy pokrowiec.

Oceniam to jako bardzo przydatny i przemyślany ruch ze strony FXT, gdyż pokrowiec przydaje się do transportu i przechowywania gogli. Posiada wewnątrz piankę, aby nie przemieszczały się podczas przenoszenia i nie obijały o akcesoria. Saszetka na kable i dodatki posiada z kolei rzep, którym można ją przymocować do wewnętrznej strony pokrywy. Jeżeli koniecznie miałbym się do czegoś przyczepić, to we wspomnianej piance mogłoby znaleźć się parę otworów na inne “większe” akcesoria np. pakiety. Trzeba po prostu sobie samodzielnie wyciąć te otwory według potrzeb.

Oprócz pokrowca i saszetki w opakowaniu znalazło się wszystko, co widnieje w ofercie na BG: instrukcja (dość lakoniczna, ale ma wszystko co istotne), przewód zasilający z okrągłym gniazdem DC, przejściówka z XT60 na okrągły wtyk (mnie trafiła się nie całkiem sprawna, ale o tym później), dwie anteny liniowe, przewód AV, ściereczka z mikrofibry, no i oczywiście to co najważniejsze, czyli wyświetlacz wraz z modułem optycznym.

Aby złożyć gogle, należy oczywiście zainstalować wyświetlacz w module optycznym. Wcześniej, o ile nie ma to być trening w symulatorze, warto przykręcić anteny do wyświetlacza, gdyż po jego zamocowaniu będzie to nieco utrudnione. Następnie podłączamy kabel zasilający i przeciągamy go do kieszeni na pakiet znajdujący się w tylnej części. Tu trafiamy na kolejny dowód, że producent dobrze przemyślał swój produkt – poprowadzenie kabla ułatwiają nam obejmy na obudowie. W zależności od pakietu, jaki chcemy użyć, możemy podłączyć go bezpośrednio do okrągłego gniazda lub użyć przejściówki z XT60. Paski są oczywiście elastyczne i wyposażone w rzepy umożliwiające regulację. Całość prezentuje się solidnie i elegancko.

Ergonomia i jakość obrazu

Pomimo słusznej wagi (580 g, nie licząc pakietu i anten) gogle nosi się na głowie całkiem wygodnie. Głównie dzięki dobremu rozłożeniu masy, przez co środek ciężkości znajduje się blisko głowy. Duży wpływ na komfort noszenia ma też fakt, że gogle opierają się o czoło, a nie, jak większość, o nos i oczodoły. Poduszka na czoło jest wygodna, chociaż jak dla mnie mogłaby być trochę cieńsza. Mam też obawy o to, że okaże się nieprzewiewna, przez co będzie zbierać pot – z wiadomym skutkiem. Cóż, w najgorszym razie za jakiś czas przetestuję, jak daje się prać w pralce 😉

Fartuch gumowy, który izoluje od światła zewnętrznego, spełnia swoją rolę, jeżeli gogle dobrze umieścimy na głowie. Ja osobiście musiałem nieco pokombinować, żeby jednocześnie: widzieć cały obraz (z dołem bywało problematycznie), nie wpadało światło, a sam fartuch nie naciskał na okulary. W tym celu musiałem zwykle docisnąć gogle dość mocno do czoła. Dlatego tym bardziej myślę o cieńszej poduszce i mam nadzieję, że FXT w przyszłości takową wypuści.

Fartuch ten można zdjąć, dzięki temu nie jest się całkowicie odciętym od otoczenia i widzi się cokolwiek wokół. Bez niego komfortowe umieszczenie gogli na głowie jest odrobinę łatwiejsze. Wrażenie dość niecodzienne, ale lata się w tym nawet przyjemnie. Zwłaszcza, że ta operacja pozwala odchudzić zestaw o 80 g.

Obraz na wyświetlaczu jest jasny i wyraźny. Na tyle, że nawet jak nie dopasujemy idealnie fartucha i część światła wpada do środka, to nie przeszkadza zbytnio. Także jeżeli zdecydujemy się fartucha nie używać, to nie ma problemu z takim ustawieniem obrazu, aby był dobrze widoczny w słoneczny dzień. Dzięki optyce widzimy obraz tak, jakby wyświetlacz był większy i dalej, niż w rzeczywistości. Producent deklaruje, że odległość obrazu “pozornego” od oczu wynosi 312 mm i w moim odczuciu jest to zgodne z prawdą. Kąt widzenia określiłbym jako optymalny, nie za duży ale też nie za mały.

