Recenzja: ExtremeFliers MicroDrone 3.0

Testując koptery takich marek jak JJRC, czy Eachine, jestem przyzwyczajony do przeciętnej jakości. Oczywiście sam sprzęt lata i trudno czasem mu coś poważnego zarzucić, ale już trzymając w ręku pudełko nie mamy wrażenia, że obcujemy z towarem z wysokiej półki. Extreme Fliers usiłuje znaleźć się dokładnie na przeciwnym biegunie i wypuszcza już trzecią edycję swojego koptera – MicroDrone 3.0. Jest to sprzęt, który już samym pudełkiem stara się powiedzieć – kupujesz produkt dobrej jakości. Zaglądając do środka powinno więc być tylko lepiej, szczególnie że w pełnym wariancie musimy za niego zapłacić 195 USD. W tej samej cenie z Banggood możemy zamówić Eachine Falcona 250 Pro, czy Wizard X220 wraz z aparaturą. Alternatywnie pozostaje XK X350, czy HolyBro Shuriken 250 – ten ostatni bez radia. Wszystkie modele, które wymieniłem kosztują tyle bez VAT. Jeśli go doliczyć to wciąż możemy polatać Hubsanem H501C. Wszystkie te modele mają bezszczotkowe silniki, a ten ostatni nawet GPS. Czy MicroDrone 3.0 produkowany w Europie jest w stanie stanąć z nimi w konkury? Sprawdźmy!

Uwaga! Moje wymagania odnośnie tego quadrocoptera są równie wysokie, jak jego cena. Niektórzy mogą uznać fragmenty tej recenzji za czepianie się, ale tak znaczna kwota na zakup quadrocoptera daje bardzo szerokie pole wyboru odnośnie dostępnych modeli. ExtremeFliers powinno więc dołożyć wszelkich starań, aby konkurować z innymi producentami. Mam nadzieję, że moja motywacja spotka się ze zrozumieniem.

W pudełku

Wspomniane wcześniej pudełko produktu ExtremeFliers nie jest krzykliwe, a jego minimalistyczny design jest rozwiązaniem, które stosują inne duże marki. Podejście charakterystyczne np. dla Apple dobrze się sprawdza. Gdy byłem na targach, trudno było przejść obojętnie obok stoiska, na którym stały duże białe pudełka, z wyeksponowanym na froncie quadrocopterem i paroma drobnymi napisami. Tylko i aż tyle.

Zestaw, który recenzuję to tzw. ComboPack, który zawiera nie tylko sam quadrocopter, ale także kamerę 720p z Wi-Fi, uchwyt do smartfona i gogle w standardzie Google Cardboard. Rozpakowując pierwszy karton, tak naprawdę dopiero docieramy do mniejszych pudełek, które kryją wspomniane akcesoria i sam quadrocopter.

Największe pudełko z modelem otwiera się poprzez odchylenie wieczka. Ma to swój cel – chodzi o to, że zaraz po jego otwarciu wita nas sam quadrocopter. Nie jest to sformułowanie przypadkowe – w górnej części pojawia się napis „Hello”, a w białej tekturze zanurzony jest model, który możemy obejrzeć w całej okazałości.

Pod spodem znajdują się akcesoria. Również one są doskonale wyeksponowane w specjalnie do nich dostosowanej wyprasce z PET. Jak widać, czekają na nas zapasowe śmigła, ładowarka na krótkim kabelku microUSB, sama bateria oraz osłony na śmigła.

Na samym spodzie pudełka znajdujemy aparaturę. Ponownie nieźle wyeksponowana, z dużym logiem ExtremeFliers. Spośród wszystkich elementów robi ona wizualnie najmniejsze wrażenie, ale nie wysnuwajmy pochopnych wniosków.

Wśród pozostałych pudełek znajdziemy kamerę 720p, którą możemy doczepić do quadrocoptera.

Tak jak i pozostałe elementy, jest umieszczona w specjalnie do niej dopasowanej wyprasce.

Kolejnym, nie ostatnim jeszcze akcesorium, jest uchwyt na smartfona.

Podobnie, jak kamera, znajduje się on w specjalnej wyprasce.

Na końcu wypada jeszcze wspomnieć o goglach w standardzie Google Cardboard. Jest to najtańsze i najprostsze rozwiązanie pozwalające wykorzystać smartfona do wyświetlania obrazu stereoskopowego. Gogle składają się z odpowiednio przyciętego kartonu oraz dwóch soczewek przez które będziemy patrzeć na ekran. ExtremeFliers proponuje wykorzystać to akcesorium do FPV, ponieważ kamera MicroDrone 3.0 ma Wi-Fi i pozwala na transmisję obrazu do smartfona przy pomocy stworzonej przez producenta aplikacji.

