Recenzja – Visuo XS809W

Dji Mavic to jeden z najmocniej pożądanych quadrocopterów na rynku. Unikalny wygląd nie umknął uwadze chińskich producentów, którzy postanowili wziąć go na wzór i stworzyć coś własnego, ale w nieco innej kategorii cenowej. Quadrocopter od Visuo to dość tani sprzęt, ale posiadający wszystkie współczesne funkcje – utrzymanie wysokości, kamerę z Wi-Fi, składane ramiona oraz automatyczny start i lądowanie. Wygląd jest ciekawy, a jakość przyzwoita. Czy XS809W to produkt jednocześnie dobry i tani? Sprawdźmy!

Model dostarczony do testów przez TomTop – dziękuję!

W pudełku

Produkt od Visuo zapakowany jest w solidny i porządnie wyglądający karton. Dbałość o opakowanie często idzie w parze z samą jakością produktu. Karton jest sztywny i jako taki gwarantuje, że nasz produkt bez szwanku przyleci do nas nawet z Azji.

Po zdjęciu wieczka ukazuje nam się czarna, błyszcząca wypraska. Kopter ze złożonymi ramionami znajduje się na wierzchu.

Poniżej trafiamy na aparaturę. Kontroler jest niewiele mniejszy od złożonego koptera i zachowuje jego kolorystykę.

Akcesoria znajdziemy na spodzie pudełka, pod wypraskami. Zestaw jest dość typowy i składa się z 4 zapasowych śmigieł, osłon, ładowarki USB, śrubokrętu i instrukcji.

Ta ostatnia napisana jest całkiem przyzwoitym językiem, więc osoby które wcześniej nie miały kontaktu z takim sprzętem powinny się z nią zapoznać. Producent wyjaśnił zarówno sterowanie, jak i trymowanie, opisał wszystkie przyciski na aparaturze i nie zapomniał o kalibracji.

Ładowarka z kompletu z jednej strony ma zwykle złącze USB, w której to wtyczce schowano układ ładujący, zaś z drugiej micro USB. Po sprawdzeniu przy pomocy miernika na USB, okazało się, że nie jesteśmy zmuszeni używać dołączonej ładowarki, a możemy podłączyć ogniwo bezpośrednio do takiej od smartfona, bądź bezpośrednio do portu USB komputera. Piszę o tym nieco dalej.

Budowa

Quadrocopter od Visuo wykorzystuje, popularne ostatnio, rozwiązanie ze składaniem ramion. Mają one przegub w połowie swojej długości i chowają się wzdłuż kadłuba. Same śmigła się nie składają, więc trzeba na nie uważać, ale w tej postaci kopter jest i tak nieco bardziej kompaktowy.

Po rozłożeniu ramion model prezentuje się nad wyraz dobrze. Kadłub jest relatywnie płaski, ma ciekawie wyglądające załamania, a wszystkie elementy są dobrze wkomponowane w całość. Czarny, matowy materiał (ABS?) prezentuje się solidnie i z bliska nie straszy taniością. Kopter nie jest także pstrokato pomalowany – całość jest bardzo przyjemna dla oka.

Przekładnia została umieszczona w Visuo u góry, co spotyka się rzadziej, ale ma duży sens, ponieważ dużo trudniej jest, by coś się w nią wkręciło i uszkodziło. Pozostawienie jej odkrytej z jednej strony pozwala łatwiej diagnozować problemy, a szansa na to, że coś dostanie się dokładnie pod wirujące śmigło i pomiędzy tryby jest dość niewielkie.
Samo śmigło jest zabezpieczone śrubką wkręcaną w piastę od góry i zasłonięte plastikową osłonką. Identyczne rozwiązanie stosowano już w Symie X5SC i X5HC. Porównałem ze sobą śmigła obu kopterów i zdają się identyczne, podobnie jak i osłonki na piastach. Ciekawostka!

Gdy spojrzymy na rozłożone ramię, możemy zobaczyć przewody, które idą wewnątrz. Po rozkręceniu będzie wyraźnie widać, w jak sprytny sposób zostały one puszczone odpowiednimi „korytkami”. Dla nas ważne jest to, że wielokrotne składanie i rozkładanie koptera nie powinno naruszyć struktury przewodów, ponieważ mają one odpowiedni luz i zginają się po łagodnym łuku – nie są łamane podczas zamykania ramion.

Z przodu koptera dostrzeżemy dwie czerwone diody, które świecą podczas lotu i pokazują nam przód koptera. Ja co prawda preferuję czerwony kolor z tyłu, ale być może jest to celowy zabieg, abyśmy wiedzieli, czy kamera patrzy w naszą stronę – opcja dla fanów robienia drone selfie 🙂 A właśnie – na froncie znajduje się też obiektyw urządzenia do nagrywania. Daje on się pochylać w górę (ok. 5 stopni) i w dół (około 15 stopni). Zgrabnie mieści się on w obrysie kadłuba, więc w przypadku nieprzewidzianego kontaktu z ziemią nie będzie on bardziej niż zwykle narażony na uszkodzenie.

Skoro mówimy już o oświetleniu – quadrocopter ma diody na krawędzi każdego z ramion. Rozwiązanie jest o tyle ciekawe, że schowane są one pod półokrągłymi, nieprzeźroczystymi kopułkami, które powodują, że LEDy są widoczne zarówno z boku, jak i z dołu.

Należy przy tym wspomnieć, że półprzeźroczyste kopułki zabierają część światła i w rezultacie oświetlenie nie jest tak jasne, jak mogłoby być. Po zmroku jest całkiem nieźle, ale za dnia trudno ocenić, czy diody już migają sygnalizując słabą baterię, czy jeszcze nie.

Tym razem z przodu zastosowano LEDy zielone, zaś z tyłu czerwone. Otwartym pytaniem pozostaje: dlaczego te dwie diody obok kamery są więc czerwone? Tutaj odpowiedź zna pewnie tylko producent. Warto jednak zaznaczyć, że w trakcie lotu nie odczułem, aby było to jakimś problemem, natomiast wydaje mi się, że wykorzystanie diod białych, które widzieliśmy już w niektórych modelach, sprawdziłoby się jeszcze lepiej.

Miłym elementem są gumowe nóżki, które znajdują się na krańcach ramion, od spodu. Powodują, że lądowanie jest miękkie i amortyzują mniej umiejętne sadzanie koptera na ziemi.

Producent przewidział także osłony na śmigła. Ich montaż jest relatywnie prosty, ale z początku nie wiedziałem, jak się w ogóle za to zabrać. Otóż w XS809 zastosowano zaślepki, które wpierw musimy wyjąć. Są one dość dobrze zlicowane z resztą ramienia, więc ich demontaż nie jest taki łatwy. Używając noża albo małego, prostego śrubokręta należy je delikatnie podważyć i wyciągnąć wzdłuż osi ramienia.

W otwór wewnątrz ramienia wsuwamy teraz osłonę. Ma ona specjalnie wystający „języczek”, za który możemy zarówno wsunąć ją na miejsce, jak i później podważyć go, w celu jej wyjęcia.

Pozostaje pytanie, w jaki sposób owe osłony się sprawują. Są one dość sztywne, a w przekroju poprzecznym – kwadratowe. Po zamocowaniu zdają się dość masywne, ale nie wpływają negatywnie na lot quadrocoptera. W moich testach sprawdzały się dobrze, choć nie mam w zwyczaju uderzania kopterem w pełnym pędzie w ścianę, a jedynie sprawdzam sprężystość osłon poprzez ich wyginanie i delikatne obijanie się o przeszkody. W tym modelu pozostaje pewien prześwit pomiędzy śmigłem końcówką osłony, więc przy lekkim ugięciu nie dochodzi do zatrzymania napędu. Mocniejsze uderzenie sprawia, że kopter spada ze względu na zablokowanie śmigła (kontakt z osłoną), ale nawet wtedy nic złego się nie dzieje. Jeden z użytkowników forum.4smigla.pl napisał, że osłony pękają, ale daje się je skleić i nie wątpię, że jest tak, jak mówi. Z mojej perspektywy osłony są sztywne, więc pękać mogą, ale chronią jednocześnie inne, bardziej wrażliwe elementy koptera. Z dwojga wolę takie osłony, niż miękkie, które pod minialnym naciskiem się poddają i zachowują się tak, jakby w ogóle ich nie było. Tutaj przynajmniej wiem, że śmigło i przekładnia są w miarę chronione.

Co prawda wydaje się to oczywiste, ale dla porządku informuję, że po założeniu osłon tracimy możliwość złożenia quadrocoptera. Elementy wchodzą sobie w kolizję. Oczywiście zysk z takiego składania i tak byłby niewielki, ponieważ osłony mocno wystają poza obrys, także albo wybieramy wariant bezpieczny, albo kompaktowy.

Patrząc od spodu, linia kadłuba jest bardzo smukła i „czysta”. Charakterystyczne nacięcia zapewniają jak mniemam przepływ powietrza i nieco obniżają masę całego sprzętu.

Dokładnie pośrodku znajdziemy włącznik, który świetnie wkomponowano w kadłub. Suwany przełącznik nie wystaje poza obrys i nie rzuca się mocno w oczy. Pozwala nam w zamian na włożenie baterii bez jednoczesnego uruchomienia koptera, co jest niezwykle wygodnym dodatkiem.

Równie zgrabnie umieszczono slot na kartę microSD, na której rejestrowane są nagrania z kamery. Wsuwamy ją zaraz obok włącznika. Wyciąganie i wkładanie karty odbywa się całkiem sprawnie, a ryzyko jej utraty jest relatywnie niewielkie, ponieważ tak jak pozostałe elementy – mieści się w obrysie kadłuba.

Visuo ma dedykowaną baterię zamkniętą w plastikowej obudowie. Jej pojemność wynosi aż 900 mAh, zaś napięcie znamionowe 3.7V, czyli 1S oraz gwarantuje około 6-7 minut lotu z pracującym Wi-Fi i okresowym nagrywaniem obrazu na kartę micro SD. Wydaje mi się, że jak na sprzęt za tą cenę to całkiem niezły wynik. Należy przy tym zauważyć, że po tym, jak kopter zasygnalizuje słabą baterię, spokojnie utrzyma się w powietrzu jeszcze przez dobrą minutę, choć oczywiście zalecam lądowanie wcześniej.

Ogniwo ma z boku wyprowadzone złącze micro USB i w ten sposób je ładujemy. Możemy użyć dedykowanej ładowarki lub dowolnej z tymże złączem. Jest to w sumie bardzo dobry ruch ze strony Visuo, ponieważ przewód USB-MicroUSB prawie każde z nas w domu posiada, podobnie jak i ładowarkę, zważywszy na powszechność tabletów, czy smartfonów.

Dodatkowo użycie dobrej ładowarki pozwoli nam szybciej naładować ogniwo. Zauważyłem, że podłączając baterię przy napięciu 3.9V do tej dedykowanej uzyskałem około 200mA (prąd spada wraz ze wzrostem napięcia na ogniwie, na początku byłby pewnie większy), podczas gdy używając samego przewodu aż 600mA. Wciąż jest to mniej, niż 1C, ale i tak szybciej.

Baterię wsuwamy w tylną część kadłuba. Ze względu na asymetryczny kształt z pewnością nie uda nam się jej włożyć odwrotnie.

Użycie dedykowanej baterii na ogół pozwala producentom bardziej zgrabnie wpasować ogniwo w resztę kadłuba i tak również jest w przypadku Visuo. Oba elementy licują się w taki sposób, że wyglądają jak jedna całość. Oczywiście uniemożliwia to nam użycie innej baterii niż oryginalna, ale uważam, że przy tak dobrze dobranym czasie lotu jest to rzecz, którą łatwiej jest przełknąć.

Budowa wewnętrzna

Visuo skręcony jest wieloma śrubkami. Wpierw dobrze jest odkręcić te, które trzymają oś obrotu ramienia. Od spodu są one zabezpieczone nakrętkami, których lepiej nie zgubić.

Obie części kadłuba łączy dodatkowe 8 śrubek. Wszystkie znajdują się od spodu i wykręcimy je używając dołączonego do zestawu śrubokręta. W tym momencie możemy ostrożnie zdjąć górną część kadłuba.

Wnętrze okazuje się raczej puste, ponieważ sporą część przestrzeni z tyłu zajmuje bateria. W oczy powinien nam się rzucić przede wszystkim kontroler lotu. Silniki i diody są przylutowane bezpośrednio do niego. Zaletą jest duże rozsunięcie pól lutowniczych dzięki czemu wymiana silników powinna się udać nawet mniej doświadczonym osobom. Przednie diody wraz z kamerą są już z kolei podłączone do gniazd. O ile w przypadku tej drugiej jest to uzasadnione, tak decyzja o umieszczeniu dwóch gniazd dla LEDów i przylutowanie pozostałych bezpośrednio jest dla mnie nie do końca logiczne.

Pośrodku kontrolera lotu zauważymy gąbkę, która została naklejona, aby zmniejszyć zakłócenia wskazań barometru. Jest to częste rozwiązanie, które zabezpiecza go przed wiatrem. Ruch powietrza zaburza odczyty ciśnienia i w rezultacie może uniemożliwiać kopterowi utrzymanie stałej wysokości.
Ostatnią rzeczą, która jest charakterystyczna dla tego kontrolera lotu, są bolce do połączenia z baterią. Zostały one wlutowane na sztywno, co determinuje bardzo dokładnie ustaloną pozycję płytki wewnątrz kadłuba. Bateria po włożeniu musi trafić precyzyjnie w rzeczone, wystające piny.

Od spodu płytka wygląda bardzo skromnie i w oczy rzuca się jedynie włącznik, który uruchamia quadrocopter. Demontując kontroler lotu musimy pamiętać, żeby wpasować przełącznik w dolną część kadłuba, nim przykręcimy śrubki, które trzymają całość.

W przedniej części kadłuba znajduje się jeszcze układ odpowiedzialny za obsługę kamery i Wi-Fi. Plastikowa poprzeczka trzyma płytkę w jednym miejscu, a taśma piankowa chroni elektronikę. Antena od Wi-Fi została na sztywno zamocowana w okolicach przedniego-lewego ramienia (widoczna 2 zdjęcia powyżej). Dużym ułatwieniem jest zastosowanie złącza IPEX dzięki któremu możemy bez problemu wymienić antenę.

Obiektyw jest połączony z płytką za pomocą elastycznej taśmy. Jest ona wystarczająco długa, aby nie blokować pochylania soczewki w górę i w dół.

Dostanie się do silnika wymaga nie tylko zdjęcia końcówki ramienia z plastikowej ośki, wokół której się obraca, ale także wykręcenia 3 śrubek, które trzymają górną i dolną część razem. Dodatkowo zwracam uwagę, że przewody wychodzą przez nacięcie w osi obrotu ramienia i biegną „korytkiem” w kierunku kadłuba. W połowie jego długości schowane są pod poprzeczką, więc wymieniając silnik najpierw trzeba właściwie przeciągnąć przewody, a dopiero potem lutować.

Wewnątrz znajdziemy tulejkę na której zamocowane jest śmigło. Pracuje ona na dwóch łożyskach ślizgowych. Obok znajduje się silnik w swoim własnym mocowaniu. Aby go wyjąć, wystarczy tylko pociągnąć. Uczulam tutaj, aby nie szarpać za przewody, bo można je urwać, ani też nie używać obcęgów, które mogłyby zmiażdzyć korpus silnika. Odpowiednio mocny chwyt palcami pozwoli wyciągnąć motor na zewnątrz.

W asortymencie sklepów w Chinach bez problemu znajdziemy zapasowy silnik wraz z kołem zębatym, ale dla ciekawych, jego wymiary to odpowiednio: 8.5mm grubości, zaś na długość 20mm (sam korpus). Całość wraz ośką mierzy razem 25.75mm.

Kamera

Wbudowana kamera pozwala nam na rejestrowanie obrazu w rozdzielczości 1280×720, czyli obiecane 720p w 20 (!) klatkach na sekundę. Taką samą liczbę punktów mają zdjęcia, które są zapisywane na karcie microSD. Poniżej przedstawiłem przykładowe nagranie z kamery.

Film przez kompresję Youtube wygląda nieco gorzej, niż zgrany bezpośrednio z karty, więc w ogólnym rozrachunku nie jest źle. Zauważalne jest lekkie „jello”, czyli poziome zniekształcenia obrazu w postaci przesuniętych nieco pasów na ekranie. W porównaniu do konkurencji ponownie nie jest najgorzej, ale jeśli spodziewamy się całkowicie stabilnego wideo to tutaj go raczej nie uzyskamy.

Uczulam tutaj na to, żeby decydując się na ten quadrocopter kupować wyłącznie wersję 2.0MP, a nie 0.3MP. Różnica w cenie jest niezauważalna i oscyluje gdzieś w granicach 20 zł, więc oszczędność jest pozorna, a jakość obrazu bez porównania.

Aplikacja

Program, który musimy zainstalować na smartfonie, aby połączyć się z Visuo nazywa się XSW UFO i jest dostępny zarówno na Androidzie, jak i iOS.

O aplikacji nie ma zbyt wiele do powiedzenia, ponieważ każdy producent wykorzystuje dokładnie ten sam widok i prócz tła ekranu głównego w zasadzie nic się nie zmienia. Z poziomu programu możemy sterować kopterem, narysować mu trasę lotu, zmienić prędkość lotu, czy automatycznie wylądować.
Zwykle przyciski kamery i aparatu w aplikacji na smartfonie pozwalają zapisać obraz, który jest do niego przesyłany przez Wi-Fi. W przypadku Visuo dzieją się rzeczy dziwne. Otóż włączanie nagrywania z aparatury nie działa – ani zdjęcia, ani wideo się nie pojawiają, mimo iż kopter miga diodami sygnalizując ten proces. Z poziomu aplikacji możemy z kolei uruchomić nagrywanie na kartę microSD oraz robić zdjęcia i one faktycznie są na niej zapisywane. Z kolei po stronie smartfona udało mi się znaleźć jedynie zarejestrowane zdjęcie (w tej samej rozdzielczości – 1280 x 720), ale już nie film. Ten znalazłem wyłącznie na karcie microSD, choć SeByDocky pisał o tym, że u niego pojawiło się wideo 640x480x15fps (http://www.drone-maniac.com/test-visuo-xs809hw/).

Aparatura

Co prawda nigdy nie byłem posiadaczem XBox One, ale interesując się odrobinę tematem konsol nie sposób nie zauważyć, że aparatura od Visuo przypomina kontroler od Microsoftu. Co prawda manipulatory rozłożone są symetrycznie, a przyciski nieco inne, ale nie oszukujmy się – nie jest to przypadek. Na szczęście skopiowanie kontrolera ma też swoje zalety – aparatura dobrze leży w rękach, a sterowanie jest bardzo wygodne. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do padów – z tym urządzeniem będzie się czuł jak w domu.

Dużym plusem jest graficzno-słowny opis wszystkich przycisków. Po lewej stronie mamy napisy, które znaczą przyciski automatycznego startu i lądowania, natomiast po prawej włącznik oraz sterowanie kamerą i headless mode – tym razem w formie piktogramów. Bardzo się cieszę, że producent tak zgrabnie oznaczył poszczególne przyciski, ponieważ często trudno jest zapamiętać, który z nich, co uruchamiał. Tutaj nie mamy żadnych wątpliwości. Opisy pojawiają się także w przedniej części aparatury, gdzie znajdują się dwa kolejne przyciski. Duży plus dla producenta.

Manipulatory również przypominają analogowe gałki stosowane w padach od konsol. Te w aparaturze Visuo pracują miękko i zapewniają dokładną kontrolę, choć daje się wyczuć martwą strefę blisko pozycji środkowej. Manipulatory mają wgłębienia, które pozwalają oprzeć palce, oraz dodatkowe nacięcia, które mają gwarantować, że kciuki nie będą się nam ślizgały. Gdyby były dodatkowo pokryte gumą, zapewniłyby pewniejszy chwyt, ale i tutaj jest całkiem nieźle. Moja ocena może być tutaj subiektywna, ponieważ moje kciuki są przyzwyczajone do pada i tutaj odczuwam podobną wygodę sterowania, ale myślę, że o ile nie jesteście modelarzami przyzwyczajenymi do „szczypania” manipulatorów, apartura powinna Wam przypaść do gustu.

Po lewej stronie naszego kontrolera znajdują się dwa okrągłe przyciki. Pierwszy z nich służy do automatycznego startu i lądowania. Jego naciśnięcie uruchamia silniki i powoduje, że kopter wznosi się na wysokość około metra. Lądowanie to z kolei powolne opadanie, które kończy się zatrzymaniem śmigieł po około sekundzie od dotknięcia ziemi. W razie nagłej potrzeby wyłączenia silników, obok mamy przycisk „Stop”, który natychmiast je zatrzyma. Warto się przyzwyczaić do naciskania go w sytuacji, gdy kopter niekontrolowanie o coś nam zahaczy, aby uniknąć uszkodzenia napędu. Koptery, które same utrzymują wysokość nie zawsze po upadku wyłączają same silniki, a to grozi ich uszkodzeniem, jeśli śmigła będą zbyt długo zablokowane.
W dolnej części mamy jeszcze krzyżak, który służy do trymowania. Dla niektórych może być mylące, że znajduje się po lewej stronie, ale i tak służy do korygowania znoszenia w przód i w tył, oraz na boki, czyli odpowiada sterowaniu prawym manipulatorem. Zważywszy na to, że kopter utrzymuje stałą wysokość, umieszczenie go w zasięgu lewego kciuka ma sens, ponieważ możemy sterować kopterem, gdy go zniesie i jednocześnie nanosić korektę. Dla mnie ta metoda trymowania jest całkiem wygodna.

Z prawej strony znajdziemy włącznik aparatury, ponad którym znajduje się czerwona dioda sygnalizująca zasilanie. Przed zbindowaniem miga, aby zapalić się w sposób ciągły po pociągnięciu lewego manipulatora w górę i w dół.
Cztery przyciski pod prawym manipulatorem pozwalają nam zrobić zdjęcie oraz uruchomić nagrywanie, włączyć headless mode oraz uruchomić powrót do miejsca startu, który jak zawsze oznacza lot w tył – nie zawsze tam, gdzie staliśmy. Zwracam tutaj szczególną uwagę na funkcje związane z pracą kamery. Przyciski na aparaturze włączają rejestrację obrazu na kartę microSD w kopterze. Niezależnie od tego możemy nagrywać obraz, który jest przesyłany na smartfon prosto z aplikacji.

Szary element na środku aparatury to właśnie uchwyt na telefon. Najpierw musimy go odgiąć do góry, a następnie wyciągnąć na tyle, aby złapał on smartfon. Dolna i górna część mają przyklejoną taśmę piankową, która zapobiegnie porysowaniu naszego sprzętu. Uchwyt rozsuwa się w zakresie 46mm-91mm, więc nawet jeśli macie smartfon o rozmiarach tabliczki czekolady – powinien się tam zmieścić.

Z przodu naszego kontrolera znajdują się dwa przyciski. Pełnią one typowe funkcje, czyli lewy odpowiada za zmianę tempa lotu – są w sumie 3: 30%, 60% i 100%; zaś prawy pozwala wykonywać przewroty (flipy). Dynamika poruszania koptera jest sygnalizowana przez aparaturę piknięciami – jedno odpowiada najwolniejszemu trybowi, podczas gdy trzy – najszybszemu. Tak samo tradycyjnie wykonuje się przewroty – naciskamy prawy przycisk, a następnie ciągniemy prawy manipulator w jedną z czterech stron. Kopter wykonuje je sprawnie niezależnie od kierunku i tego, czy ma osłony na śmigła, czy też nie. Po manewrze wraca z grubsza na ten sam pułap, na którym go zaczął.
Warto zauważyć, że i na tych przyciskach napisane jest do czego służą. Jak wspominałem wcześniej jest to drobnostka, ale cieszy, bo bez wyciągania instrukcji wiemy co nacisnąć, aby uruchomić daną funkcję.

By włożyć baterie do aparatury musimy wpierw wykręcić śrubkę, która trzyma klapkę. Pod nią znajdziemy miejsce na 3 baterie AA, czyli popularne „paluszki”.

Charakterystyka lotu

Większość szczegółów związanych z lotem jest widoczna na nagraniu z kanału 4Śmigła, ale warto tutaj podać parę szczegółów. Po pierwsze Visuo ma 3 prędkości lotu, począwszy od 30% przez 60% i 100%. W najwolniejszym trybie nie nadaje się do latania na zewnątrz, ale do nauki jak najbardziej. Drugi i trzeci są odpowiednio szybsze, ale wciąż jest to kopter raczej do filmowania i spokojniejszego latania. Jego dynamika nie dorównuje sprzętom typu Bugs 3 (silniki bezszczotkowe), czy duża Tarantula X6, ale pierwszy powiew wiatru go nie zatrzyma, co również widać na nagraniu. Wspomniana wcześniej martwa strefa jest dostrzegalna, ale w pozostałym zakresie sterowania mamy dużą precyzję i kopter zachowuje się dokładnie tak, jak prowadzi go operator. Zaletą jest to, że nie pochyla się tak mocno, by wymusić utratę wysokości, więc raz ustawiony na dany pułap – z grubsza się go trzyma. Dynamika wznoszenia może nie robi wrażenia, ale ponownie jest przyzwoita i chcąc kręcić z wyższego pułapu – wciąż mamy taką możliwość. Na plus jest także opadanie – odbywa się ono stabilnie, ale przez to nie za szybko. Początkujący nie wpadną więc w tzw. WOD (ang. Wobble Of Death), który jest spowodowany utratą siły nośnej przy pionowym opadaniu, rozkołysaniem i spadnięciem koptera. Ponownie duże ułatwienie dla początkujących. Yaw rate jest szybszy niż w Symie, ale również zalicza się do spokojnych. Na plus zasługuje fakt, że kontroler lotu bardzo płynnie i spokojnie stabilizuje kopter, więc lata on miękko i przewidywalnie – nie szarpie po puszczeniu prawego manipulatora.

Podsumowanie

Visuo może nie być quadrocopterem idealnym, ale w zestawieniu z jego ceną jest urządzeniem, obok którego trudno przejść obojętnie. Mnie bardzo zaskoczył jakością nagrań i podglądu, charakterystyką lotu i w zasadzie nie znalazłem w nim żadnych poważnych wad. Przyzwoity czas lotu, niezła jakość wykonania, dobra aparatura, kamera 720p z Wi-Fi, a całość zamyka się w niecałych 200 zł. W takiej cenie jest on w stanie spokojnie konkurować z Symą serii X5 – np. X5HW. Jego wyważone parametry lotu powodują, że można na nim ćwiczyć zarówno latanie od podstaw, jak i wciąż dobrze bawić się, nawet gdy mamy już doświadczenie. W połączeniu z niezłą jakością podglądu i relatywnie małym zauważonym opóźnieniem pozwoli też zakosztować ubogiej wersji latania FPV. Nagrania są przyzwoite, szczególnie w kontekście ceny quadrocoptera. Wydaje mi się, że za taką pieniądze trudno znaleźć porównywalny produkt, a brak uchybień technicznych powoduje, że zakup nie powinien nikogo rozczarować. Szczerze polecam!

P.S. Nie zapomnijcie o kuponie zniżkowym poniżej!

Ocena 4Śmigła.pl: 5.0 / 5.0 grade_1grade_1grade_1grade_1grade_1

Kupon zniżkowy (37.99 USD): HXFVISUO37
Kup – Visuo XS809HW w TomTop

Warto wiedzieć

Visuo XS809HW pozwala na kalibrację akcelerometru oraz uruchamianie silników poprzez odpowiednie ustawienie manipulatorów. Ponieważ już zdążyło się pojawić o to pytanie na forum, odpowiedziałem wyjątkowo nagraniem na Youtube, które prezentuję poniżej. Pokazuję w nim jak uruchomić i zatrzymać silniki oraz w jaki sposób skalibrować akcelerometr.

Quadrocopter występuje w 4 różnych wersjach. Można go kupić z dwoma typami kamer: 0.3MP lub 2.0MP; oraz z barometrem bądź bez. Ze względu na niewielkie różnice w cenie zachęcam do kupna modelu wyłącznie z kamerą 2.0MP, natomiast obecność barometru pozostawiam już do wyboru czytelników. Ten ostatni – dla przypomnienia – pozwala kopterowi utrzymywać stałą wysokość. Wersja bez barometru wymaga samodzielnego sterowania gazem tak, aby utrzymać stały pułap w trakcie lotu. Jest to nieco bardziej wymagające, ale pozwala też lepiej nauczyć się latać, szczególnie jeśli w przyszłości przesiądziemy się na model bez takich udogodnień.

  • Łukasz Wesołowski

    Visuo wygląda jak rozciągnięta żaba, a czerwone diody z przodu to jej oczy.

  • ESKA

    Ciesze się że pojawiła się ta recenzja- potwierdza słuszność mojego wyboru na zabawkę do zabicia czasu w ogródku u teściowej 🙂 Ale jeszcze parę dni na paczkę muszę poczekać ……

    Recenzja rozwiała też moje wątpliwości – chodziły głosy po internecie (lub błędy translatora 🙂 ) że z nadajnika nie da się uruchamiać kamery a jedynie z aplikacji na telefonie .
    Nie był to dla mnie dramat i się z tym pogodziłem ale miło przeczytać że jednak to działa również bez telefonu .

