Recenzja: Cheerson CX-70

Co pewien czas na rynku pojawia się quadrocopter, który nie przypomina nic, co znaliśmy wcześniej. Cheerson CX-70 jest sprzętem, który na każdym kroku kwestionuje dotychczasowe rozwiązania i może budzić skrajne emocje zależnie od grupy wiekowej. Nie należy ukrywać, że opisywane urządzenie jest skierowany do młodszych użytkowników, dla których latanie będzie mniej istotne, niż zwrócenie uwagi kolegów i koleżanek. Quadrocopter wraz z osprzętem możemy bowiem nosić na nadgarstkach, jak przerośnięty zegarek i w ciągu paru chwil uruchomić jako w pełni funkcjonalny quadrocopter. Przypomina mi to czasy gadżetów z „Kaczora Donalda”, które w założeniu miały być „szpiegowskie”. Jeśli już latacie quadrocopterami to pewnie CX-70 nie przekona Was do siebie swoimi parametrami i wyglądem, natomiast szukając czegoś, co zwróci uwagę Waszej pociechy, przeczytajcie tę recenzję, bo może się okazać, że znaleźliście dobry prezent.

Model dostarczony do testów przez TomTop – dziękuję!

W pudełku

Cheerson CX-70 przychodzi w ciężkim i naprawdę eleganckim pudełku. Kartonowa część jest wsunięta na bardzo ładnie wykończony karton. Jeżeli kupowaliście baterie Turnigy Graphene to będziecie wiedzieć o czym mówię. W stosunku do testowanych przeze mnie produktów ten jest jednym z najbardziej wyróżniających się jeśli chodzi o opakowanie i jego jakość. Rozpakowując sprzęt od razu poczułem, że mam do czynienia z produktem wysokiej jakości.

Tył pudełka bardzo skutecznie zwraca naszą uwagę na nietypowe rozwiązania zastosowane w tym modelu i opisuje jego podstawowe funkcje. Wszystko okraszone kolorowymi ilustracjami i opisem aplikacji, którą możemy ściągnąć zarówno na platformy Android, jak i iOS.

Kody QR do obu programów znajdziemy na z boku pudełka. Jest to szybka i łatwa metoda ściągnięcia i instalacji aplikacji do kontroli modelu ze smartfona.

Obie części pudełka rozkładają się na boki ukazując nam nietypowy w kształcie quadrocopter zanurzony w gąbce, która została idealnie do niego docięta.

Pod quadrocopterem i tekturą, która oddziela górną i dolną część pudełka znajdziemy aparaturę, ładowarkę, narzędzia, zapasowe śmigła i … zegarek. Do niego jeszcze wrócę, ponieważ z początku dodatek ten wydaje się niezrozumiały, ale wraz z tym, jak zaczniemy się bawić CX-70 niczym klockami LEGO – rzecz staje się zupełnie jasna.

Nim przejdziemy do opisu quadrocoptera, spójrzmy jeszcze raz na wszystkie elementy, które możemy znaleźć w pudełku. U góry widzimy sam quadrocopter oraz dwa przewody do ładowania. Jeden do aparatury (końcówka microUSB), drugi do ładowarki od baterii. W środkowym rzędzie znajduje się zegarek, nieprzypadkowo o tym samym kształcie, co leżąca obok bateria i wreszcie sama ładowarka. Poniżej jest także śrubokręt i narzędzie do zdejmowania śmigieł. Na dole widzimy niewielką aparaturę na elastycznej opasce i wreszcie komplet zapasowych śmigieł.

Warto jeszcze dodać parę słów na temat instrukcji. Otóż jest ona całkiem przyzwoita. Ilustracje i opisy są sensowne, a tłumaczenie, nie licząc drobnych błędów, mocno przypomina język angielski. Tutaj akurat wyraźny plus dla Cheersona za dostarczenie książeczki, którą da się przeczytać, wydrukowanej przy okazji na kredowym papierze.

Budowa

Pierwszą rzeczą, która może zwrócić naszą uwagę to nietypowy kształt koptera. Całość wygląda trochę jak sprzęt Batmana, ponieważ w pierwszym kontakcie przypominało mi nietoperza. Dodatkowa nietypowość wynika z tego, że model jest bardzo rozciągły wzdłuż, zaś odległość między przednimi i tylnymi silnikami jest z kolei bardzo niewielka. Ramę koptera stanowi usztywniana opaska, która zawija się na nadgarstku po odpowiednim zgięciu. Jeżeli kojarzycie opaski odblaskowe, które nosi się w ten sposób, to rozumiecie ideę. Rozwiązanie ze składaniem ramy niestety wpływa na jej sztywność i podczas lotu widać niewielkie wibracje i jej pracę podczas dodawania gazu i manewrów – szczególnie obrotu wokół osi pionowej (yaw). Co prawda model nie złoży się w locie, ale widać, że całość nie jest też idealnie nieruchoma.

Końcówki ramion mają dwa silniki ułożone poziomo i miniaturowe przekładnie, które napędzają śmigła. Te ostatnie są 3-płatowe, inne niż zwykle spotykane. Śmigła mocuje się na ośkach na wcisk. Jeśli chodzi o ich kolory to są one zgrane z resztą quadrocoptera i przednie mają barwę pomarańczową, tylne są czarne. Ta kontrastowość powoduje, że dość dobrze widać, gdzie jest przód, a gdzie tył.

Co innego oświetlenie. Quadrocopter nie ma na ramionach żadnych diod. Jedyne, które posiada, znajdują się z przodu (niebieskie) i tyłu kadłuba (czerwone). Świecą one spod plastikowych, przeźroczystych osłonek. Z jednej strony dobrze je wkomponowano w kadłub, ale niestety nie są one w zamian dość dobrze widoczne. Jeżeli więc komuś marzyło się latanie po ciemku to będzie ono trudne, a dodatkowo LEDy są od spodu w zasadzie niewidoczne.

Po odwróceniu quadrocoptera zauważymy mikroprzełącznik, który go uruchamia. Zważywszy na to, że bateria jest jednocześnie częścią kadłuba – jest to jak najbardziej dobry pomysł. Możemy w ten sposób nosić całość na nadgarstku bez ryzyka, że nagle się uruchomi.

Za zasilanie odpowiada bateria o pojemności 350 mAh, która zapewni nam około 4 minut lotu. Przypominam, że w jego trakcie cały czas działa Wi-Fi oraz kamera, które też wymagają nieco prądu, więc jak na tak małe ogniwo – radzi sobie nieźle. Bateria zamknięta jest w pomarańczowej obudowie i mocuje się ją na kadłubie od góry. Dwa zatrzaski trzymają ją w jednym miejscu. Oczywiście ogniwo jest dedykowane temu modelowi, więc pozostaje nam polegać na zapasowych częściach dostarczonych przez producenta.

Ładowarka nieprzypadkowo ma identyczny kształt jak kadłub. Baterię wpinamy w nią dokładnie tak samo, a dwie diody sygnalizują jej pracę. Czerwona pali się, gdy dostarczymy zasilanie, zaś zielona zapala się podczas właściwego ładowania.

Aparatura

Czarno-pomarańczowy kontroler pasuje kolorystycznie do quadrocoptera. Tym, co go odróżnia od pozostałych jest obły kształt, wbudowana bateria, płaskie manipulatory, oraz brak przycisków trymowania. Tak naprawdę na aparaturze znajdują się dokładnie 5 przełączników. Suwany, pośrodku, pozwala nam włączyć aparaturę. W górnej części 2 kolejne odpowiadają za automatyczny start i lądowanie. Dwa u dołu zmieniają tempo lotu oraz pozwalają robić przewroty. Spośród prędkości poruszania mamy do wyboru trzy – od najwolniejszej (30%) do najszybszej – tryb 100%.

Interesująco wyglądają manipulatory, które są całkowicie płaskie. Wystające grzybki daje się pociągnąć w kierunku, w którym chcemy, aby quadrocopter się poruszał. Przemieszczają się one całkowicie płasko i wracają do środka, gdy je puścimy. W ogólności nie daje to tak dokładnej kontroli, jak manipulatory w postaci słupków, które spotykamy najczęściej, ale kopter lata na tyle wolno, że daje się nim sterować. Producent starał się zachować możliwie skromne gabaryty aparatury, która musiała zmieścić się na nadgarstku i zbyt wiele nie ważyć. Płaskie manipulatory mają jeszcze tą zaletę, że trudniej je uszkodzić i nie uwierają w kieszeni.

Kontroler znajduje się na elastycznym pasku, który podobnie jak opaski odblaskowe daje się zacisnąć na nadgarstku. W przeciwieństwie do tego od quadrocoptera, można go wyciągnąć, aby nie przeszkadzał nam podczas trzymania aparatury.

Aparatura ma wbudowaną baterię, którą możemy ładować przez port microUSB. Jak podaje producent, ogniwo zasilające nasz kontroler to 1S (3.7V) o pojemności 120mAh.

W górnej części aparatury znajduje się uchwyt na smartfon. Należy po prostu go wysunąć, a mechanizm sprężynowy zaciśnie się na boku naszego telefonu po jego włożeniu. Uchwyt z obu stron jest oklejony cienką taśmą piankową, która ma sprawić, że smartfon nie wypadnie oraz się nie porysuje na bokach. W uchwyt mieści się urządzenie o najwyższej przekątnej w okolicach 5.5 cala. Sprawdzałem 5.2 cala – pasuje.

Kamera

Kamera w CX-70 jest na sztywno wbudowana w kadłub i ma zauważalnie wąski kąt widzenia. Producent podaje, że jest to 60 stopni. Obrazy są rejestrowane w rozdzielczości VGA – 640×480 pikseli (0.3MP), natomiast pod względem jakości czerpią z nurtu impresjonistycznego. Pastelowe barwy i brak ostrości to charakterystyczne cechy zdjęć, które możemy wykonać z użyciem CX-70.

Wszystkie fotograficzne cechy kamery przekładają się także na rejestrowane wideo. Tutaj producent zapewnił także efekt zwany DDO – „dynamiczne dygotanie obrazu”, który powoduje, że kolejne klatki skaczą w osi poziomej. Jest to ulepszona wersja „jello”, które czasem daje się zaobserwować w modelach z niewyważonymi śmigłami, albo po prostu przeciętnej jakości. Wideo jest również zapisywane w 640×480, zaś w metadanych pliku pojawia się informacja o 600 klatkach na sekundę. Oczywiście jest to wierutna bzdura, ale producent podaje, że jest to 30fps i nagrania zdają się to potwierdzać.

Aplikacja

Aplikacja, którą musimy zainstalować nazywa się CX-70WiFi i znalezienie jej z użyciem pola wyszukiwania było nietrywialne. Lepiej skorzystać z kodu QR, który jest na pudełku.

Wita nas ekran główny, który jest odpowiednio wystylizowany pod model, który kupiliśmy. Kolorystyka i logo sugerują, że mamy do czynienia ze specjalnie pod jego kątem opracowanym oprogramowaniem, ale nie dajmy się zmylić – pod spodem wszystko wygląda identycznie.

Ekran sterowania opisywałem już wielokrotnie i nie chciałbym omawiać wszystkich funkcji, ponieważ nie odbiegają one od czegokolwiek, czego nie dałoby się spotkać w innych kopterach. Jest natomiast parę elementów, które spotykam po raz pierwszy i o nich akurat chciałbym wspomnieć.

Po pierwsze – przycisk z ikoną oka, który ukrywa manipulatory na ekranie, jednocześnie przełącza sterowanie na aparaturę. Po włączeniu zarówno jej, jak i aplikacji, to ta druga ma domyślne prawo kontrolować model w powietrzu.

Nowością jest też przycisk „selfie”, który znajduje się pośrodku, pomiędzy manipulatorami. Podobno jest to opcja, która pozwala wykonać swoje własne zdjęcie przy pomocy kamery wbudowanej w nasz kopter. Po wybraniu tej opcji kopter obraca się o 180 stopni w osi pionowej i odwraca kierunki sterowania. Spróbowałem jej dwukrotnie i zaraz potem rozbiłem model. Nie udało mi się opanować tego zmienionego sposobu sterowania i po dwóch rozczarowujących próbach po prostu się poddałem. Kopter podczas obrotu przy okazji wyraźnie znosi, o czym napisałem przy okazji „Charakterystyki lotu”, a że nie możemy wtedy sterować przy pomocy aparatury, wprowadzanie korekty do kierunku lotu jest jeszcze trudniejsze.

Ostatnia opcja to flipy. Zauważyłem, że kopter lekko się unosi nim wykona przewrót oraz nie pozwala ustalić kierunku, w którym manewr zostanie wykonany. Zdaje mi się, że jest to flip w przód, ale pewności nie mam. Rozkład masy jest taki, że przewrót boczny mógłby się nie udać, a na pewno byłby niezwykle bezwładny, więc pewnie producent celowo się na to nie zdecydował. Z kolei sam przewrót, gdy już go wymusimy, jest dość dynamiczny i całkiem stabilny.

Puzzlokopter w działaniu

Tym, co odróżnia CX-70 od innych modeli to możliwość dość ciekawego rozdzielania i łączenia elementów ze sobą. Zacznijmy od tego, że końcówki ramion możemy wyczepić z elastycznej części ramy koptera.

Pozostaje nam dzięki temu elastyczna opaska, na której możemy zamocować zegarek z zestawu. Ma on ten sam kształt, co bateria, więc swobodnie może ją zastąpić w mocowaniu na kadłubie.

Jednocześnie na czas ładowania baterii możemy również zamocować moduł zegarka na ramie quadrocoptera, nawet jeśli nie zdemontowaliśmy silników ze śmigłami.

Po demontażu wspomnianych elementów możemy je przyczepić z boku aparatury. Po obu stronach są odpowiednie otwory i mocowania, które będą trwale trzymały te elementy.

Wykorzystując elastyczą opaskę przy aparaturze możemy ją nosić na nadgarstku. Na drugą rękę możemy założyć albo quadocopter z baterią, albo modułem zegarka.

W rezultacie możemy doprowadzić do tego, że cały quadrocopter, zamiast w kieszeni, będziemy nosić na rękach. Z pewnością taki zestaw zrobi wrażenie na kolegach i koleżankach, a efekt będzie spotęgowany faktem, że w parę chwil możemy uzyskać pełnoprawny latający model.

Charakterystyka lotu

CX-70, jak wspominałem, posiada barometr i funkcję autostartu. Naciśnięcie lewego przycisku w górnej części aparatury powoduje uzbrojenie i start quadrocoptera. Podnosi się on na wysokość około 1.5m – nieco wyżej niż inne modele. Kopter w miarę stabilnie utrzymuje pozycję, dopóki nie zdecydujemy się nim sterować. Od tego momentu nie jest już tak różowo, ponieważ nie do końca sztywne ramiona pracują, gdy silniki gwałtownie zmieniają prędkość. Wszystko to przekłada się na „nerwowe” reagowanie na sterowanie i lekkie szarpnięcia zarówno, gdy pociągnięmy prawy manipulator, jak i go puścimy. We znaki daje się też martwa strefa, która jest odczuwalna zarówno podczas sterowania przy pomocy aparatury, jak i smartfona. Od pewnego wychylenia kopter wyraźnie reaguje i zaczyna lecieć w żądanym kierunku, ale bardzo trudne jest precyzyjne i powolne wykonywanie manewrów.

Zdecydowanie nie podoba mi się też reakcja na sterowanie obrotem w osi pionowej (yaw), ponieważ kopter nie trzyma się w jednym miejscu, a dość znacząco go znosi. O ile na aparaturze można to jakoś skorygować, o tyle podczas sterowania przez smartfon naprawdę traciłem cierpliwość. Dodatkowo szybkość, z jaką kopter się obraca, nie jest imponująca, co powoduje, że latanie nim nie należy do specjalnie przyjemnych.

Do wyboru mamy co prawda 3 prędkości lotu, ale nawet na najwyższej dynamika poruszania się w powietrzu jest co najmniej dyskusyjna. Zdaje mi się, że producent nie przewidywał używania koptera na zewnątrz, a jeżeli tak, to tylko przy bardzo spokojnej pogodzie. Mimo kalibracji akcelerometru i lekkiej korekcie trymem, odczułem iż kopter lata szybciej w przód, niż w tył, co również było dość zastanawiające. Przy naprawdę lekkim powiewie wiatru musiałem wpierw obrócić go ku sobie, żeby być w stanie w ogóle nim wrócić.

Na ogół w recenzjach o tym nie piszę, ale ten akurat model jest nieproporcjonalnie głośny, w stosunku do jego własnych wymiarów. Dźwięk jest mało przyjemny, więc już pierwsze wrażenie po starcie jest niestety przeciwne do tego, jakie robiło pudełko i wykończenie całego produktu. Mimo, iż model dysponuje niemałymi silnikami i śmigłami, tempo unoszenia jest też dość niewielkie. Oczywiście w kontekście kamery o niskiej jakości oraz skromnego maksymalnego tempa lotu i tak pomysł ten jest dość wątpliwy, ale warto o tym wiedzieć.

Na plus zasługuje samo osadzenie i wykonanie śmigieł. Nie spadają one przy pierwszym lepszym upadku i raczej się wyginają, niż pękają, co również jest pozytywne.

Podsumowanie

Cheerson CX-70 to eksperyment. Próba trafienia do odbiorców, którzy szukają czegoś innego. Owszem, pod względem wyglądu i wykonania jest to faktycznie ciekawy produkt, ale w głównej roli – quadrocoptera – wypada on dość mizernie. Z jednej strony jest to zabawka, która może spodobać się dzieciom, ale nauka latania czymś takim wcale nie będzie przyjemna – już lepiej wziąć Symą X5HC, czy Visuo, a dodatkowo kopter ten nie ma żadnych osłon na śmigła. Sam boleśnie się przekonałem, że potrafią one rozciąć skórę i o ile nie było to nic poważnego, to dla młodszego użytkownika mogłoby skończyć się to płaczem. Kopter nie jest też tani, a konkurencja – choćby Visuo – depcze mu dość skutecznie po piętach. Za mniejszą, niż tutaj, kwotę możemy kupić quadrocopter z lepszą kamerą i bardziej stabilny w locie. Jeśli kryterium wyboru jest innowacyjny wygląd i nietypowa możliwość noszenia quadrocoptera ze sobą na obu nadgarstkach to Cheerson CX-70 będzie ciekawą opcją. W przypadku, gdy chodzi nam o platformę do nauki, albo kopter, którym będzie można rekreacyjnie polatać – odradzam.

Ocena 4Śmigła.pl: 2.5 / 5.0 grade_1grade_1grade_1grade_0grade_0

Kupon zniżkowy: HXF5OFF ($56.04)
Kup – Cheerson CX-70 w TomTop