Niespodzianką natomiast okazało się, że gdy trzyma się głowę na wprost, widziany obraz nie jest pionowy, lecz lekko pochylony w naszym kierunku. Gdy jednak opuści się trochę głowę, tak jak większość osób robi to podczas latania, to obraz widzi się nieco poniżej linii wzroku, ale za to pionowo. Zważywszy na to, że konstrukcja sprawia ogólne wrażenie przemyślanej, zakładam, że jest to zamysł konstruktora, a nie skutek niedbałości czy kompromisu jakościowego. Efekt ten można usunąć, jeżeli odepnie się ekran od modułu i odchyli go lekko górną stroną do tyłu, więc jeżeli komuś to przeszkadza, to z pewnością możliwe jest wycięcie lub wydrukowanie odpowiedniej podkładki dystansowej, która pozwoli pozbyć się tego efektu na stałe.

Jedynym w zasadzie zastrzeżeniem co do ergonomii jest to, że gdy chcemy zrobić coś przy kopterze, to nie bardzo da się gogle podnieść na czoło. Gdy się ruszamy, to zsuwają się z powrotem na oczy. Trzeba je niestety zdjąć i gdzieś odłożyć.

Odbiornik

Na plus, że posiada prawdziwe diversity i że faktycznie ono działa. Dodatkowo, na OSD pokazuje siłę sygnału z obu anten na bieżąco. Odbiornik pokazuje też, z której z nich aktualnie korzysta, ale… nie na OSD, a zaświecając diodę LED przy aktualnie używanym wejściu antenowym. Niestety, po włożeniu wyświetlacza do modułu optycznego, diody te są praktycznie niewidoczne od wewnątrz. Co do czułości odbiornika, to na początku miałem trochę problemów z jakością obrazu, która psuła się natychmiast, gdy tylko odleciałem na kilkadziesiąt metrów. Nawet obawiałem się, że trafił mi się uszkodzony egzemplarz gogli albo felerne anteny, choć ze względu na renomę dostawcy anten to ostatnie wydawało się to mało prawdopodobne. Ostatecznie okazało się, że odbiór polepszył się po zmianie pagody na inną. Kolejna niespodziewana poprawa nastąpiła, gdy zamieniłem miejscami pagodę z panelówką. Tak więc odbiorniki w FXT mają swoje sympatie i antypatie jeśli chodzi o anteny i warto mieć to na uwadze.

Druga rzecz, na którą warto uważać, to wskazanie napięcia pakietu na OSD. Wydaje się niezbyt wiarygodne, wg moich wstępnych obserwacji różni się od rzeczywistego nawet o 0.2 ~ 0.4 V, co przy zasilaniu z pakietu 2S jest błędem już dość istotnym. Co dziwniejsze, błąd ten nie jest stały. Wydaje się że przy pracy z odbiornikiem wskazanie jest zaniżone, z kolei przy korzystaniu ze źródła HDMI – zawyżone.

Menu odbiornika obsługuje się bez zarzutu przy użyciu joysticka. Możemy zarówno wybrać kanał z listy wszystkich dostępnych, jak i z ulubionych, bądź też go wyszukać. Lista kanałów jest ułożona w dwuwymiarową tabelę, żeby łatwiej było się doklikać do żądanego kanału.

Wyszukiwanie kanału działa szybko i całkiem dokładnie. Przeszukanie całego pasma zajmuje nie więcej niż 13 – 14 sekund.

Istnieje też możliwość zmiany proporcji obrazu z 16:9 na 4:3, jak również regulacji podstawowych parametrów obrazu (jasność, kontrast, nasycenie etc.)

FXT Viper odbiera również dźwięk z nadajnika i umożliwia odtwarzanie go na wbudowanym głośniku. Efekt jest piorunujący, więc najlepiej czym prędzej wyłączyć ten “ficzer”.