    Szkoda tylko ze przy okazji „sekcji” Visuo nie pomierzyłeś tulei ślizgowych – można by było spróbować poszukać odpowiednich wymiarowo łożysk kulowych- przedłuży to w jakimś stopniu żywotność silników a i może troszkę samego lotu ,nie mówiąc o trwałości łożyskowania i braku pojawienia się luzu ..
    Przy wyważeniu śmigieł unikniemy efektu Jello (jest kilka filmów na Y-bie które dowodzą że się w tym XS da się to wykonać z niezłym efektem ) ale przy powstałych później luzach na tulejach wyważenie na nic się nie zda .

    Przydała by się też w Visuo funkcja zmiany MODE – jest dostępna w większości lub przynajmniej dużej części copterów z barometrem poprzez włączenia nadajnika w jakiejś kombinacji z wciśniętym odpowiednim przyciskiem – w końcu manetki mamy symetrycznie sprężynowane w przeciwieństwie do sterowania klasycznego gdzie „gaz” jest pozbawiony auto powrotu -narzekam bo latam w wymierającym MODE 1 więc troszkę będzie trudno gdyż Visuo nie wprowadziło do sprzedaży innej wersji niż tylko MODE2 ,….lub trzeba będzie chwycić lutownice. lub w ostateczności latać na telefonie gdzie MODE możemy zmieniać do woli

    Drugim tematem w sferze życzeń i pomysłów to sama aplikacja : robią się ostatnio co raz bardziej popularne gamepady dla androida , sam taki posiadam, są praktycznie identyczne z nadajnikiem XSa -niestety aplikacje do coptera nie obsługują gamepadów -szkoda -bo mając tę możliwość można rezygnować z zabrania nadajnika a w zamian bierzemy gamepada – do gier na fonie w deszcz a w ładniejsze dni do latania bez rezygnacji z precyzji sterowania na co jesteśmy skazani sterując tylko telefonem.

    • Mamy na szczęście coraz więcej użytkowników Visuo, więc jest szansa, że ktoś rozbierając swój model przy okazji to zmierzy. Pytałem ostatnio na Facebooku o szczegółowość recenzji i wyszło na to, że preferencja jest raczej na mniej dokładne (bez tego co w środku koptera), ale za to szybciej dostępne. Jest niestety kwestia wyważenia między napisaniem absolutnie wszystkiego, a czasem, który to zabierze. Gdybym pełnoetatowo zajmował się tylko blogiem – pewnie byłoby to łatwiejsze, ale niestety takiej możliwości w tej chwili nie mam.

      Faktycznie nie próbowałem wyważać śmigieł w Visuo i nie śledziłem tematu na tyle, żeby dotrzeć do materiałów, o których mówisz. Wiem, że w niektórych modelach jest to nie tylko kwestia śmigieł, natomiast dobrze wiedzieć, że w Visuo to wystarczy – przynajmniej na pewien czas.

      Jeśli chodzi o Mode 1 to faktycznie szkoda, że tego nie przewidzieli. Nie czytałem instrukcji od deski do deski, ale zakładam, że skoro nikt o tym w sieci nie mówi to i po prostu nie zostało to przewidziane. Tym bardziej szkoda, ponieważ tak jak mówisz, w modelach z altitude hold nie wymaga to przekładania manipulatorów, ale umówmy się – MJX X600 pozwalał na mechaniczną zmianę centrowania manipulatora, więc jak się chce to można.

      W kwestii aplikacji – myślę, że to fajny i nowatorski pomysł, natomiast programy są ciosane z tego samego klocka i z tego co widzę, nie wygląda, żeby się specjalnie od siebie różniły, więc ktoś musiałby stworzyć taki soft od 0. Innym problemem, który dostrzegam jest opóźnienie. Wystarczające, gdy steruje się ze smartfona – gamepad połączony przez bluetooth jeszcze by się do tego dołożył, choć zakładam, że nie jest to specjalnie zauważalne, jeśli wspierają one strzelanki na Androidzie.
      Przyznam jednak, że sam w tym względzie jestem tradycjonalistą i mając dedykowaną aparaturę, która zapewnia przyzwoity zasięg i kontrolę bez opóźnień – wolałbym taszczyć aparaturę. Wydaje mi się, że sterowanie smartfonami wciąż jest opcją dlatego, że każdy ma je w kieszeni i nie wymaga dodatkowego sprzętu.