Bateria dostarczona przez producenta ma pojemność 550mAh i jest to typ 1S (3.7V). Co ciekawe jest to ogniwo litowo-jonowe o maksymalnym prądzie rozładowania 20C, czyli w tym przypadku 11A. ExtremeFliers zdecydowało się na użycie niestandardowej baterii, więc zarówno jego kształt, jak i stosowane złącze zmuszą nas niestety do zakupienia dodatkowych wyłącznie u producenta.
Czas ładowania wynosi około 45 minut, co jest dość zdrowe dla baterii.

Samo złącze ma 3 piny i niektórzy na zdjęciu pewnie poznają, że jest to wtyk żeński, który jest identyczny, jak te stosowane w serwach. Raster wynosi 2.54mm, co potwierdza „typowość” złącza. Nie jest to jednak rozwiązanie, które widuje się w bateriach i tutaj producent miał specjalny powód. Jak już wspomniałem, ogniwo podłączamy złączem 3-pinowym, a przecież bateria 1S nawet nie ma balansera. Skąd więc dodatkowy pin oprócz ‚+’ i ‚-‚? Otóż bateria nie tylko zasila quadrocopter oraz kamerę FPV, ale jeszcze przenosi między nimi dane.

Aby to zrozumieć, trzeba spojrzeć pod spód baterii. Ma ona 3 okrągłe wycięcia – każde z nich połączone jest z jednym pinem na wejściu ogniwa. W wycięciach znajdują się metalowe blaszki, które są dodatkowo magnetyczne – wystarczy przytknąć do nich kamerę, a obie części połączą się ze sobą.

O ile dwa z tych złącz zajmą się dostarczaniem zasilania (VCC i GND) o tyle trzecie będzie służyć przenoszeniu informacji pomiędzy kamerą, a quadrocopterem. Tutaj należy się spore uznanie dla producenta, ponieważ tym zabiegiem pozbawił kamerę przewodu, którym normalnie podłączało się ją do koptera. W przypadku MicroDrone 3.0 montaż jest tak prosty, jak przyczepienie kamery do baterii. Od razu jest ona gotowa do pracy.

Ładowarka posiada 3-pinowe złącze męskie pasujące do baterii. Jest to nic innego, jak potrójny wtyk goldpin, jaki często daje się spotkać w elektronice, jak również w gniazdach na złącza od serw np. w odbiornikach RC. Samą ładowarkę zasilamy poprzez złącze microUSB. Producent dostarcza na początek niezwykle krótki przewód zakończony z drugiej strony typowym złączem USB, abyśmy mogli podłączyć ładowarkę np. do komputera.

Proces ładowania jest oznaczony przez dwie diody. „Power” oznacza oczywiście zasilanie i informuje nas, czy sama ładowarka jest podłączona do prądu. Druga dioda („Charging”) pokazuje, czy bateria jest w trakcie ładowania. Jeśli tak, będzie migać na czerwono. Po zakończeniu procesu zapali się na zielono.

Producent nie zapomniał też o zapasowych śmigłach. W przypadku MicroDrone 3.0 dostajemy 2 komplety. Jeden zapasowy do zwykłego latania oraz dodatkowe śmigła do latania odwróconego (inverted flying). Te ostatnie, w przeciwieństwie do podstawowych, są w pełni symetryczne i to właśnie one umożliwiają quadrocopterowi poruszanie się „do góry nogami”. Oczywiście producent nie zapomniał też o kluczu do zdejmowania śmigieł, co jest bardzo miłym gestem.

Budowa

MicroDrone 3.0 to minimalistyczny, ale przy tym ciekawy design. Quadrocopter składa się z plastikowej ramy i nakładanej na nią błyszczącej kopuły. Przód i tył modelu rozpoznajemy wyłącznie na podstawie koloru śmigieł.
Ramiona jako jedyne są z kolei wykonane z aluminium. Cienkie i lekkie, a jednocześnie solidne.

Na końcu ramienia znajduje się mocowanie, w którym osadzono silnik. Jest on z każdej strony otoczony, co zmniejsza ryzyko mechanicznego uszkodzenia. W rozwiązaniach bez przekładni stosuje się śmigło wciskane na ośkę i w tym przypadku nie jest inaczej.