Menu DVR

Jak przystało na przemyślaną konstrukcję, nagrywanie można włączyć i zatrzymać jednym przyciskiem, bez wchodzenia do menu DVR. Maksymalna długość nagrywanego filmu to 10 minut. Jakość nagrania oceniam jako całkiem zadowalającą, jak na rozdzielczość NTSC / VGA rzecz jasna. Co może być dla niektórych istotne, FXT nie nagrywa dźwięku. Miłośnicy wycia śmigieł na nagraniach muszą zatem znaleźć inny sposób 😉

Menu DVR umożliwia obejrzenie nagranych filmów. Joystick pozwala na przechodzenie między filmami, zaś przycisk “nagrywania” na odtwarzanie i pauzowanie. Mankamentem tego rozwiązania jest fakt, że nie ma możliwości przyspieszenia / spowolnienia odtwarzanego filmu. Dlatego jeśli chcemy użyć nagrania do zlokalizowania zagubionego koptera, będziemy niestety musieli obejrzeć cały lot i zwracać uwagę, aby nie przegapić kluczowego momentu.

Tutaj przykładowy film. Pod koniec filmu małe porównanie, co się dzieje gdy “nie tak” 😉 podłączymy anteny.

Wejście HDMI

Na plus, że jest i działa, więc można korzystać z symulatora bez dodatkowych konwerterów. Niestety trzeba sobie dokupić kabel z wyjściem HDMI mini, gdyż producent nie zdecydował się na dołączenie takowego do kompletu. Drobną uciążliwością jest kwestia proporcji boków wyświetlanego obrazu – jest ona taka, jak to zostało ustawione w menu (16:9 lub 4:3), a nie taka, jaka wynika z rozdzielczości sygnału wejściowego.

Zasilanie i czas pracy

Gogle mogą współpracować z pakietami od 2S do 6S. Można więc użyć Li-Po od koptera, które z racji zużycia nie nadają się już do latania. W takim przypadku producent dodaje przejściówkę z XT60 na okrągły wtyk DC.
Początkowo niepokoił mnie bardzo fakt, że podczas używania takich pakietów gogle się dość często samoistnie wyłączały (na szczęście nigdy w locie). Próby ruszania kablami potwierdziły, że coś nie tak jest z przejściówką. Po zdjęciu izolacji okazało się, że luty na gniazdku XT60 zostały wykonane bardzo niestarannie i jeden z nich trzymał się w zasadzie tylko dzięki termokurczce. A zatem warto to również sprawdzić przed lataniem.

Zmierzony pobór prądu przedstawia się następująco:

Praca w trybie odbioru:

  • 450 mA @ 4S 14.8 V
  • 600 mA @ 3S 11.1 V
  • 870 mA @ 2S 7.8 V

Pobór prądu w trybie czuwania: max 20 uA (= 0.02 mA)

Dla przykładowego pakietu o pojemności 1500 mAh daje to odpowiednio:

  • Praca na 4S: 3 h 20 m
  • Praca na 3S: 2 h 30 m
  • Praca na 2S: 1 h 45 m

Tryb czuwania: 75000 h (= 8.5 roku 😉 )

Podsumowanie i gdzie kupić

Ogólnie: FXT Viper przypadły mi do gustu i zamierzam ich nadal używać.

Ocena czytelnika: 4.0 / 5.0 grade_1grade_1grade_1grade_1grade_1

Plusy:

  • Możliwość używania razem z okularami.
  • Dobry wyświetlacz.
  • Wygodne mimo sporej wagi.
  • Nie męczą wzroku, jak klasyczne kubełki.
  • Dołączony solidny pokrowiec.
  • Odbiornik z prawdziwym diversity.
  • Ogólnie przemyślana konstrukcja.

Minusy:

  • Odbiornik ma swoje “sympatie i antypatie” co do używanych anten.
  • Nieco zbyt gruba i nieprzewiewna poduszka na czoło.
  • Niedokładne wskazanie napięcia pakietu na OSD.
  • Brak możliwości przyspieszania / spowalniania odtwarzania nagranego filmu.
  • Drobne wpadki jakościowe (słaby lut w przejściówce XT60 – DC).
  • Brak kabla HDMI w zestawie.

Gogle FXT Viper można kupić na Banggood: Tutaj

Ja akurat skusiłem się z uwagi na dobrą cenę w promocji. Gdyby jednak komuś zależało na czasie, lub nie było akurat żadnej zniżki, albo po prostu chciał wesprzeć rodzimy biznes, to w porównywalnej cenie można kupić je również w Polsce: https://avifly.pl/pl/gogle-fpv/fxt-viperv2-0

%d bloggers like this: