Recenzja: Kingkong Tiny 6 (klon TinyWhoop)

TinyWhoop zrobił zawrotną karierę będąc jedną z najmniejszych platform FPV, idealną do latania w domu i wszędzie tam, gdzie poruszanie się większym modelem mogłoby być ryzykowne – dla ludzi i wyposażenia. Mały quadrocopter na szczotkowych silnikach jest relatywnie tani (w porównaniu do większych braci), łatwy do serwisowania i przenosi wyścigi na nowy, miniaturowy poziom. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rozstawić parę krzeseł, jakieś hula-hoop i trasa gotowa, szczególnie zimą, gdy palce na aparaturze mocno marzną i latanie pod dachem zdaje się lepszym rozwiązaniem. Oczywiście nie trwało to długo, gdy pojawiły się wszelkiej maści kopie i klony oryginalnego TinyWhoopa, z których każdy próbował zrobić coś inaczej albo lepiej, niż pierwowzór. Marka znana pod nazwą KingKong (przynajmniej na Banggood) skutecznie próbuje wchodzić w różne segmenty kopterów ze swoimi produktami i nie ominęło to też tych najmniejszych. Dziś przyjrzymy się kopii Tinywhoopa, nazwanej Tiny 6. Zapraszam!

W pudełku

Tiny 6 występuje w dwóch wersjach. Tzw. Basic, która zawiera quadrocopter, jedną baterię oraz prostą ładowarkę na USB. Wersja Extended dostarczana jest z kolei z 5 ogniwami, 3 kompletami kolorowych śmigieł, dodatkowymi kadłubami i specjalną ładowarką w kształcie podłużnej listwy, którą możemy zasilić z baterii LiPo (złącze XT60) lub microUSB i pozwala ona na podłączenie wszystkich 5 ogniw na raz. Ze względu na różnicę w cenie, która wynosi ok. 70 zł, opłacalnym zdaje się wzięcie od razu tej drugiej, ponieważ za tę kwotę nie będziemy raczej w stanie zdobyć całego kompletu częsci, który otrzymujemy. Ponadto zestaw z jednym ogniwem to dość mało, bo bateria trochę się ładuje, a wystarcza na jakieś 3 minuty zabawy. Jak łatwo się domyślić, zamówiłem wersję rozszerzoną.

Całość otrzymujemy w plasikowym, przeźroczystym pudełku, które nie jest może specjalnie okazałe, ale bardzo praktycznie porządkuje wszystkie elementy i jest sztywne, więc nie ma ryzyka, że zawartość ucierpi w transporcie. W środku znajdziemy wypraskę z PET, która mieści nasz quadrocopter oraz 5 baterii równo ułożonych po prawej stronie.

Pod spodem znajduje się reszta akcesoriów. Po pierwsze – ładowarka, która była owinięta w cieniutką piankę, aby nie poobijała się w transporcie. Oprócz tego w środku znajdziemy woreczki z dodatkowymi kadłubami i śmigłami. Oryginalny zółty kolor możemy zastąpić jeszcze różowym, czerwonym i białym. Jeśli więc najdzie nas ochota na wyścigi ze znajomymi, łatwo można zmienić kolor koptera na jeden z pozostałych, aby odróżniały się one od siebie. Ostatnim, co znajdziemy w pudełku jest klucz do zdejmowania śmigieł i zapasowe gumki, które trzymają przewody od silników na mocowaniach.

Jeżeli kupicie model z odbiornikiem FrSky to w środku obowiązkowo znajdzie się również instrukcja od tego urządzenia – model XM, oraz informacja od Banggood. Ta ostatnia stanowi, że w niektórych egzemplarzach zdarzał się problem z połączeniem z aparaturą. Nie występował on zawsze i tylko w określonej wersji oprogramowania, jednak nie sposób ocenić, których odbiorników dokładnie dotyczył, dlatego Banggood dołącza kartkę, która o tym informuje. Rozwiązaniem, gdyby Wam się coś takiego przytrafiło, jest wgranie najnowszej wersji oprogramowania do odbiornika. W przypadku Taranisa można to zrobić wprost z aparatury używając zwykłego przewodu od serwa: https://www.youtube.com/watch?v=1nktu32LpY4.

Producent dołącza też całkiem elegancką instrukcję, która dodatkowo jest w kolorze. Polecam się jej nie pozbywać, ponieważ pokazuje wiele szczegółów odnośnie kontrolera lotu – możliwe ustawienia kanałów nadajnika FPV i ich oznaczenia kolorystyczne, jak również wszystkie wyjścia i punkty lutownicze – począwszy od silników, a na odbiorniku skończywszy. Jest też bardzo krótkie i naiwne wyjaśnienie odnośnie Betaflight, ale na szczęście w tym względzie kontroler przychodzi w zasadzie całkowicie poustawiany.

Warto przyjrzeć się z bliska samej ładowarce. O ile w podstawowym zestawie jest to zwykły „gwizdek” USB, o tyle w wersji rozszserzonej otrzymujemy listwę, do której można podłączyć wszystkie 5 baterii na raz. Pozwala ona na użycie jednego z dwóch złącz. Z jednej strony znajdziemy gniazdo microUSB – dowolna ładowarka od tabletu, czy smartfona, a nawet podłączenie do komputera wystarczą, aby uzupełnić brakujący w bateriach ładunek.

Po drugiej stronie pojawia się XT60, które akceptuje wszystkie baterie od 2S, aż do 6S! Tym samym możemy zabrać ze sobą lipo z „dużego” koptera i ładować baterie bez potrzeby szukania gniazdka. Sprawdziłem, że moje LiPo 4S 1300mAh spokojnie starczyło na dwa pełne ładowania wszystkich 5 baterii i jeszcze dałoby się z niego trochę wycisnąć. Zaletą jest też to, że listwa za mocno się nie grzeje mimo podania napięcia powyżej 14V (4S).

Listwa do ładowania ma dwa złącza: microJST 1.25mm oraz nieco większe JST PH2.0. Nasze baterie podłączamy do tego pierwszego. Przy każdym ze złącz, po przeciwnej stronie znajduje się mikroprzełącznik, którym możemy wybrać prąd ładowania – 200mA lub 500mA. Z racji tego, że ogniwa od Tiny6 mają jedyne 250mAh pojemności, wybieramy tą pierwszą opcję. Gdyby ogromnie zależało nam na czasie, można ładować je szybciej, wybierając drugą opcję, ale przypominam, że wiele takich cykli skróci żywotność naszych miniaturowych baterii.

Listwa ma białą diodę w okolicach złącza XT-60, która świeci, gdy podłączymy zasilanie. Ładowanie baterii sygnalizują z kolei zielone LEDy – po jednym przy każdym złączu. Gdy gasną, oznacza to, że ogniwo jest w pełni naładowane. Myślę, że możemy w miarę bezpiecznie podłączać kolejne baterie do listwy w trakcie jej pracy i natychmiast uzupełniać ładunek w bateriach, które skończyły właśnie lot. Przypominam tylko o tym, aby dać im parę minut „odpoczynku”, gdyż bez tego mogą również tracić szybko żywotność. Pomiędzy użyciem baterii, a ładowaniem dobrze jest zostawić parę do parunastu minut, a nie używać ich od razu.

Budowa

KingKong Tiny6 już na pierwszy rzut oka ma prawo się podobać. Rama, typowa dla wszystkich modeli w tym rozmiarze, ma kanały (ang. ducts), w których pracują śmigła, będące przy okazji ich osłoną. Element ten wykonany jest z półmatowego, dość miękkiego plastiku. Z kolei kadłub jest już nieco sztywniejszy i oryginalnie w żółtym, soczystym kolorze. Ma on opływowy kształt z wycięciami na anteny i kamerę FPV z przodu. Obie części połączone są ze sobą przy pomocy dwóch śrubek – po jednej na każdy z boków.

Z przodu najbardziej widoczna staje się kamera. Jest ona dość mocno cofnięta, co powoduje, że śmigła i osłony będą wchodzić nam w kadr, ale jednocześnie sama soczewka jest z każdej strony bardzo dobrze chroniona. Sama kamera rejestruje 800 linii poziomych (TVL) i ma kąt widzenia wynoszący 150 stopni. Pierwszy z parametrów powoduje, że obraz jest całkiem wyraźny, zaś drugi pozwala nam widzieć otoczenie, co w przypadku TinyWhoopa jest szczególnie ważne. Im szerszy kąt, tym więcej elementów wokół „widzi” kamera, ale jednocześnie tym większe staje się zniekształcenie obrazu (tzw. bardzo szerokie obiektywy to tzw. rybie oko). W mojej ocenie węższy kąt widzenia utrudniałby manewrowanie w ciasnych pomieszczeniach, zaś przy tym, który jest w Tiny6 nie miałem problemów z poruszaniem się po mieszkaniu, przelatywaniu pod krzesłami, czy sprawdzaniem ilości kurzu pod łóżkiem. Świetna zabawa! 🙂

Tiny6 ma miniaturowe, 3-płatowe śmigła o średnicy 31mm i zakładane na wcisk na ośkę silnika. Całość znajduje się w plastikowym kanale będącym częścią ramy, więc dopóki nie połamiemy tej ostatniej, śmigło jest dobrze chronione.

Sam silnik to typ 615, a jego przewody zakończone są wtyczką microJST 1.25mm, którą podłączamy do odpowiednich wejść na kontrolerze lotu. Ucieszy to wszystkich, którzy nie lubią majsterkowania, ponieważ oznacza to, że możemy wymienić napęd bez użycia lutownicy.
Silniki są zamocowane w obejmie w kształcie „U”, która przy okazji pełni rolę nóżek quadrocoptera i chroni wychodzące z silnika przewody. Te ostatnie są trzymane przez gumowe O-ringi, aby były odpowiednio naprężone i nie dostały się w śmigła i o nic nie zahaczyły.

Przez wycięcie po lewej stronie kadłuba wyciągnięta została antena FPV. I tutaj chyba sformułowanie „antena” jest pewną przesadą, ponieważ jest to po prostu dość sztywny drucik. W elektronice określa się ją mianem anteny monopolowej – ciekawostka dla lubiących zgłębiać temat. Jakkolwiek naiwnie by to nie wyglądało – w praktyce sprawdza się zaskakująco dobrze. Kopter mając raptem 25mW nadajnik, dawał czytelny obraz nawet w odległości parudziesięciu metrów, mając na drodze ścianki z karton-gipsu. Na plus zasługuje również fakt, że antena biegnąca wzdłuż kadłuba jest dużo mniej narażona na uszkodzenia, niż stercząca z jego czubka, co często się spotyka. Mimo różnych upadków i zahaczania o przeszkody antena wciąż jest nietknięta i okazjonalnie można ją tylko dogiąć, jeśli zajdzie taka konieczność.

Z kolei z tyłu kadłuba przez osobne wycięcie wychodzi antena odbiornika. Podobnie, jak ta od FPV, jest ona ułożona poziomo, co w pewnych momentach może pogarszać odbiór, gdy anteny (w aparaturze i kopterze) są ustawione do siebie pod kątem prostym, ale podczas lotów ani razu nie straciłem sygnału. Z racji tego, że TinyWhoopy muszą być lekkie, zastosowano najmniejszy chyba odbiornik FrSky – XM, który ma jedną antenę i nie posiada telemetrii, ale dalej powinien gwarantować do ok. 600m zasięgu (wg. producenta). Jak na TinyWhoopa jest to rozwiązanie aż nadto wystarczające, nawet jeśli będziecie latać po sporych wnętrzach.

Jak nietrudno się domyślić, złącze do podłączenia baterii to męski wtyk microJST 1.25mm. Ze względu na to, że baterie mają sztywno zamocowane złącze, z koptera wychodzi niezbyt długi i bardzo cienki przewód. Przy intensywnej eksploatacji może się okazać, że będzie trzeba wlutować nowy, ale po dotychczasowych lotach nie ma na razie śladów eksploatacji. Końcówka przewodu w miejscu lutowania do FC została dodatkowo zabezpieczona kroplą kleju na gorąco, aby zmniejszyć naprężenia przy podłączaniu i odpinaniu baterii.

Patrząc na model od spodu możemy zauważyć złącze microUSB, które wychodzi dokładnie w pionie. Z jednej strony podłączenie koptera do komputera nie wymaga zdejmowania kadłuba, ale z drugiej trudno jest skalibrować akcelerometr, ponieważ nie sposób położyć kopter płasko na ziemi, gdy od spodu wychodzi z niego przewód USB. Złącze kątowe mogłoby tutaj pomóc.
W osi, której znajduje się gniazdo microUSB, zauważymy także koszyczek na baterię, który jest charakterystyczny dla TinyWhoopów. Ogniwo trzyma się w środku w miarę stabilnie w trakcie lotu, natomiast potrafi się przemieścić gdy w coś mocniej uderzymy lub kopter spadnie. Rozwiązaniem byłoby wklejenie w środek kawałka taśmy piankowej. Całkiem pomocne jest to, że włożona bateria zasłania gniazdo microUSB, dzięki czemu nie uszkodzimy i zanieczyścimy go tak łatwo podczas nieudanych lotów.
Zwracam też wreszcie uwagę na gniazda silników, które rozłożone są symetrycznie na spodzie kontrolera lotu.

Sam quadrocopter jest niezwykle lekki jak na Tinywhoopa przystało i bez baterii waży raptem 20 gramów, zaś po włożeniu ogniwa masa rośnie do zawrotnych 26 gramów. W kombinacji z plastikową ramą wyjątkowo trudno jest go uszkodzić, a rozbijając się nim po domu, mamy praktycznie 100% gwarancję, że nie będziemy w stanie spowodować niż żadnych szkód.

Budowa wewnętrzna

Po odkręceniu dwóch śrubek, które trzymają boki kadłuba, możemy go delikatnie zdjąć. Przy demontażu należy pamiętać, że kamera jest do niego przymocowana przy pomocy taśmy piankowej, ale jej przewody są na sztywno przylutowane do kontrolera lotu, więc należy o tym pamiętać rozdzielając obie części.

Na kontrolerze lotu przyklejony jest nasz odbiornik FrSky XM. Antena jest skręcona ze względu na swoją długość. Biegnie ona prawie w całości po powierzchni kontrolera lotu i tylko jej końcówka wychodzi pomiędzy dwoma śmigłami. Jest to część aktywna anteny, a więc ta, która zapewnia właściwą łączność.
Przypominam, że FC jest zintegrowane z nadajnikiem FPV. Z tego względu na płytce znalazły się dwa przyciski. Pierwszy z nich: „BOOT” używany jest, gdy chcemy kontroler lotu wprowadzić w tryb Bootloadera, gdy potrzebna jest podmiana oprogramowania, choć ja sam nigdy nie musiałem z niego korzystać. „FREQ” to z kolei zmiana częstotliwości nadajnika FPV.

Tiny6 ma 16 kanałów, które obejmują wszystkie częstotliwości z pasma RaceBand, większość FatShark i pojedyncze kanały z B i E. Cały zakres przedstawiłem w poniższej tabeli:

Model wykorzystuje diody LED, które znajdują się na kontrolerze lotu, w celu informowania nas o wybranej częstotliwości nadajnika FPV. W tym celu wykorzystuje różne kolory, migając nimi naprzemiennie. Każda z częstotliwości ma przydzielony dwukolorowy kod, który jest podany w instrukcji. Polecam nosić jej zdjęcie ze sobą, abyśmy wiedzieli na jakim kanale obecnie jesteśmy.
Nie do końca podoba mi się ergonomia tego rozwiązania. Po pierwsze, kombinacje kolorów nie mają większego sensu, a po drugie dwukolorowe kody nic nie oznaczają dopóki nie zajrzymy do instrukcji. W tej ostatniej z kolei, podane są tylko częstotliwości, co utrudnia strojenie odbiornika, bo te na ogół pozwalają na wybranie pasma i kanału, a nie samej częstotliwości, a mało kto pamięta, że np. Fatshark, kanał 1 to 5740 MHz. Dużo czytelniej byłoby, gdyby np. jedna dioda oznaczała pasmo (np. czerwony = Raceband), a druga migała tyle razy, ile wynosi numer kanału. W ten sposób bez instrukcji dałoby się ustawić nadajnik. Ostatnim problemem jest to, że kanały nie idą po kolei. Pojedynczy przeskok na kolejną częstotliwości może być już na innym paśmie, co powoduje, że trafienie z Raceband 3 na Raceband 5 może wymagać np. 5 przeskoków. Ani w tym sensu, ani logiki.

Oprócz LEDów od nadajnika, sam kontroler lotu ma dodatkową, niebieską, która sygnalizuje, że jest on zasilany. Z kolei jeśli wybraliście Tiny6 z odbiornikiem FrSky, to XM, który jest zamocowany na wierzchu FC posiada własne dwie diody – czerwoną i zieloną. Nim aparatura połączy się z odbiornikiem, pali się ta pierwsza. Po nawiązaniu łączności między obydwoma urządzeniami zmieni się na zieloną, dzięki czemu będziemy wiedzieć, że kopter odbiera sygnał płynący z aparatury.

Charakterystyka lotu i FPV

Quadrocopter od KingKonga wykorzystuje kontroler lotu z procesorem F3 – najstarszym z tej rodziny, ale całkowicie wystarczającym, żeby poradzić sobie z BetaFlight na całkiem solidnych ustawieniach. Zarówno wyjście kontrolera PID, jak i żyroskopu są ustawione na 4kHz, co oznacza, że wartości obu są wyliczane 4.000 razy na sekundę. Jest to obecnie jedno z najwyższych, bądź najwyższe taktowanie, jakim wspierają się kontrolery lotu i pozwala na błyskawiczną korektę każdego wychylenia. Tak naprawdę w przypadku tego sprzętu ograniczenia mogą być wyłącznie w silnikach szczotkowych i ich bezwładności, a nie samym procesorze, który kontroluje parametry lotu.

Jak wspominałem wcześniej, Tiny6 lata na bateriach 1S (3.7V), co jest normą w TinyWhoopach. Wśród tych ogniw jest duży rozrzut parametru C, który będzie decydował o tym, jaki maksymalnie prąd będzie mógł być pobrany przez silniki. Arytmetycznie rzecz biorąc bateria ma pojemność 250mAh, natomiast C określone jako 30/60C, co oznacza, że w trybie ciągłym kopter może pobierać 7.5A, zaś chwilowo (do 10 sekund) nawet 15A. Tyle teorii, ponieważ w praktyce zdarza się, że quadrocopter dostaje zadyszki szczególnie przy szybszych zwrotach. W moim odczuciu jest to kwestia baterii, ale może to też być wina silników i śmigieł, które mają swoje własne ograniczenia ciągu. W każdym razie przy spokojniejszym lataniu nic się nie dzieje, ale tam gdzie angażujemy wszystkie osie ruchu włącznie z yaw, czyli np. nawrót 180 stopni, daje się zauważyć utratę wysokości i trudność w kompensowaniu gazem (throttle). Dobrze widać to na nagraniu, gdy robię pętle wokół słupków pod koniec filmu.

Warto napisać, że Tiny6 wykorzystuje silniki typu 615, które są powszechne, ale mniejsze niż 715. Wraz z 3-płatowymi śmigłami nie jest to sprzęt do bardzo gwałtownego latania, ale w trybie Acro można pokręcić się nawet na większej powierzchni. Mnie nie udało się wykonać żadnego przewrotu bez utraty przynajmniej 1.5m pułapu, więc jak większość Whoopów będzie to model do pokonywania wcześniej ustalonych tras i wlatywania w inaczej niedostępne zakamarki.