Nóżki, na których opiera się quadrocopter integralną część mocowania. Zakończone są gumką, która ma amortyzować kontakt z podłożem.
Pod silnikiem znajdują się z kolei diody. Są one wpuszczone w otwór u dołu mocowania.

Od spodu ramienia znajduje się też wypust, na którym zamocujemy osłonę śmigieł. Będzie się ona trzymać nie tylko na nim, ale także na korpusie silnika. Wygoda ich montażu jest mocno wątpliwa, ponieważ musimy jednocześnie założyć osłonę na wypust oraz złapać obejmą silnik. Szczerze mówiąc, przy pierwszej z nich miałem obawy, że coś połamię – z drugą poszło nieco łatwiej. Być może moje obawy są niepotrzebne, a montaż bez śrubek ma przecież swoje zalety, ale wysoka cena stawia także duże wymagania odnośnie wykonania.

Same osłony są nietypowe, ponieważ jest ich para i każda obejmuje dwa ramiona na raz. Ich grubość i kształt zmienia się w całym przebiegu tak aby wprowadzić odpowiednią sztywność i jednocześnie ograniczyć wagę.

Osłony są specjalnie wygięte w taki sposób, żeby obejmować nie tylko boczne krawędzie koptera, ale także chronić śmigła od góry.

Prześwit pomiędzy śmigłami, a samą osłoną jest dość duży. Jednocześnie rozpórki, na których jest mocowana, są relatywnie cienkie i łatwo poddają się podczas uderzenia. W trakcie moich, umiarkowanie agresywnych testów nie udało mi się ich jednak połamać, więc generalna ocena pozostaje na plus.

Spód quadrocoptera jest całkowicie płaski. Pod spodem widzimy jedynie złącze 3-pinowe do podłączenia baterii oraz każde z ramion, które wchodzi w mocowanie wewnątrz ramy.

Podłączanie baterii stanowi wcale niełatwą sztukę. Producent zrezygnował z luźnego przewodu na rzecz całkowicie sztywnego złącza. Niestety powoduje to, że nieumiejętne wpinanie baterii spowoduje wygięcie pinów po stronie kontrolera lotu. Na szczęście łatwo daje się je wyprostować, ale moim zdaniem cały sposób podłączania ogniwa jest raczej nietrafiony. Po paru próbach nauczyłem się wciskać baterię na tyle mocno, żeby trafiała w piny kontrolera lotu, ale wciąż miewam wątpliwości, czy na pewno połączenie jest prawidłowe. Procedura wpinania baterii wymaga lekkiego wygięcia tylnej części kadłuba, aby zrobić miejsce na jej złącze, co nie jest oczywiste.

Diody są jasne i najlepiej widoczne, gdy patrzy się od spodu. Niestety już z boku ich klarowność jest sporo mniejsza.

Przód koptera znajduje się tam, gdzie czarne śmigła. W konsekwencji tył to czerwone śmigła i niebieskie diody. Jedyny powód dla tak dziwnej kombinacji to jasność LEDów, która w przypadku białych i niebieskich jest po prostu największa spośród dostępnych kolorów.

Budowa wewnętrzna

Dostanie się do wnętrza MicroDrone 3.0 jest niezmiernie łatwe. Wystarczy tylko zdjąć kopułkę, która trzyma się na ramionach. Wymaga to lekkiego jej powyginania, ale nie ma się co martwić – nie pęknie.

Po zdjęciu kopułki ukazuje się nam bardzo uporządkowany kontroler lotu. Z wierzchu widzimy antenę oraz 4 gniazda, w które wpięte są przewody idące od ramion. Kontroler lotu zamocowano do głównej płyty 4 śrubkami, które przy okazji trzymają ramiona.

Producent nie przewidział rozbierania mocowania, więc w częściach zapasowych figuruje całe ramię wraz z silnikiem i LEDem. Wszystkie przewody puszczone zostały wewnątrz aluminiowego profilu, więc nie ma szans ich uszkodzić.

Wymiana ramienia jest bardzo prosta i opiera się na wykręceniu śrubki, która je trzyma (w narożniku kontrolera lotu), wypięciu wtyczki oraz wreszcie wysunięciu całego elementu. Należy pamiętać, że ze względu na kierunek obrotu silnika i kolor diody, producent przewiduje 4 różne typy ramion i trzeba zwracać uwage, który będziemy chcieli zamówić.

ExtremeFliers zastosowało 4-pinowe złącze pomiędzy ramieniem, a kontrolerem lotu. Dzięki temu silnik i LEDy podłączamy razem. Daje to mniejszą plątaninę kabli, ale zwiększa koszty napraw, bo musimy wymienić całe ramię wraz z silnikiem i diodą.

