Pojedynek kopterów: GEP ZX-5 vs. SY-X31

Dziś prawdziwy rarytas. Mam dla Was test porównawczy dwóch kopterów!

Jednym z nich jest model wyścigowy na ramie GEP ZX-5 190mm, z silnikami EMAX 2205 2300 KV, ESC 30A, SP Racing F3, kamera Eachine 1000TVL oraz odbiornik X4R-SB (SBus). Całość sterowana aparaturą Taranis X9D. Do FPV z kolei wykorzystam FatShark Dominator V3.

Jego konkurentem jest zupełnie wyjątkowy SY – X31 z własną aparaturą. Jest ona stylizowana na pad od konsoli i mieści sam model w środku. Ramiona quadrocoptera dodatkowo są składane, a silniki szczotkowe dają zupełnie nieoczekiwaną moc.

Zapraszam do testu porównawczego! Zwycięzca może być tylko jeden!

Przenośność

Zaczynamy od podstawowego parametru, czyli kompaktowości modelu. Na tym tle model na ramie 190mm wypada bardzo blado. Zarówno sam kopter, jak i aparatura nie dają się zmieścić w żadnej z kieszeni spodni – nawet kroju Cargo, który ma dużo większe kieszenie niż zwykle. Trójpłatowe śmigła dodatkowo utrudniają sprawę, ale nawet ich demontaż nie gwarantuje, że choć jedno z ramion zmieści się w spodniach. Podobnie rzecz ma się z aparaturą. Radio ma co prawda składaną antenę, ale w żaden sposób nie upraszcza to sprawy. Jego gigantyczne rozmiary i długie, ostro zakończone manipulatory uniemożliwiają przenoszenie aparatury bez specjalnego etui.

Nieco lepiej na tym tle wypadają gogle Fatshark, które są najmniejsze spośród pozostałych elementów, ale wciąż włożenie ich do kieszeni to nie lada wyczyn. Dodatkowo należy wspomnieć, iż nie pełnią one żadnej istotnej funkcji, więc są tylko zbędnym akcesorium, które musimy nosić ze sobą.

Zupełnie przeciwnie na tym tle wypada SY – X31. To model, który jest tak kompaktowy, że mieści się w specjalnej przegródce w aparaturze. Krótkie, łagodnie zakończone manipulatory powodują, że bez problemu da się włożyć cały komplet do kieszeni, a nawet gdy ktoś w nocy zapyta „Masz jakiś problem?” – można skutecznie uciekać, nawet specjalnie nie zwracając na niego uwagi. Rzecz totalnie nie do pomyślenia w przypadku GEP-ZX5, który zajmuje nam jedną rękę, aparatura dynda na szyi (i jest dodatkowo ciężka!), a gogle uniemożliwiają patrzenie przed Siebie – szczególnie w nocy, gdy kamera koptera nie jest w stanie poradzić sobie z fatalnymi warunkami oświetleniowymi.

Widoczność w nocy

GEP ZX-5 nie ma w zestawie absolutnie żadnych diod. To bardzo istotna wada, która w zasadzie uniemożliwia latanie w nocy. Oczywiście można takowe dokupić, ale umówmy się – w modelu za niemalże 1000 zł niedopuszczalnym jest, aby producent nie zapewnił tak istotnego dodatku! Jedynym oświetleniem zewnętrznym są tak naprawdę diody od kontrolera lotu, LED na odbiorniku oraz miniaturowy 8-segmentowy wyświetlacz na nadajniku FPV. Gigantyczną wadą są zmieniające się kolory oświetlenia. Nadajnik świeci na niebiesko, ale zmienia wzór zależnie od wybranego kanału. Z kolei odbiornik miga na czerwono, albo świeci na zielono zależnie od tego, czy jest połączony z aparaturą, czy też nie. Jest to nieporozumienie, ponieważ operator powinien polegać na stałej barwie światła z danej strony koptera – np. zielony z lewej, czerwony z prawej. Jeszcze gorzej wypada czerwona dioda na kontrolerze lotu, która potrafi czasem migać, a czasem świecić się stale. Dodatkowo jest ona przykryta przez górną część ramy, co praktycznie całkowicie przysłania jej i tak już słabe światło.

Bezkonkurencyjny pozostaje SY-X31, który ma 3 diody. Są one szczególnie dobrze widoczne od spodu dzięki specjalnym wycięciom w ramie. Daje się je jednak dostrzec także patrząc na kopter z boku. Z przodu producent umieścił dwie, które mają pełnić rolę „oczu” koptera i wyraźnie pokazują, gdzie znajduje się przód naszego modelu. Z tyłu z kolei znajduje się pojedyncza, czerwona dioda, która świeci bardzo intensywnie. W połączeniu ze świecącymi ramionami jest to doskonałe rozwiązanie, które gwarantuje, że nie będziemy mieli wątpliwości jak ustawiony jest w przestrzeni nasz quadrocopter. Jest to zdecydowany faworyt w tej kategorii zważywszy na denne oświetlenie, które posiada GEP-ZX5.

Łatwość użytkowania i montażu

Kolejną cechą, która zwraca uwagę, jest czas, którego potrzebujemy, żeby model mógł latać. W przypadku GEP-ZX5 są to długie godziny spędzone z lutownicą, ustawianiu kontrolera lotu, sprawdzaniu wszystkich elementów. Ryzyko popełnienia błędu i spalenia któregoś komponentu jest dość duża. Uruchomienie GEP-ZX5 może wcale nie udać się za pierwszym razem, a konieczność ustawienia PIDów, wgrania nowego oprogramowania do ESC, czy zdecydowanie, w którą stronę przykręcić śmigła może przyprawić o prawdziwy ból głowy.

Ponownie prym wiedzie SY-X31. Jest to model, który od razu po wyjęciu z pudełka jest gotowy do lotu. Wystarczy tylko naładować baterię i można nim śmiało latać. Co więcej ma on fabrycznie ustawione PIDy i stabilizację, które powodują, że bardzo dobrze wisi w powietrzu. Bardzo przydatny jest też włącznik, którym można uruchomić kopter. W przeciwieństwie do modelu 190mm, w którym wykorzystuje się przedpotopową metodę podłączania baterii, aby włączyć sprzęt, SY-X31 jest co najmniej o generację dalej.

Bezpieczeństwo

Możemy chyba swobodnie się zgodzić, że miniaturowe śmigła SY-X31 nie są w zasadzie w stanie zrobić krzywdy. Ot ewentualnie drobne otarcie, ale nic, co wymagałoby interwencji lekarskiej. Dodatkowo, model jest bardzo lekki, co powoduje, że nawet jeśli uderzymy kogoś, lub siebie, nie spowoduje to żadnych obrażeń.

Zupełnie inaczej sprawa ma się z GEP-ZX5, który z baterią waży w granicach 0.5kg. Jeśli zestawimy to z prędkością, do jakiej jesteśmy w stanie go rozpędzić, staje się jasne, że ta maszyna to istny zabójca! Dodajmy do tego 5-calowe śmigła, które wykonują nawet 35.000 obrotów na minutę – tną wszystko jak popadnie! Bliski kontakt z taką maszyną może być fatalny w skutkach i myślę, że przykłady z Internetu pokazujące różnego rodzaju urazy wyrządzone przez tego typu koptery są najlepszym dowodem na to, że SY-X31 jest ponownie dużo lepszym i bezpieczniejszym wyborem!

Cena

GEP ZX-5 i jego elementy są wybitnie drogie podczas wymiany. Sam silnik EMAXa kosztuje tyle, co cały SY-X31! Niewiele tańsze są ESC, które oscylujące w granicach 50 zł za sztukę wciąż stanowią 5/6 wartości SY-X31. Z kolei wymiana kontrolera lotu to już 1.5 wspomnianego koptera. Sama rama kosztuje ponad 2-krotność quadrocoptera X31! W porównaniu z modelem SY, GEP-ZX5 brzmi jak żart, który jest wielokrotnie przepłacony! Pomijam już fakt aparatury Taranis, która jest droższa od tej od SY-X31 o jakieś 30 razy (900 zł kontra 30 zł). O FatSharkach trudno w ogóle wspominać, bo jak już wspomniałem są one totalnie nieprzydatnym akcesorium, które w dodatku jest droższe, niż sama aparatura.

Lekko licząc zestaw z modelem wyścigowym 190mm to około 50 sztuk SY-X31. Taka kalkulacja mówi sama za Siebie. Szansa na to, że będziecie potrzebowali jakichkolwiek części zamiennych przy tylu zapasowych modelach jest w zasadzie zerowa i na pewno będą Wam służyć przez wiele lat w stosunku do GEP ZX-5, który rozbijecie na pierwszym drzewie.

Podsumowanie pojedynku

Dla tych, którzy uważnie czytali artykuł werdykt jest oczywisty, ale wypada jeszcze podsumować pojedynek. Bezapelacyjnie, ponieważ wynikiem:

5 : 0

zwycięża quadrocopter SY-X31, pokonując rywala we wszystkich wymienionych kategoriach.

Co dalej?

Jak to co dalej? Trzeba iść na zakupy i upolować swój własny egzemplarz SY-X31 zanim zniknie ze sklepów internetowych!

Banggood – SY-X31
GearBest – SY-X31

Dla tych, którzy wciąż uparcie uważają, że przegrany jest w jakiejkolwiek kategorii lepszy udostępniam również link, pod którym go znajdziecie:

GearBest – GB190