W moim testowym modelu był wyczuwalny problem z jednym silnikiem, który czasami gubił prędkość pracy i powodował lekkie znoszenie lub obracanie koptera. Tego elementu nie brałem pod uwagę przy ocenie, ponieważ było to sporadyczne, ale ponadto Tiny 6 był w powietrzu bardzo stabilny.

W ramach ciekawostki chciałbym też podzielić się inspiracją odnośnie tego, co można zrobić z Tiny6:

Test (bardzo) praktyczny

Tiny 6 towarzyszył mi podczas wizyty w Planecie RC w Gdańskiej Energa Arenie. Jak wypadł na tle QX-ów i innych TinyWhoopów?

Podstawowym problemem jest niestety antena lub sama moc nadajnika. Zastosowanie drucika sprawdza się dobrze, gdy nie ma innych pilotów, ale na miejscu byłem jedynym, który miał tak katastrofalne problemy z wizją, że latanie w zasadzie nie wchodziło w grę. Przy 4 latających kopterach (Raceband 1, 3, 5, 7) z moim będącym na 5 kanale w goglach widziałem prawie wszystko, poza swoim kopterem. Mieliśmy dużą rozpiętość – od anten typu Vee, po koniczynki i dipole. Należy tutaj zwrócić uwagę, że gdy latała tylko część, było już dużo lepiej, więc niewykluczone, że jeden z nadajników szczególnie „siał” akurat na mój kanał. Interesujący byłby również test, który sprawdzałby 4 latające razem Tiny6. Mimo wszystko warto jednak zauważyć, że użytkownicy kamer AiO od Eachine z koniczynkami i Vee na końcu nie narzekali na wizję, więc ewidentnie przyćmili mojego KingKonga Tiny6.

Jeśli chodzi o moc, to jako jeden z dwóch miałem sprzęt z silnikami 615 – najmniejszymi w grupie. Tiny6 spisywał się na bramkach dzielnie, aczkolwiek zwroty i długie proste wymagały trzymania gazu na jakieś 80% lub nawet więcej. Wyraźnie dało się wyczuć, iż do zabawy w „wyścigi”, zaprzęgnięcie sprzętu z większym napędem miałoby po prostu więcej sensu. Nie zmienia to jednak faktu, że Tiny6 bardzo ładnie przechodził przez bramki i pokonywanie nim trasy było łatwe i przyjemne, nie licząc walki z utrzymaniem pułapu ze względu na moc.

Podsumowanie

KingKong Tiny6 to bardzo udany quadrocopter, który przyzwoitym kosztem pozwala wejść w świat latania FPV. Szczególnie teraz, gdy zbliża się zima, pozwala on na zwiedzanie znanych nam zakamarków z zupełnie innej perspektywy bez ryzyka odmrożenia sobie palców albo jesiennego przeziębienia. Kopter ma wytrzymałą i lekką ramę, więc swobodnie możemy się obijać o krzesła i inne przeszkody bez większego ryzyka uszkodzenia sprzętu. Jeżeli któreś z naszych znajomych już lata podobnym, 4 kolory kadłubów i śmigieł zapewnią, że nasza zabawka będzie się odróżniała od pozostałych. Decydując się na droższy zestaw otrzymamy także 5 baterii i specjalną ładowarkę, które zapewniają dobry kwadrans nieustającej zabawy FPV, a to wbrew pozorom wcale niemało. Na pewno nie zaszkodziłoby, gdyby Tiny6 miał jakiś miniaturowy brzęczyk (buzzer) lub podstawowe OSD wyświetlające napięcie baterii, ale są to rzeczy, na które możemy przymknąć oko ze względu na śmieszną zupełnie wagę sprzętu. Sam osprzęt FPV także jest bez zarzutu. Szerokokątna kamera pozwala nam manewrować w ciasnych pomieszczeniach, zaś nadajnik o mocy 25mW wraz z cieniutką anteną radzi sobie dobrze z transmisją sygnału nawet, gdy polecimy dwa pomieszczenia dalej.
Nieco gorzej Tiny6 wypada, gdy wrzucić go w wir wyścigów FPV, ponieważ po prostu brakuje mu nieco mocy do szybszych przelotów, zaś w mrowiu innych anten FPV, jego obraz może zginąć. Jeśli jednak pragniemy polatać w mniejszej grupie lub poćwiczyć latanie w domu lub dowolnym innym pomieszczeniu, Tiny6 wciąż pozostaje bardzo dzielnym kopterem, jeśli szukamy czegoś gotowego do lotu. Alternatywą byłoby wyłącznie złożenie czegoś na własną rękę, lecz tutaj pozostałaby kwestia zmieszczenia się w tym samym koszcie.