Jeśli zechcemy zdemontować kontroler lotu to także nie jest to trudne. Wystarczy odkręcić wszystkie 4 śrubki, które trzymają jednocześnie ramiona i po prostu wypiąć wszystkie 4 wtyczki. Należy pamiętać, że kontroler jest oparty na 4 gumkach-podkładkach, więc polecam ich nie zgubić.

Aparatura

W zestawieniu z wyglądem samego quadrocoptera, aparatura wypada blado. Wykonana została z dość tandetnego plastiku, lub czegoś podobnego. Obudowa jest cienka i dość lekka – nie budzi specjalnego zaufania swoją solidnością wykonania. Wszystko to kontrastuje z 3-pozycyjnymi, metalowymi przełącznikami, które spotyka się w aparaturach typowo modelarskich. Dlaczego zdecydowano się na tak wykluczające się jakościowo połączenie – nie rozumiem. Zważywszy na cenę zestawu, cięcie jakichkolwiek kosztów w tym względzie jest nieporozumieniem.

Rozkład elementów na aparaturze jest całkowicie typowy. Plastikowe manipulatory są otoczone przez przyciski do trymowania. Każdy z tych ostatnich pracuje w jednej płaszczyźnie – w pionie lub poziomie i daje się przechylać w obie strony. Producent przewidział korektę dla wszystkich 4 kanałów sterowania.
Dokładnie na środku aparatury znajduje się też suwany w pionie włącznik.

Manipulatory są przeciętnej długości i pozwalają na w miarę wygodne sterowanie. Zakończone są charakterystycznymi ząbkami, ale nie dają one całkowicie pewnego oparcia kciukom. Jeśli wolimy szczypać (ang. pinching) to manipulatory powinny nam bardziej przypaść do gustu, ponieważ mają na całej długości nacięcia, dzięki którym łatwiej je trzymać.

W dolnej części znajdziemy wyświetlacz oraz zestaw przycisków, które pozwalają nam wpłynąć na działanie koptera i aparatury. Dużą zaletą jest opisanie wszystkich z nich, dzięki czemu nie musimy się domyślać ich funkcji.
Zaczynając od lewej, jest to „Standard / Stunt mode”, który zmienia zachowanie modelu przy maksymalnym wychyleniu prawego manipulatora. W trybie Standard leci on po prostu z pełną prędkością, natomiast „Stunt” oznacza, że skrajna pozycja powoduje wykonanie przewrotu w jeden z czterech kierunków. Nie jestem przesadnym zwolennikiem tej opcji, a jest to jedyny sposób wykonywania tego manewru. Na plus jednak zaliczam fakt, że w przypadku MicroDrone 3.0 włączanie i wyłączanie przewrotów jest oddzielone od zmiany tempa lotu.
Drugi z suwanych przycisków pozwala nam zmienić tryb pracy aparatury z Mode 2 na 4 i z powrotem. Oznacza to zamianę kanałów Yaw i Roll pomiędzy manipulatorami. W przypadku Mode 2 Yaw jest po lewej stronie, Roll po prawej, natomiast w Mode 4 odwrotnie. Jeżeli nie lataliście wcześniej niczym innym i nie macie już wyuczonych odruchów z innych trybów polecam trzymać się Mode 2.

Prawa strona to z kolei zwykłe przyciski. „Function” pozwala włączyć i wyłączyć LEDy pod silnikami, czyli oświetlenie koptera. „Smart Orientation” to inna nazwa „Headless mode”, czyli trybu, w którym kierunki lotu (lewo-prawo, przód-tył) są niezmienne od bieżącego obrotu quadrocoptera. Tych, którzy liczyli, że działa on lepiej, niż w innych modelach uspokoję – jest tak jak zwykle, czyli po parunastu obrotach wokół własnej osi kopter „gubi” oryginalny kierunek gdzieś o 30 stopni. Ostatnia opcja to „Return”, czyli po prostu lot w tył, z uwzględnieniem Headless mode. Jeżeli ustawiony w tym trybie pierwotny kierunek nie uległ obróceniu to kopter będzie faktycznie leciał w tył (odpowiednik pociągnięcia prawego manipulatora do siebie). Jeśli Headless Mode się pogubi to kopter poleci wciąż zgodnie z jego wskazaniem. Tutaj żadnego zaskoczenia nie ma. Zaletą aparatury jest to, że Headless mode ma osobną diodę obok przycisku, która pali się, gdy go włączymy.
Na plus zasługuje również fakt, że producent rzetelnie wyjaśnia w instrukcji, w jaki sposób działa „Smart Orientation” i „Return”. Szczególnie w przypadku tej drugiej funkcji ExtremeFliers wyjaśniają, że quadrocopter poleci w tył i może nas minąć, jeżeli nie będziemy stali akurat w osi jego lotu. Nie ma tu zabiegów, w których producent próbuje na wmówić, że tryb działa inaczej niż w rzeczywistości, co bardzo cieszy, gdyż jest to wyjątek od reguły.

Wyświetlacz znajdujący się w dolnej części pokazuje nam podstawowy zestaw informacji o aparaturze. Największy, numeryczny wskaźnik to stopień wychylenia dla jednego z manipulatorów. Jak wiemy kanały sterowania są 4: Throttle, Yaw, Roll, Pitch. Numeryczny odpowiednik pokazany jest w lewym-górnym rogu (np. CH1) zaś stopień wypełnienia od 0 do 100% znajduje się właśnie dokładnie pośrodku ekranu. U góry mamy wypisany tryb aparatury – Mode 2 lub Mode 4. To akurat zdaje się nadmiarowe, ponieważ pozycja suwanego przełącznika pozwala nam odczytać tę samą informację. W prawym-górnym rogu znajduje się z kolei wskaźnik naładowania baterii, który ma w sumie 4 kreski pozwalające nam z grubsza ocenić, kiedy je wymienić.
Elipsa u dołu to z kolei wskaźnik tempa lotu. Jeżeli jest pusta w środku to jest to tryb najwolniejszy. Następnie wypełnia się ona w połowie, by przy opcji „Insane” prezentować się tak, jak na zdjęciu.

W górnej części aparatury najbardziej w oczy rzuca się logo producenta.
Poniżej znajduje się czerwona dioda pokazująca nam stan zasilania i sparowania z kopterem. Po włączeniu miga, a zapala się w sposób ciągły, gdy zbindujemy aparaturę z modelem.

Prawy górny róg zawiera przełącznik trybu odwróconego. Przestawienie go powoduje, że quadrocopter wykonuje pół pętli i zaczyna latać dołem do góry. Należy przy tym pamiętać, że można go używać wyłącznie z drugim kompletem dołączonych śmigieł. Te zwykłe nie są symetryczne i nie zapewniają wystarczającego ciągu, aby utrzymać kopter w powietrzu.

Na przedniej ściance, po prawej stronie znajduje się z kolei 3-pozycyjny przełącznik. Odpowiada on za prędkość lotu. Producent bardzo wyraźnie oznaczył i ten element, więc w przeciwieństwie do innych kopterów, nie mamy wątpliwości do czego służy. To, czy nazewnictwo odpowiada rzeczywistości ustalimy w sekcji „Charakterystyka lotu”.

U szczytu aparatury znajduje się antena, która daje się łamać pod kątem 90 stopni i obracać w zakresie 180.

Wyprowadzenie anteny na zewnątrz jest dobrym pomysłem, ale doświadczenie z Tarantuli kazało mi zweryfikować, czy nie jest to wyłącznie „wydmuszka”. Końcówka anteny jest gumowana, więc bez większego wysiłku udało mi się ją zdjąć. Jak myślicie – co znalazłem w środku? Jeśli powiedzieliście – „nic” – to jest to poprawna odpowiedź. Aparatura w quadrocopterze za niemalże 100 dolarów tylko udaje, że ma porządną antenę 2.4GHz. Nie jest to zbyt poważne ze strony producenta!

Baterie wkładamy jak zawsze od spodu. Klapka, pod którą się znajdują, ma zarówno zaczep, jak i śrubkę, która zapobiega jej przypadkowemu otwarciu.

Do zasilania potrzebujemy 4 baterii AA, czyli popularnych „paluszków”.

Kamera

Kamera, którą otrzymujemy w zestawie z MicroDrone 3.0 według deklaracji producenta rejestruje obraz w rozdzielczości 720p. Jednocześnie posiada ona Wi-Fi, które pozwala nam na podgląd obrazu na żywo na ekranie smartfona. Antena podobnie jak w innych modelach jest poprowadzona wzdłuż obudowy i trzymana przy pomocy klipsu.

Dwie diody – czerwona i zielona pokazują jej stan. Niestety w przypadku 3 kart MicroSD, które testowałem – kamera zachowywała się marudnie i nie chciała nic na nich zapisywać. Tutaj przepraszam wszystkich, którzy spodziewali się oczywistego, czyli nagrań z lotu. Po 3 próbach i sporym wysiłku w opisanie pełnego spektrum funkcji tego koptera straciłem całe serce, żeby rzetelnie rzucić się jeszcze w wir testowania urządzenia rejestrującego obraz. W tym miejscu pragnę za to serdecznie przeprosić.

Kamera ma ruchomy obiektyw, który możemy pochylić, ale daje się skierować ją jedynie w dół. Maksymalne wychylenie w górę jest równe z kadłubem, więc latanie FPV musiałoby odbywać się przy niewielkim pochyleniu koptera, aby widzieć to, co jest przed nami.

Sporą zaletą MicroDrone 3.0 jest możliwość wykorzystania kamery niezależnie od samego koptera. Wystarczy ją połączyć z baterią, a natychmiast będzie gotowa do pracy. Żeby nią sterować potrzebujemy oczywiście połączenia z jej siecią Wi-Fi oraz aplikacji MicroDrone.

Aplikacja mobilna

Quadrocopterowi od ExtremeFliers towarzyszy aplikacja mobilna nazywająca się po prostu „MicroDrone”. Jest dostępna zarówno na Androidzie, jak i iOS. Posiada ona szereg funkcji, które pozwolą nam w pełni wykorzystać możliwości naszego nowego zakupu. Główny ekran pozwala na wybór jednej z 3 opcji: „Learn”, „Fly” lub „Review”.

Pierwsza z nich zawiera parę materiałów wideo, które pozwolą nam nauczyć się podstaw sterowania, korzystania z FPV, wykonywania przewrotów, jak również wyjaśnią nam jak działa Headless Mode, nazywany tutaj „Smart Orientation”. Uważam, iż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ zamiast suchej instrukcji otrzymujemy tutaj pełny pokaz możliwości i sposobu obsługi koptera. Duży plus za to, że producent przygotował tego typu materiał.

Z kolei ostatnia – „Review” pozwala nam na dostęp do nagranych przez nas materiałów. Znajdują się tam zarówno zdjęcia, jak i filmy. Należy przy tym zauważyć, że jest to materiał, który został nagrany z tego, co kopter przesyłał do smartfona. Niezależnie od tego, kamera rejestruje wideo na karcie microSD, jeżeli takową włożyliśmy.

Oprócz podglądu danego filmu, czy zdjęcia, mamy także możliwość udostępniania go w ramach zainstalowanych na smartfonie aplikacji. Film możemy wysłać zarówno do Youtube, jak i wrzucić na DropBox, czy dołączyć do E-Maila. Jest to niewątpliwie opcja, która przypadnie do gustu wszystkim, którzy lubią dzielić się zarejestrowanymi materiałami od razu po nagraniu. Należy jednak pamiętać, że mówimy o obrazie, który był strumieniowany do aplikacji przez Wi-Fi, więc jego natywna rozdzielczość to 640×360, czyli 360p – dokładnie połowa 720p. Jeśli będziemy chcieli podzielić się materiałem w pełnej jakości i tak będzie trzeba podłączyć kartę microSD z kamery do komputera, bądź tabletu.

Najważniejszą z opcji jest oczywiście „Fly”. Tutaj dostajemy dość sporo możliwości kontroli koptera. Interfejs, nie licząc paru szczegółów jest taki sam, jak w pozostałych modelach z kamerą Wi-Fi. Na środku znajdują się dwa wirtualne manipulatory, którymi możemy sterować quadrocopterem. Niestety ze względu na opóźnienie i brak fizycznego poczucia wychylenia manipulatora sterowanie jest trudne i niewygodne. Producent próbował to uprościć np. poprzez wyśrodkowanie obu manipulatorów tam, gdzie położyliśmy palec na ekranie, ale w praktyce jest to dalej niezbyt pomocne.
Niewątpliwą natomiast zaletą jest to, że w aplikacji możemy przestawić metodę sterowania, a kopter jednocześnie współpracuje z aparaturą i smartfonem. W przypadku niektórych modeli wymagało to sparowania wpierw kontrolera, ale wtedy nie dało się sterować z telefonu. Bywało też odwrotnie i smartfon połączony z kamerą uniemożliwiał podłączenie aparatury. Tutaj mamy pełną transparencję współpracy obu urządzeń, więc kolejny plus za techniczne rozwiązanie.

Gdy kamera quadrocoptera jest sparowana ze smartfonem, podgląd pokazuje się na pełnym ekranie. Możemy wybrać podgląd, na którym są widoczne wirtualne manipulatory, albo zrezygonować z dodatkowych elementów, jeśli sterujemy poprzez aparaturę. Decydując się na obsługę poprzez smartfon, możemy regulować na ekranie ustawienie trymów, a także włączyć nagrywanie, czy zrobić zdjęcie.

Dwie ostatnie opcje są szczególnie istotne o tyle, że powodują one zarejestrowanie obrazu, który jest przesyłany do smartfona, ale nie włączają nagrywania na kartę SD. Z tego względu z jednej strony nagranie będziemy mieli od razu na urządzeniu, ale w zamian o połowę niższej jakości, niż możliwa do uzyskania przez kamerę. Zdjęcia mają wspomnianą już rozdzielczość 640×360, czyli niepełne VGA (ok. 0.3 Megapixela).

Podobnie ma się sprawa z nagraniami, których płynność będzie zależała od połączenia naszego koptera ze smartfonem. Jeżeli „zgubimy” sygnał Wi-Fi, obraz „zamarznie” i tak też się nagra. W przypadku rejestrowania wideo na kartę SD w kamerze, będzie ona nagrywać cały czas w 720p. Nagranie ze smartfona umieszczam poniżej.

Z głównego ekranu aplikacji możemy przejść do opcji. Co ciekawe pierwszą z nich jest wyłączenie akcelerometru, czyli przejście de facto w tryb Acro, czyli bez stabilizacji w pozycji zawisu. Możemy także włączyć „Smart orientation”, czyli tryb Headless, który wart jest niestety tyle samo, co w innych modelach. Z początku działa, ale po minucie latania widać, że kierunki zaczynają się przesuwać i lot w tył zamienia się z lotem w bok. Niestety bez magnetometru najwyraźniej nie da się tego rozwiązać lepiej, bo wszyscy producenci mają ten sam problem. Dalej pojawia się zmiana trybu z Mode 2 na Mode 4, czyli zamiana osi Yaw i Roll pomiędzy manipulatorami. W Mode 2 Yaw (obrót wokół osi pionowej) jest na lewym drążku, razem z Throttle, czyli gazem. Z kolei w Mode 4 „przeskakuje” na prawy. Jeżeli nie macie jeszcze twardych przyzwyczajeń z wczesnych lat Waszej przygody z modelarstwem to polecam trzymać się Mode 2.
Inertia również jest ciekawą opcją i pozwala na prostą regulację tego, na ile płynnie będą reagować wirtualne manipulatory. Im bardziej Inertia będzie przesunięte na Fast, tym gwałtowniej kopter będzie się zatrzymywał i szybciej reagował. Jeżeli pójdziemy w stronę Slow, będzie on mocniej „pływał”, ale przez to bardziej wybaczał nieumiejętne sterowanie z użyciem ekranu dotykowego.
Opcje w prawej kolumnie pozwalają ukryć przyciski do trymowania i wybrać sprzęt, który ma służyć nam do sterowania, o czym pisałem wcześniej. Po połączeniu z kamerą przez Wi-Fi możemy wybrać, czy chcemy mimo to sterować aparaturą i wykorzystać ekran tylko do podglądu, czy kierować modelem w całości z użyciem smartfona. Opcja ta jest dość unikalna, ponieważ pozostali producenci wymagają odpowiedniej kolejności parowania, aby sterować jednym lub drugim urządzeniem – tutaj możemy to zmienić w trakcie.

Aplikacja nie jest idealna i najlepiej sprawuje się, gdy wpierw połączymy się z siecią Wi-Fi rozgłaszaną przez kamerę (nazwa zaczyna się od „MD3.0”), a dopiero potem uruchomimy aplikację. Próbowałem kolejności odwrotnej i w moim przypadku udało mi się doprowadzić do następującego efektu:

Gogle do FPV

MicroDrone 3.0 ma w zestawie gogle w standardzie Google Cardboard. Zgodnie z nim są one wykonane w całości z kartonu, nie licząc soczewek oczywiście. Należy je najpierw złożyć, co nie jest specjalnie skomplikowane.

Z przodu znajduje się kieszonka na smartfona. Gogle mają u góry rzep, który musimy rozpiąć, żeby pochylić przednią część. Na niej układamy następnie telefon. To on służy za wyświetlacz. Aplikacja MicroDrone pozwala zmienić tryb pokazywania obrazu na taki, który jest kompatybilny z goglami. Ekran jest wtedy dzielony na pół, a obraz zdublowany i odpowiednio zniekształcony, aby po przepuszczeniu przez soczewki wyglądał właściwie.

Kartonowe gogle nie są specjalnie wygodne i wyraźnie uciskają twarz, ponieważ nie ma w nich miejsca na żadną gąbkę, czy inne zmiękczenie. Całość jest więc dobra do krótkiej zabawy – mniej więcej tyle, ile wynosi czas lotu koptera na baterii. Zważywszy jednak na wspomniane już opóźnienie wyświetlania obrazu – nie będziemy zapewne z nich za często korzystać.

Soczewki w goglach wykonane są prawdopodobnie z plastiku, akrylu, bądź czegoś podobnego. Wystarczy to jednak, żeby było widać obraz wyświetlany przez nasz smartfon. Wspominałem już, że latanie FPV obarczone jest opóźnieniem, więc gogle również należy traktować w kategoriach atrakcji, a nie realnej opcji. Na plus natomiast pozostaje fakt, że Google Cardboard można zastosować również poza aplikacją MicroDrone i np. oglądać filmy na YT w wersji 360, co jest naprawdę ciekawym doświadczeniem. Sprzęt nie jest drogi, ale wraz z zakupem koptera możemy od razu doświadczyć uproszczonego VR, czyli wirtualnej rzeczywistości.

Charakterystyka lotu

Z racji tego, że obraz wart jest tysiąca słów – poniżej materiał, w którym obiektywnie widać jak lata MicroDrone 3.0 🙂

Podsumowanie

ExtremeFliers to dobry quadrocopter. Niestety za takie pieniądze oczekuje się produktu, który jest wybitny. Za taką kwotę możemy kupić Hubsana z bezszczotkowymi silnikami i GPS albo MJX Bugs 3 wraz kamerą Full HD (np. Ekenem) i wciąż wyjdzie taniej. Nie można natomiast odebrać MicroDrone 3.0 tego, że jest dobrze wyposażony i generalnie dopracowany. Liczba akcesoriów, które otrzymujemy w zestawie jest naprawdę imponująca, a całość dostarczona w sposób naprawdę nienaganny. Produkt jest też pełen innowacji takich jak magnetyczne złącze między kamerą i baterią, czy gogle do smartfona dające namiastkę FPV. Jednocześnie 3-pinowe złącze zasilania, które łatwo jest wygiąć podczas podłączania ogniwa jest fatalną decyzją projektową. Produkt jest przeznaczony dla młodszych niż ja, którzy nie będą wykazywać tyle ostrożności podczas użytkowania. Z kolei dołączone kartonowe gogle są niezłym bajerem, ponieważ można z nich korzystać także w innych aplikacjach np. Youtube, a tego nie dostaniemy z żadnym innym kopterem. Niestety obiecane latanie FPV jest mocno wątpliwe ze względu na opóźnienie przesyłania obrazu, które jest nieakceptowalne, aby rozsądnie reagować na to, co dzieje się w trakcie lotu. Producent zdecydował się na mocne silniki, ale bez przekładni, co daje przyzwoitą moc, ale jednocześnie nawet w instrukcji podane jest, że model powinien latać albo z osłonami, albo kamerą. I faktycznie, w pełni obciążonemu brakuje mocy. Problem w tym, że śmigła bez osłon mogą łatwo spaść, a znalezienie ich w trawie jest prawie niemożliwe. Na koniec pozostaje jeszcze koszt eksploatacji, który w przypadku tego producenta jest dość wysoki, a części zamiennych nie dostaniemy w żadnym innym sklepie. Na nasze warunki, gdyby model miał cenę ściętą do połowy to byłby ciekawą opcją, ale w przypadku pełnej kwoty może być raczej drogą zabawką, niż realnie rozważanym zakupem.

Moja ocena jest mocno subiektywna zgodnie z tym, co napisałem na początku. Za kwotę 200 Euro spodziewałem się modelu nienagannego, ale takim MicroDrone 3.0 nie jest niezależnie od innowacyjnych rozwiązań, czy całkiem przyzwoitej aplikacji. Jeżeli pieniądze nie stanowią dla Was problemu to oczywiście będziecie mieć z nim sporo zabawy, ale ja rozważyłbym zakup MJX Bugs 3 wraz z kamerą Eken H9, czy nawet MJX Bugs 2W i wciąż będzie to tańszy wybór.

Ocena 4Śmigła.pl: 4 / 5 grade_1grade_1grade_1grade_1grade_0

Kup: ExtremeFliers – MicroDrone 3.0