Recenzja: FQ777-124 Pocket Drone

Cheerson CX-10 wciąż dzierży mianio najmniejszego quadrocoptera na świecie. Od tego czasu wielu producentów próbowało wykorzystać jego sukces i stworzyć coś na jego bazie. Jednym z przykładów jest Pocket Drone, który czerpie garściami z CX-10A, jednocześnie próbując być od niego lepszym i tańszym. Czy mu się udało ? Sprawdzimy ! Zapraszam do recenzji !

W pudełku

Pocket Drone nazywa się tak nie bez przyczyny. Jest on kieszonkowy w każdym tego słowa znaczeniu, począwszy od tego, że przyjeżdża do nas w bardzo małym pudełku.

m_20150904_162326

W środku znajdujemy aparaturę, która zawinięta jest w folię bąbelkową oraz ładowarkę USB. Zarówno quadrocopter, jak i wszystkie jego części zamienne mieszczą się wewnątrz naszego kontrolera. Sama aparatura jest jeszcze zapakowana w folię, żebyśmy nie mieli najmniejszych watpliwości, że mamy do czynienia z absolutnie nowym, nieużywanym produktem.

m_20150904_162347

Liczba dołączonych akcesoriów, zważywszy na cenę modelu, jest naprawdę godna pochwały. W środku znajdziemy 8 zapasowych śmigieł, czyli 2 komplety, osłonę na nie, 3 sztuki nóżek, które służą za podwozie (1 zapasowa) oraz pasek do noszenia aparatury na nadgarstku.

m_20150904_162939

m_20150904_163246

Budowa

FQ777 prezentuje się naprawdę dobrze i wizualnie nie potrafię nic mu zarzucić. Jest bardziej kanciaty, niż CX-10, ale w mojej, subiektywnej ocenie wychodzi mu to na dobre. Sam kadłub jest wykonany z bardzo cienkiego plastiku i wręcz trzeszczy, gdy się go za mocno ściśnie. Ten stosowany w Cheersonie CX-10 był bardziej obły i przez to wykazywał większą sztywność, szczególnie podczas takich operacji, jak wymiana śmigieł lub zakładanie osłon. Z drugiej strony nie poddał się on na razie na tyle, żeby pęknąć, więc póki co nie mogę narzekać.

m_20150904_162637

FQ777 przyrównuję do CX-10 nie bez przyczyny. Nie licząc obudowy jest to dokładnie ten sam model, począwszy od baterii, na śmigłach skończywszy. Na dowód przedstawiam Wam poniższe zdjęcie.

m_20150904_230802

Złącze ładowania microJST oraz mikrowłącznik również potwierdzają, że nie było żadnych zmian technicznych w omawianym modelu.

m_20150904_162703

Nowością są niewielkie otwory na wierzchu krawędzi ramion, w których mocujemy każdy z narożników osłony na śmigła. Dodatkowo trzyma się ona na półotwartych obejmach wokół silników.

m_20150904_163026

Osłona śmigieł jest niezwykle giętka i szczerze mówiąc nie dawałem jej najmniejszych szans, jeśli chodzi o ochronę modelu przed uszkodzeniem śmigieł. Mocno się zdziwiłem, ponieważ jej sprężystość w połączeniu z niewielką wagą (zarówno modelu, jak i samej osłony) powoduje, że quadrocopter odbija się miękko od innych obiektów. Nawet gdy spada, osłona przejmuje na siebie większość energii i zarówno śmigła, jak i obudowa wychodzą z tego najczęściej bez szwanku.

m_20150904_163110

W tym momencie warto też wspomnieć o podwoziu, które okazało się, po osłonie na śmigła, kolejnym strzałem w dziesiątkę ! Mocujemy je w czterech miniaturowych otworach wokół baterii.

m_20150904_162716

Masa podwozia jest znikoma i jest ono równie sprężyste, jak osłona. W tandemie chronią one obudowę quadrocoptera z każdej możliwej strony. Nasz model po upadku odbija się czasem prawie jak kauczukowa piłka, ale wychodzi bez szwanku praktycznie z każdego twardego lądowania. Pod tym względem początkujący powinni być zachwyceni, gdyż połamanie FQ777 we wspomnianiej konfiguracji jest o niebo trudniejsze niż CX-10.

m_20150904_163527

Przyglądając się FQ777-124 z boku widzimy wyraźnie połączenie obu części kadłuba – góry i dołu. Ta druga część łączy się pierwszą poprzez plastikowe obejmy trzymające zarówno widoczne krawędzie płytki PCB, jak i górę obudowy. Na pewno niektórzy skojarzą to rozwiązanie z Cheersona CX-10, ponieważ tam wyglądało ono identycznie.

m_20150904_162731

Prowadzenie przewodów od silników również nie uległo zmianie i ich fragment jest widoczny na zewnątrz kadłuba. Przy odrobinie chęci jest możliwość ich uszkodzenia, ale w porównaniu np. do Hubsana Q4, jest mimo wszystko marginalna. Oczywiście ryzyko ewentualnego uszkodzenia przewodów można dodatkowo zredukować jeśli założy się zarówno podwozie, jak i osłonę na śmigła.

m_20150904_163546

W FQ777-124 zastosowano te same śmigiełka, które miał CX-10, więc możecie spokojnie stosować te z Cheersona. Na Banggood jest cały zestaw części zapasowych, które w przypadku tego modelu kosztują naprawdę grosze (osłona na śmigła – 1.50 zł itp.). Co ciekawe płytka PCB na zdjęciu sklepu ma napis CX-10, co sugeruje, że producent wykorzystał go w całości. Oglądając model dokładnie można również odnieść takie wrażenie.

m_20150904_163514

Oświetlenie FQ777-124 nie różni się zupełnie od Cheersona CX-10. Na końcach ramion mamy 4 diody. Z przodu są one czerwone, z tyłu niebieskie. Są wyraźnie widoczne praktycznie niezależnie od kąta, z jakiego patrzymy na quadrocopter. Podobnie jak swój pierwowzór, również ten model może swobodnie latać po zmroku.

20150916_085312

20150916_085248

Aparatura

Jest to z pewnością najciekawsza część FQ777-124 Pocket Drone. Mieści w sobie sam quadrocopter, jego części zapasowe i umożliwia naładowanie baterii modelu przy pomocy integralnego przewodu. Przyjrzyjmy się jej zatem uważnie.

Kanciata, pasuje budową do samego quadrocoptera. Z przodu znajdziemy miejsce do przechowywania modelu. Przeźroczysta klapka dobrze eksponuje nasz quadrocopter, a przy okazji trzyma go w jednym miejscu.

m_20150904_163746

Manipulatory są nieco niższe, niż klapka kryjąca model, więc nie urwiemy ich chowając całość do kieszeni. Z drugiej strony, są one na tyle krótkie i nieprecyzyjne, że komfort sterowania jest sporo niższy, niż w przypadku Cheersona CX-10, który przecież już miał dość niewielką aparaturę. Tutaj nieco się rozczarowałem, bo fajnie pomyślany model traci na starcie tylko dlatego, że po prostu nie da się go wystarczająco precyzyjnie kontrolować w powietrzu.

Dioda po prawej stronie aparatury jest czerwona i świeci, gdy jest on ładowany. Niestety aparatura musi być włączona podczas tego procesu, co nie wydaje mi się specjalnie przemyślane. Pozostaje tylko zakładać, że oszczędnie gospodaruje ona zużyciem baterii.

Sama aparatura komunikuje się z nami również akustycznie. Pojedynczy pisk usłyszymy podczas jej włączania, bindowania (po jednym ciągłym dźwięku przy wychyleniu lewego drążka na 100% i 0%) oraz zmiany trybów i headless mode. Na plus zasługuje fakt, że podczas rekalibracji akcelerometru aparatura również zasygnalizuje to krótki dźwiękiem.

m_20150904_163735

Wokół manipulatorów znajdziemy miniaturowe przyciski od trymowania. Po prawej tradycyjnie „pitch” oraz „roll”, czyli pochylenie i wychylenia w naszym rodzimym języku. Po lewej, dolne przyciski trymują „yaw”, czyli obrót / rotację, a górne włączają „Headless mode” i „Fly back”. O tych ostatnich napiszę jak zwykle w sekcji „Charakterystyka lotu”.

Same manipulatory można też wcisnąć, co znamy już z Cheersona CX-10 i podobnych jemu. Lewy odpowiada za zmianę trybu lotu – szybki, bądź wolny. Tak, są tylko 2, co śmiało można nazwać regresem w stosunku do stosowanych często 3 (vide CX-10, Hubsan Q111).
Prawy manipulator pozwala na wykonywanie flipów (beczek / przewrotów). Po jego naciśnięciu wystarczy pociągnąć drążek w jeden z czterech kierunków, żeby wykonać manewr w odpowiadającą stronę.

Czerwona dioda znajdująca się w prawej części aparatury zapala się, gdy tą ostatnią włączymy. Najpierw będzie krótko migać, a potem zacznie się świecić w sposób ciągły. W żaden sposób nie jest to skojarzone z procesem bindowania, który sygnalizowany jest wyłącznie dźwiękowo. Jak zwykle parowanie z quadrocopterem wymaga włączenia go, a następnie pociągnięcia drążka gazu do góry na 100%, a następnie maksymalnie w dół. W obu skrajnych położeniach usłyszymy pojedynczy pisk, który zaznaczy każdy z dwóch elementów procesu.

m_20150904_163740

W tylnej części aparatury znajduje się schowek na wszystkie części. Mieszczą się tam zarówno zapasowe śmigła, jak i osłona na nie oraz podwozie. Drobne elementy lepiej zostawić w woreczku strunowym, w którym znajdowały się po wyjęciu z pudełka, ponieważ może się zdarzyć, że klapka z tyłu po prostu się otworzy, a ich znalezienie np. w trawie może się po prostu nie udać.

Co ciekawe, przy odrobinie uporu udaje się upchnąć także całą ładowarkę USB pod klapką, ale nie jest to zadanie łatwe i należy to robić ostrożnie i na pewno nie na siłę.

Warto też zwrócić uwagę na włącznik, który umieszczony został od spodu aparatury. Jest to całkiem sensowne rozwiązanie, ponieważ nie wystaje on poza obrys kontrolera, co sprawia, że jego przypadkowe włączenie jest dużo trudniejsze niż to, z czym zwykle się spotykamy.

m_20150904_164823

Pod klapką znajduje się też przewód zakończony wtykiem ładowania, który możemy podłączyć do quadrocoptera w celu ładowania go z aparatury. W samej klapce jest wycięcie, przez które możemy wyciągnąć kabel, mając jednocześnie ją samą zamkniętą. Ładowanie, jak już wspomniałem, jest sygnalizowane na aparaturze poprzez świecenie czerwonej diody przy prawym manipulatorze.

m_20150904_162818

Czas ładowania baterii jest podobny, zarówno korzystając z aparatury, jak i dołączonej ładowarki USB i wynosi około pół godziny.

m_20150904_162825

Kolejną ciekawostką jest rozmieszczenie baterii wewnątrz aparatury. Umieszczamy je w dolnej i górnej części, po 2 sztuki. Oba „koszyki” schowane są pod czarnymi klapkami, zabezpieczonymi dodatkowo małą, krzyżową śrubką. Co ciekawe, tutaj producent nie dołącza śrubokręta, więc musimy się posłużyć własnymi narzędziami.

m_20150904_163726

Zważywszy na to, że model zasilają razem 4 baterie AA, należy założyć, że są połączone ze sobą szeregowo dając napięcie 6V i pojemność (w tej konfiguracji) równą pojedynczej baterii – ok. 1500 mAh. Mając te informacje możemy oszacować liczbę ładowań quadrocoptera z aparatury. Zważywszy na to, że jego bateria ma 100 mAh, po podzieleniu pojemności ogniw w aparaturze przez tą z modelu otrzymamy: 1500 mAh / 100 mAh = 15. W idealnym przypadku powinniśmy więc być w stanie go naładować około 15 razy, nim będziemy musieli biec do sklepu po nowe baterie AA.

m_20150904_164050

Jak już wspominałem, z wierzchu aparatury znajduje się odpowiednie miejsce do przechowywania naszego quadrocoptera. Klapka ma łagodne wycięcie u dołu, co ułatwia jej otwarcie. Sam model umieszczamy dokładnie pośrodku, a następnie ustawiwszy wszystkie 4 śmigła wzdłuż dłuższego boku kontrolera delikatnie możemy delikatnie zamknąć klapkę. Tutaj również nie należy stosować siły, ponieważ bardzo łatwo jest w tej sposób połamać śmigła, które muszę być ustawione w bardzo konkretnych pozycjach, żeby całość dało się zamknąć. Pośpiech nie jest tu wskazany.