Ocena 4Śmigła.pl: 4.5 / 5.0 grade_1grade_1grade_1grade_1grade_1

Kup: Banggood – Kingkong Tiny6

  • marc

    A poleciłbyś co(ś) FPV RTF z WIFI, żeby można mieć obraz na smartfonie? Chciałbym posmakować choć trochę FPV nie idąc w duże koszty. Trafiłem np. na coś takiego: https://www.banggood.com/Eachine-E012HW-Mini-WIFI-FPV-With-Altitude-Mode-2_4G-4CH-6-Axis-RC-Quadcopter-RTF-p-1169324.html?rmmds=category&cur_warehouse=CN
    Myślisz, że warto?

    • marc

      …czy raczej dać sobie spokój i kupić np. Visuo XS809W, który recenzowałeś? Tyle, że to trochę za duży sprzęt do zabawy w małym mieszkaniu :>

      • Visuo będzie ewidentnie za duży na latanie po domu, także odradzam. Nawet jak masz duży dom ;P Chyba, że do ogródka 🙂

    • marc

      Sam sobie w sumie odpowiedziałem przeglądając nagrania tego typu modeli, że FPV po WIFI to raczej gra nie warta świeczki…

      • Jeżeli zależy ci na sterowaniu w oparciu o podgląd na smartfonie to faktycznie po WiFi nie warto, bo są opóźnienia i utrata klatek. Lepiej kupić Eachine E013 za 250 zł i zobaczyć, czy ci się podoba. Zawsze możesz potem go sprzedać. Gwarantuję ci, że trudno nie będzie.

        • marc

          Latałeś tym?

        • Nie, próbowałem przekonać Banggood, żeby mi go przysłali, ale mają focha, więc na razie kupiłem E012. Widziałem jednak w sieci, że E013 jest przyzwoity zarówno pod względem jakości obrazu FPV, jak i samego zasięgu. No nie jest to sprzęt z programowalnym kontrolerem lotu i podobnymi bajerami, ale żeby wytestować FPV stanowczo wystarczy.

        • marc

          I jakie wrażenia z E012? To jest wersja WIFI FPV?

        • E012 kupiłem w zwykłej wersji – bez kamery. Chcę porównać go z E010.

        • marc

          Ten E012 to w jakiej wersji? Zwykły, HC (kamera) czy HW (kamera WiFi)? Szczerze mówiąc, to ja wogóle nie rozumiem, jaki jest sens modeli z kamerą WiFi. Do FPV się to nie nadaje, do nagrywania też nie bardzo bo zazwyczaj nie ma wtedy złącza na kartę SD, prawda?

        • Większe quadrocoptery mają slot na kartę microSD i jednocześnie wysyłają obraz po Wi-Fi. Wtedy ma to sens, bo nie nagrywasz obrazu przesyłanego do smartfona, tylko ten prosto z kamery, co daje ci taką jakość, jaką potrafi zarejestrować sensor. Samo FPV obarczone jest opóźnieniem i niewielkim zasięgiem, więc zgadzam się, że za wiele nie da się z tego wycisnąć, ale tak po prostu jest taniej. Przesyłanie analogowego obrazu po 5.8GHz wymaga albo osobnego odbiornika do smartfona na USB, albo osobnego ekranu z odbiornikiem, co też kosztuje.