m_20150904_164648

Chcąc przechowywać quadrocopter wewnątrz aparatury musimy jednak każdorazowo zdjąć mu zarówno podwozie, jak i osłonę śmigieł. Jeśli je stosujemy, operacja może być nieco uciążliwa, ale taki jest koszt rozwiązania all-in-one. W mojej opinii jest to całkowicie znośne, ponieważ w zamian nie ma problemów z wrzucaniem modelu luzem do kieszeni, co przy jego drobnych śmigłach jest, eufemistycznie ujmując, nienajlepszym pomysłem.

m_20150904_163808

Pozytywnie zaskakuje zasięg aparatury, który zdaje się lepszy, niż w pozostałych testowanych przeze mnie nanoquadrocopterach. Jest to prawdopodobnie spowodowane albo wyższym napięciem zasilania (6V zamiast 3V) albo też fizyczną możliwością schowania dłuższej anteny w większej obudowie. Tak czy inaczej, Pocket Drone nie traci zasięgu nawet jeśli sporo się od nas oddali. Zakładam, że granicznym dystansem dla aparatury jest ten, w którym przestajemy widzieć dobrze quadrocopter i to, w którą stronę jest zwrócony. W tym teście aparatura od FQ777-124 wypadła bez zarzutu.

Charakterystyka lotu

Dochodząc do tego działu zacząłem od westchnięcia, ponieważ to pierwsze, co mogę powiedzieć o tym, jak lata FQ777-124. CX-10 latał bardzo dobrze i tak właściwie wystarczyło tego nie zmieniać.

Pocket Drone ma tylko 2 tryby lotu – szybki i wolny. Takie samo rozwiązanie zastosowano w Cheersonie CX-10A, który również miał Headless mode. Pierwszy tryb oczywiście sprawdzi się w domu i pozwala się nauczyć sterować, choć jest mniej ospały, niż w przypadku pierwowzoru. Pocket Drone nie będzie w nim może latał szybko, ale też nie stoi niemalże w miejscu. Oczywiście ciekawi nas tak naprawdę tryb drugi – szybszy.

20150927_184840

Dynamika lotu zmienia się, podobnie jak i yaw rate. Model porusza się bardzo zwinnie, choć w moim subiektywnym odczuciu chyba trochę wolniej niż CX-10 w ostatnim trybie. Nie jest to jednak różnica znacząca. Zmianę czuć natomiast w tym, jak szybko model obraca się wokół osi pionowej (yaw). W obu trybach jest ona nieproporcjonalnie większa, niż pozostałych kanałów (pitch, roll). Z jednej strony więc poprawiono wadę CX-10, ale z drugiej utrudniono sterowanie, ponieważ reakcja na obrót często jest nieco zbyt gwałtowna. Owszem, możemy zawracać niemalże w miejscu, ale już robienie dużych kółek będzie pewnym wyzwaniem.

Do tego dokładają się niezmiernie krótkie manipulatory. Aparatura pogłębia więc problem sterowania. Sam model zdaje się niechętnie reagować na bardzo delikatny ruch drążkami, a już on sam jest trudny do uzyskania, bo są one po prostu fizycznie za krótkie. W tej kwestii CX-10 radził sobie zdecydowanie lepiej, mimo iż już jego aparatura wydawała się mała. Wykonywanie precyzyjnych manewrów takich jak np. slalom między drzewami, sprawiło mi nieproporcjonalnie większą trudność tym quadrocopterem. Owszem, można sobie z tym poradzić, ale nawet dla wprawnego pilota może się to okazać nieco frustrujące.

20150927_184823

Ostatni zarzut to fakt, iż model traci wysokość przy gwałtowniejszych manewrach. Wielokrotnie zdarzało mi się robić gwałtowniejsze nawroty połączone z szybkim przemieszczaniem i model zdawał się nie mieć zapasu mocy, żeby utrzymać się na jednym pułapie. I to wszystko mimo tego, że wyrównywałem lot dodając gazu. W mojej ocenie bierze się to ze zwiększenia yaw rate, który sam opiera się na zwiększeniu mocy dwóch silników (pracujących w jedną stronę), a ograniczeniem jej dla drugich. Wygląda po prostu na to, że modelowi brakuje mocy na gwałtowne manewry. Oczywiście da się z tym żyć, ale wyciśnięcie 100% z tego quadrocoptera zdaje się po prostu niemożliwe.

Na tym wad koniec, ponieważ poza nimi Pocket Drone radzi sobie w powietrzu całkiem nieźle. Swobodnie dźwiga osłonę na śmigła i podwozie i niestraszny jest mu lekki powiew wiatru. Bardzo dobra jest również dynamika wykonywania flipów, które nie odbiegają jakością od CX-10 i pokrewnych modeli.

Z ciekawości sprawdziłem jeszcze Headless mode i Fly Back. Ku mojemu zaskoczeniu ten pierwszy sprawuje się nienajgorzej i quadrocopter dość długo utrzymywał właściwy kierunek mimo ciągłego obracania go wokół własnej osi. Co prawda po około minucie męczenia widać było już odchyłkę od właściwego kierunku rzędu 20 stopni to wciąż jest to wynik akceptowalny, szczególnie w tak małym modelu.
Fly Back zachowuje się tak jak zawsze, czyli model leci po prostu do tyłu zgodnie ze wskazaniem magnetometru. Jeżeli ten ostatni nie stracił pierwotnie ustawionego kierunku to z grubsza quadrocopter będzie się poruszał ku nam. Czy dodawanie kolejnego przycisku, który „udaje” pociągnięcie prawego manipulatora w tył ma jakiś sens ? Dla mnie nie, ale jak widać producenci mają w tym względzie inne zdanie.

Podsumowanie

O FQ777-124 można wypowiadać się w samych superlatywach, dopóki nie dojdzie się do tego, jak lata. Jest świetnie wyposażony, ma o jeden komplet śmigieł więcej, osłonę w standardzie, jak również 3 sztuki podwozia. Można go przenosić i ładować wprost z aparatury, a ta ostatnia zapewnia dobry zasięg sterowania i nieźle leży w rękach. Niestety już sterowanie nie należy do najprzyjemniejszych ze względu na krótkie manipulatory. Przesadzony yaw rate utrudnia precyzyjne manewrowanie i powoduje, że model traci wysokość podczas gwałtownych manewrów. Lata on natomiast dość szybko i na większej przestrzeni można nim bez obaw poszaleć. 45 zł, które przeznaczyłem na ten model, nie żałuję, ale też jestem daleki do namawiania do zakupu tego modelu za kwotę oryginalną, czyli 60 zł. Jeżeli model ma służyć do zwykłej zabawy i polatania wszędzie tam, gdzie nic większego nie zabierzemy – ok. Sama mobilność mnie do niego całkowicie przekonuje. Jeśli jednak znamy się już na lataniu i chcemy się pobawić w tor przeszkód to model może z łatwością stłumić nasze umiejętności. Dla początkujących – nada się. Zaawansowanym polecam rozejrzeć się gdzieś indziej, chyba że tak jak mnie, skusi Was kompaktowość modelu i możliwość łatwego zabrania go ze sobą. Jeżeli drążki, o których piszę w dziale „Warto wiedzieć” się sprawdzą, to byłbym skory podnieść ocenę, ale to się okaże, jak już przyjdą.

Ocena 4Śmigła.pl: 4 / 5 grade_1grade_1grade_1grade_1grade_0

Kup:
FQ777-124 – Banggood

Warto wiedzieć

FQ777-124 pozwala na kalibrację akcelerometru, jak również magnetometru (headless mode). Ten pierwszy ustawiamy poprzez pociągnięcie obu drążków w prawy-dolny róg. Elektroniczny kompas możemy zaś ustawić kierując oba manipulatory w lewy-dolny róg.

Aparatura pozwala także na zmianę sterowania z Mode 2 na Mode 1 (gaz w prawym drążku) i odwrotnie. Podczas, gdy ten pierwszy jest domyślny, samej zmiany dokonujemy poprzez wciśnięcie drążka gazu (ten, który nie wraca na środek w pozycji pionowej) i jednoczesne włączenie aparatury.

Na Banggood można dokupić dłuższe manipulatory, które kosztują jakieś 4 zł i myślę, że mogą mocno pomóc przy sterowaniu, więc jeśli będziecie wrzucać do koszyka quadrocopter, to nie zapomnijcie też o nich: Długie Manipulatory – FQ777-124

%d bloggers like this: