Zanim zgubisz quadrocopter

Scenariusz jest często podobny. Nowa zabawka, skromne doświadczenie i ogromna pokusa wyniesienia quadrocoptera na dużą wysokość ! A kończy się na ogół tak samo. Model jest już na takim pułapie, że wiatr zaczyna go zabierać, a pomysłów na sprowadzenie go na ziemię brak. Trochę machania manipulatorami i można powiedzieć quadrocopterowi po raz ostatni „Bon Voyage”. Szczęśliwcy znajdują go dość szybko, inni po paru godzinach, pozostali w ogóle. Ci, którzy sami nie odszukali modelu mają jeszcze szansę trafić na ogłoszenie na olx.pl. Wrzucane są tam zarówno informacje o znalezionych, jak i zgubionych quadrocopterach. Mam nadzieję, że przynajmniej niektórzy odzyskali je w ten właśnie sposób. A teraz pytanie podstawowe – czy da się zapobiec tej nieprzyjemnej sytuacji, gdy nasz model odlatuje w nieznane ? Oczywiście, bo w końcu my sterujemy quadrocopterem od początku do końca, jednak oprócz zdrowego rozsądku, można sobie też nieco pomóc inaczej. Jak ? Czytajcie dalej !

Numer telefonu na kadłubie (0 zł)

Sposób jest banalnie prosty, ale nie tak łatwo na niego wpaść. Otóż wystarczy przykleić do quadrocoptera kartkę ze swoim numerem telefonu i poprosić o kontakt, jeśli ktoś go znajdzie. Wbrew pozorom znajdzie się sporo osób, które zadzwonią, jeśli znajdą taką adnotację na kadłubie quadrocoptera. Całość warto zabezpieczyć przezroczystą taśmą klejącą, która ochroni kartkę przed wilgocią. Sposób jest skuteczny o ile: 1) ktoś znajdzie nasz quadrocopter oraz 2) będzie na tyle uczciwy, żeby się z nami skontaktować. Niewątpliwa zaleta to fakt, że nic nas to nie kosztuje, a naprawdę może pomóc.

Lokalizator bluetooth (ok. 50 zł)

bluetooth_nut
[Źródło: Banggood – http://img.banggood.com/images/2014/gongsijie/11/SKU178428/SKU178428(35).jpg]

Czasami lepiej jest polegać na sobie niż na innych, więc warto poszukać rozwiązania, które pomoże nam namierzyć zgubiony quadrocopter samodzielnie. Tzw. trackery Bluetooth to wynalazek dla zapominalskich, którzy gubią klucze i portfele. Idea jest prosta – niewielkie urządzenie z Bluetooth (tag) łaczymy ze smartfonem. Jeżeli urządzenia stracą ze sobą kontakt, to telefon nas o tym poinformuje, ale da nam również znak, kiedy znajdziemy się z powrotem w zasięgu. Jednocześnie, gdy tag jest w zasięgu bluetooth naszego smartfona, możemy włączyć akustyczny alarm (w postaci melodyjki, albo pikania), który pozwoli łatwiej odnaleźć nam zaginiony przedmiot z przypiętym tagiem.

Pomysł na ratowanie quadrocoptera jest dość prosty. Montujemy lokalizator w / na quadrocopterze uprzednio parując go z telefonem. Jeśli model poleci nam za daleko i spadnie w nieznanym miejscu, to idąc w kierunku, w którym nam uciekł, włączamy aplikację od tagu bluetooth i liczymy na to, że oba urządzenia się znowu połączą. Orientacyjny zasięg, w jakim to zadziała, to paręnaście metrów. Po odzyskaniu połączenia z tagiem możemy włączyć jego sygnał, który przy odrobinie szczęścia usłyszymy i doprowadzi nas do zgubionego modelu.

Zaleta rozwiązania to niewielki koszt i fakt, że tag ma swoje własne zasilanie. Wada to niewielki zasięg, więc musimy podejść dość blisko do quadrocoptera, a dodatkowo niektórzy użytkownicy skarżą się na nie do końca spolegliwe przywracanie połączenia. Zdarzają się przypadki, że tag nie połączył się z telefonem mimo, iż były oba w pobliżu. Przed użyciem polecam więc wykonać testy „na sucho” i zobaczyć, jak rozwiązanie się sprawuje.

Przykład: Banggood – Bluetooth Nut 2.0

Lokalizator GPS (od 150 zł)

gps_locator
[Źródło: Banggood – http://www.banggood.com/LK106-Mini-GPRS-Tracker-Locator-Waterproof-Drop-Resistance-Dustproof-for-Kids-Olders-Pets-p-987573.html]

Najdroższe z prezentowanych rozwiązań to lokalizator GPS. Jest to najbardziej zaawansowany sposób znakowania modelu, a jednocześnie w miarę niezawodna. Jednocześnie, oprócz ceny trzeba też pamiętać o wadze. Nie każdy quadrocopter swobodnie dźwignie takie urządzenie, więc warto o tym pamiętać.

Idea jest dość prosta. Lokalizator ma wbudowany modem GPRS oraz moduł GPS. Do środka wkładamy kartę SIM (np. prepaid) ze znanym nam numerem telefonu. Dzwoniąc, bądź wysyłając SMS do lokalizatora, odeśle nam on w zamian swoją aktualną pozycję. Urządzenie powinno na wbudowanej baterii działać od jednej do paru dób, zależnie od wielkości i modelu.

Dostępne na Allegro i w Chinach urządzenia są dużo tańsze od sprzętu markowego, ale także bardziej zawodne. Zanim wybierzemy dany sprzęt, warto poczytać co piszą o nim inni użytkownicy, bo najgorsze co może się stać, to brak możliwości uzyskania lokalizacji urządzenia dokładnie wtedy, gdy tego potrzebujemy. Warto również w tym przypadku przeprowadzić gruntowne testy, nim przyczepimy sprzęt do naszego modelu latającego.

Przykład: Banggood – lokalizator GPS

Alarm akustyczny podłączany do odbiornika (ok. 20 zł)

failsafealarm-13064
[Źródło: Hobbyking – http://www.hobbyking.com/hobbyking/store/catalog/failsafealarm-13064.jpg]

Ostatnia propozycja to rozwiązanie dla tych, którzy mają kopter z prawdziwym odbiornikiem RC (np. wyścigową 250-tkę, Phantoma, CX-20, czy samodzielnie budowany model). Do jednego z 3-pinowych złącz (którykolwiek z kanałów) podłącza się miniaturowy alarm, który bada, czy na danym kanale jest sygnał. Jeśli przestanie się on pojawiać ze względu na zbyt duży zasięg od aparatury lub jej wyłączenie to po ok. minucie alarm zacznie wyć z natężeniem dźwięku 85 dB. Daje to dość sporą szansę, że usłyszymy własny model, który leży w trawie lub krzakach.

Buzzer podłączany do kontrolera lotu

Kontrolery lotu w droższych modelach i tych, które składa się samodzielnie mają złącze do którego da się podłączyć tzw. Buzzer, czyli miniaturowy głośniczek, który emituje głośny pisk. Służy on do sygnalizowania niskiego napięcia baterii, ale można go również uruchomić przełącznikiem na aparaturze (jeśli mamy taką, którą da się konfigurować). Buzzer dobrze jest schować wewnątrz kadłuba (jeśli jest to rama otwarta), albo zamocować go w ten sposób, by nie urwał się podczas nieudanego lądowania. Jest to powszechnie stosowane rozwiązanie wśród osób, które budują tzw. racery, czyli modele do wyścigów FPV.

Buzzer 5V z generatorem
Buzzer Lantian 5V z generatorem

Alarm niskiego napięcia

Jeżeli posiadamy quadrocopter, który nie daje możliwości instalacji własnego buzzera, ale posiada baterię co najmniej 2S to możemy do złącza balansera podpiąć układ, który przy niskim napięciu będzie głośno piszczał. Niewątpliwą zaletą jest prostota użycia. Jedyne co musimy zrobić, to podłączyć wolne złącze baterii do buzzera pilnując, aby do pinu COM podłączyć czarny przewód (masę), a do pozostałych, czerwone, lub kolorowe – zależnie od stosowanej baterii. Są alarmy posiadające jeden lub dwa głośniczki i są słyszalne z dobrych parudziesięciu metrów. Ich oryginalnym zastosowaniem jest ochrona nas przed rozładowaniem ogniwa ponad miarę, ale pośrednio mogą nam pomóc znaleźć model po upadku, gdy jego bateria dostatecznie osłabnie. Należy jednak zagwarantować, że jest on na tyle mocno przymocowany, że nie odłączy się przy upadku. Warto więc przemyśleć jego instalację.

Alarm lipo dla 2S-4S z jednym buzzerem

Alarm lipo dla 1S-8S z dwoma buzzerami

Dronekeeper Mini

Urządzenie, które zasłużenie się tutaj znalazło. Jest to droższa wersja powyższych rozwiązań, która oprócz sygnalizowania słabej baterii potrafi też włączyć się, gdy zgubimy model. Różni się od powyższych alarmów Li-Po dwoma elementami. Po pierwsze posiada własne zasilanie, więc będzie wyć nawet, gdy nie zostanie podłączony do ogniwa od quadrocoptera (choć może – wtedy będzie się dodatkowo ładował). Po drugie posiada on czujnik (prawdopodobnie akcelerometr z żyroskopem), którym sprawdza, czy kopter jest w ruchu. Jeżeli przez ustawiony wcześniej okres czasu (domyślnie 30 sekund) nasz sprzęt będzie nieruchomy to zacznie piszczeć. Z jednej strony oznacza to, że po jego włączeniu trzeba wystartować, ale jesli spadniemy gdzieś w krzaki, powinniśmy usłyszeć skąd dochodzi pisk.

Link do jednego ze sklepów skąd można kupić Dronekeeper Mini

Podsumowanie

Utrata modelu zdalnie sterowanego, szczególnie latającego naprawdę może się zdarzyć. Ja dotychczas straciłem 2 modele (WLToys V959 i Hubsana H107D) i gwarantuję, że nie jest to przyjemne uczucie nie mówiąc o możliwości zrobienia szkód, poza samym kosztem nowego quadrocoptera. Oczywiście wprawny pilot ma większe szanse, aby uratować model, nawet lecący wysoko i daleko, ale niestety wszyscy popełniamy błędy. Jeśli nie zainwestujemy w żadne z powyższych rozwiązań, to samo naklejenie kartki z numerem telefonu nic nie kosztuje, a być może znajdziemy się wśród tych szczęściarzy, którym ktoś życzliwy odda zgubę. Warto to zrobić, bo zajmie nam tylko chwilę, a może uratować przed kolejnym wydatkiem paruset złotych.

A jak wyglądała Twoja historia ?

Jeżeli masz ciekawą historię odzyskania zgubionego quadrocoptera albo sprawdzony sposób, żeby go nie stracić – napisz ! Mailem na 4smigla@gmail.com albo w komentarzu. Chętnie umieszczę Twoją historię pod tym wpisem.

  • Patryk Marszałek

    Witam. Ja zgubiłem swojego drona. Yuneec q500 4k. Niestety nie udało się do dziś go znaleźć… dron wbił się w powietrze i odleciał, nie miałem nad nim żadnej kontroli, nie reagował na nic tak jak by to nie był kontroler do niego, odleciał na 2000m i łączność się zerwała. Szukaliśmy go dwa tygodnie, wpisałem wszystkie współrzędne z danych telemetrycznych, zrobiłem mapę jego całego lotu, oraz prawdopodopodobnego kurs lotu ale poszukiwania zakończyły się porażką. Na szczęście firma dała nowego ma gwarancji! 🙂 I tego drugiego muszę zabezpieczyć. I mam pytanie. Najlepszym rozwiązaniem dla mnie byłby GPS tracker, lecz czy nie bedzie kolidowal z gps w dronie? Czy przez to nie zwieje znowu? Niestety nikt mi nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie…

    • Widziałem właśnie pytanie na grupie Drones Polska na FB, ale jak obserwuję, odpowiedzi są faktycznie dość specyficzne. GPS Trackery faktycznie opisywałem, ale sam z nich bezpośrednio nie korzystałem – nie latam z GPS, więc dystanse też nie są tak znaczące, a i nie ma u mnie możliwości, żeby kopter po utracie łączności z aparaturą odleciał w siną dal.
      Jeśli chodzi o tracker to jest to nic innego, jak odbiornik GPS i moduł GSM. Urządzenia do geolokalizacji jedynie odbierają sygnał GPS – nic nie wysyłają jako takie, więc nie widzę powodu, by dwa działające obok siebie miały na siebie wpływać. Tym bardziej, że popularne jest już dublowanie odbiorników GPS i sensorów (choćby Mavic) właśnie na wypadek awarii jednego z nich.
      To, na co zwróciłbym uwagę to jakość trackera GPS. Do Yuneeca, który sam w sobie tani nie jest kupowałbym urządzenie niekoniecznie z Banggood i niekoniecznie tanie. Rzecz w tym, żeby tracker był bardziej niezawodny, niż kopter, a z mojego skromnego doświadczenia z tego typu urządzeniami z Allegro (czyli niewysoką półką), łatwość konfiguracjai i wielogodzinne działanie na baterii wcale nie są standardem. Widzę, że w sieci polecane są między innymi Trackimo (https://buytrackimo.myshopify.com/products/trackimo-drone-gps-tracker), ale oczywiście cena jest adekwatna do popularności.
      Jeśli chodzi o samo uciekanie koptera to niestety w modelach z GPS sprawa nie jest taka prosta. Kopter powinien się przełączyć w tryb Return To Home w momencie utraty połączenia z aparaturą, o ile kontroler lotu właściwie był ustawiony. Nie wiem, czy Yuneec pokazuje siłę odbieranego sygnału (RSSI), bo o ile nagła utrata połączenia jest możliwa (sporo urządzeń pracuje na 2.4GHz, bo to pasmo dostępne dla wszystkich) to RSSI pozwala ocenić, czy ślizgamy się po krawędzi, czy jeszcze nie. W momencie utraty połączenia kopter powinien przejść w tryb Return To Home bazując na ustawieniach kontrolera, czyli m.in. wysokości na którą ma się wzbić, aby potem kierować się do miejsca startu. W ustaleniu kierunku powrotu bierze udział GPS, oraz IMU (układ z akcelerometrem, żyroskopem oraz magnetometrem (kompasem)). Dopóki urządzenia zgadzają się w pomiarach – wszystko działa jak należy. Gorzej, kiedy GPS i magnetometr dostają inne wyniki – wtedy kopter potrafi „zwariować”. GPS podaje mu w jakim kierunku ma lecieć, na podstawie magnetometru stara się ten kierunek trzymać, ale jednocześnie zgodnie ze wskazaniem GPS oddala się od miejsca, w którym powinien docelowo się znaleźć. Dwie rzeczy, które minimalizują to ryzyko to sprawdzanie indeksu KP, który wynika z aktywności słonecznej i powoduje zakłócenia w polu magnetycznym, co przekłada się na precyzję działania GPSów, jak i samych kompasów. Dlatego aplikacje takie jak UAV Forecast pokazują ten parametr i podają, czy bezpieczne jest danego dnia latanie. Drugi powód to źródła zakłóceń odczytów kompasu przed startem takie jak zbrojenia, czy duże stalowe konstrukcje. Ich obecność może wpływać na to, co będą „widziały” czujniki podczas startu i wysoko w powietrzu, stąd zalecana kalibracja IMU w nowym miejscu wykonywania lotu. DJI (nie wiem jak Yuneec) daje też opcję sprawdzenia precyzji ich działania przed startem. Ryzyko utraty kontroli nad kopterem pojawia się zawsze, ale dobra konfiguracja kontrolera lotu oraz sprawdzanie warunków lotu (KP, kalibracja IMU) pozwalają zminimalizować ryzyko. Do tego dochodzą jednak błędy w samym oprogramowaniu kontrolerów lotu, co pokazuje przykład pierwszych Sparków, które nieoczekiwanie zaczynały „żyć właśnym życiem” wcale niedaleko od aparatury. Skoro producent przysłał nowy model to niewykluczone, że niejawnie przyznał się do własnego błędu, którego Pan nie mógł przed lotem przewidzieć.

  • Krzysztof Ochab

    Odświeżam temat – jaki tracker GPS stosujecie u siebie? ;>
    Zaczynają się schody, chęć podnoszenia pułapu i przyuczanie do obserwacji. Już kilka razy zgubiłem zasięg ale wczoraj to już kaplica. Szukam szukam i nie mogę znaleźć drona. Muszę mimo wszystko zabezpieczyć się jakimś trackerem -> https://www.banggood.com/TK110-Car-GPS-Tracker-GSM-GPRS-GPS-Quad-Band-Tracking-Device-p-933594.html?rmmds=search
    Jakieś opinie? Może polecacie jakieś inne? ;>
    I pytanie, czy jest taka opcja że po utracie sygnału dron mógł zwariować i samoczynnie zwiększaćsobie ciąg na silniczkach? Bo zawsze spadał na glębę po utracie sygnału. Bugs 3 o nim mowa.

  • Ja sobie kupiłem taką zabawkę:
    https://aerixdrones.com/products/aerix-vidius-hd-the-worlds-smallest-live-streaming-hd-video-drone
    Oczywiście przy tych rozmiarach jest bardzo podatna na podmuchy, a kłopot jest jeszcze taki, że jak wpadnie w trawę to trzeba mieć dużo szczęścia żeby ją zobaczyć!
    Jest też za mała żeby coś do niej przyczepiać, ale nadaje sygnał wizyjny dobre kilkanaście minut po upadku. Niestety w softwarze nie ma narzędzia żeby ten sygnał namierzyć, a przecież to zwykłe WiFi. Powinno się dać określić kierunek.

    • Widzę, że to kolejna odmiana Cheersona CX-10W lub czegoś podobnego 🙂 Super!
      Jeśli chodzi o namierzanie sygnału to oczywiście, że da się to zrobić, ale albo przy zastosowaniu kierunkowych anten, albo po prostu próbując badać siłę sygnału określić jak daleko jest się od modelu – zapewne po prostu twórcy aplikacji nie rozważali takiej opcji. Zakładam, że model rozgłasza własną sieć Wi-Fi, więc można użyć do jego szukania czegoś pokroju Wi-Fi Analyzer, który pokazuje siłę odbieranego sygnału na poszczególnych kanałach. https://play.google.com/store/apps/details?id=com.farproc.wifi.analyzer&hl=pl

  • szcz

    Z tą karteczką z numerem telefonu nie jest wcale taki świetny pomysł. O ile przy lataniu na odludziu może się sprawdzić, to w terenie zabudowanym może być nieciekawie. Np kopter ucieknie i spadnie komuś na samochód. Znalazca dzwoni, (nie mówi nic o szkodzie), umawiacie się na spotkanie, a on chce grubą kasę za naprawę auta. Zatem do zabawek bym karteczki nie przyklejał. Co innego jak się lata zawodowo i ma się ubezpieczenie.

    • Akurat z taką argumentacją się nie zgodzę. Jeżeli kopter ci uciekł, to jest to niestety Twoja wina jako operatora i jako taki powinieneś liczyć się z konsekwencjami, łącznie z odpowiedzialnością za szkody nim wyrządzone. Jest to toższame z uszkodzeniem innego pojazdu na parkingu podczas manewrowania, a następnie szybką ucieczką, bo może nikt nie zauważył. Oczywiście na małe modele nawet nie wykupisz ubezpieczenia, ale też szansa, że wyrządzą szkody jest niewielka. Tak, czy inaczej, wypada (podkreślam – wypada) wziąć odpowiedzialność, jeżeli coś się stanie, bo w przeciwnym razie przerzucasz koszt napraw na właściciela, a on akurat nic nie zawinił.

      Oczywiście równie dobrze można trafić na furiata, których pewnie nie brakuje, który będzie udowadniał, że Twoja Syma X5C urwała zderzak, czy zmasakrowała błotnik i usilnie spróbuje wymusić zwrot pieniędzy za coś, co nie miało miejsca, ale to już kwestia do ewentualnego rozstrzygania przez sąd. No i jest to patologia w drugą stronę, ale moim skromnym zdaniem nie powinno to nikogo zwalniać z odpowiedzialnego latania – jakkolwiek mały model by to nie był.

  • Rekowiak

    Mi udało się zgubić Syme x5c, latałem blisko małego iglastego lasku, lecąc równolegle do lini drzew zrobiłem zły manewr i wleciałem wprost w choinki wysokości okolo 15m. Syma była biała co nie ułatwiało mi jej poszukiwań bo na tle chmur wclae jej nie mogłem dostrzec, po 2 godzinnym skakaniu po drzewach i kolejnej godzinie obserwacji lornetką z dalszej odległości poddałem się i zawiedziony psozedłem do domu. Co dziennie jeździłem w to miejsce z nadzieją, że dron lezy gdzieś w krzakach lub na sciułce albo poprostu zauważę go na drzewie lecz niestety tak się nei stało. Po połtora tygodniowej traumie, usłyszałem pukanie w okno, z daleka nie widziałem nikogo więc podszedłem aby sprawdzić czy ktoś faktycznie tam jest, Pod oknem stała mała dziewczynka w wieku 4 lat która trzymała symę w rączce :). To był dla mnie szok i wielkie szczescie ze ta dziewczynka widziała wczesniej moje próby latania. Odwdzięczyłem się jej za to kupująć mnóstwo najlepszych słodyczy których sam sobie odmawiam. Takie zachowanie warto nagradzać – pomyślałem. Dzięki niej znów mogłem latać :). Do końca zycia bede jej wdzięczny. Druga ciekawa historia z symą to rozbicię jej na ORP Błyskawicy w Gdyni 🙂 postanowiłem nagrać skwer z lotu ptaka (wiem to był niedojrzały pomysł). Ustawiłem się na jego początku i zacząłem się wznośić. Nagle syma na wysokosci 15 mtrów pochyliła sie w przód i prawo po czym znikła za drzewami. To był moj 4 dzień odkąd ją kupiłem. Pomyślałem już po niej pewnie wpadła do wody, Wybiegłem zza drzew i zobaczyłem ORP błyskawicę, podszedłem blizej, dodałem gazu i usłyszałem jak śmigiełka uderzają o coś metalowego! Cud, głupi ma szczęście – to przysłowie idealnie się tu nadaje, Drona przyniósł mi marynarz który musiał zejść specjalnie z służby aby go przynieśc. Ciekawostką jest to, że marynarz odnosząc mi drona, powiedział, że niedawno wpadł dron do wody całkiem niedaleko, lecz to już był dron telewizyjny warty z jakieś 50 tyś :). Także i profesjonalistą zdarzają się wypadki. Pozdrawiam i dziękuję za artykuł!

    • XMAN

      fajne historie z fajnymi happy andami 😀

  • Kurcze ! Ale historia ! Niesamowite, że przeżyła w taką pogodę tak długo ! Bardzo się cieszę, że przetrwała z tak drobnymi uszkodzeniami. Mam też nadzieję, że korozja nie zjadła metalowych części, ale skoro silniki chodzą, to jest już nieźle.

    Jeśli chodzi o baterię to 2.5V to bardzo niska wartość dla li-po. Mówi się o tym, że spadek poniżej 3V na celę (a tu jest jedna – 1S) powoduje nieodwracalne zmiany. Tyle teorii. Zobacz, czy bateria nie spuchła – jeśli ją ściśniesz i będzie czuć, że coś „pływa” w środku to należy z nią postępować ostrożnie. Sprawdź też, czy faktycznie ładuje się do około 4.2V i trzyma w miarę przyzwoicie ładunek. Bywa tak, że owszem ogniwo się ładuje, ale potem po 30 sek. jest już puste.

    Jeśli także bateria to przeżyła to mamy naprawdę nieśmiertelny model ! 🙂

    Jeżeli masz jeszcze co pokazać (zdjęcia) i krótko opisać historię, to mogę wrzucić na blog Twój własny artykuł 🙂 W sumie dział „Artykuł czytelnika” na razie nie za bardzo ma się jak rozwijać, ale im więcej Waszych głosów, tym lepiej !

    • Kudi

      Preleciałem całą płytkę ipą, kondensatory też nie spuchnięte więc myślę że tragedii nie będzie.
      Co do baterii to jest delikatnie spuchnięta ale przed chwilą testowałem i chodziła około 9 minut z samym podwoziem bez kamerki i osłon śmigieł (teraz po rozładowaniu lotem multimetr pokazuje 3.70V) – jestem w szoku! Jednak zgadzam się trzeba na nią uważać, z resztą i tak muszę zamówić od żółtych przyjacieli jakieś dodatkowe pakieciki i silniki.

      Zdjęcia jakieś mam ale robione gównianym telefonem więc muszę zgrać to na kompa i zobaczyć czy jest w ogóle sens dodawać.
      Jeśli będzie coś widać to postaram się coś skrobnąć w wolnej chwili i Ci najwyżej podeślę na maila ale jak będę się zabierał w przyszłości za range moda to mogę zrobić już jakieś fotostory ala poradnik 🙂
      Oby wszyscy do wszystkich latadełek mieli tyle szczęścia i oby wszystkie były tak wytrzymałe 🙂

      • Aaa, no to widzę, że wiesz o co chodzi 🙂 Super, cieszę się, że wszystko działa tak dobrze ! Przyznam, że po tak długim pobycie na drzewie nie wyobrażałem sobie, że elektronika to przetrzyma, a tym bardziej bateria. Całe życie się człowiek uczy !

        Gdybyś robił rangemod to też bardzo chętnie umieszczę zebrane przez Ciebie informacje. Staram się jak mogę pisać na blogu jak najwięcej, ale każde ciekawe opracowanie bardzo się przyda, tym bardziej, że jest trochę zainteresowanych 🙂

        Faktycznie, życzmy sobie tyle szczęścia do odzyskiwania quadrocopterów w tak nienagannym stanie 🙂
        Pozdrawiam i dzięki !

  • Kudi

    Bardzo przydatny artykuł. Chociaż na karteczkę z numerem telefonu sam wpadłem 🙂
    Niestety moja syma od kilku dni wisi na drzewie i to na moim podwórku, tyle że na wysokości jakieś 15/20 metrów… W taką pogodę nie mam zamiaru tam wchodzić. Więc czasem quad może być tak blisko a jednocześnie tak daleko 🙂

    • Trzymam kciuki, żeby przeżyła pobyt na drzewie ! Myślę, że bateria będzie do wymiany, ale jeśli zdążyła się całkowicie wyczerpać, to jest szansa, że wilgoć nie wykończy elektroniki. Są firmy, które zdejmują z drzew quadrocoptery, ale koszt przekroczyłby na pewno zakup nowego modelu. Mam jednak głęboką nadzieję, że jeszcze ją odzyskasz – może w końcu wiatr ją zwieje albo znajdziesz kogoś z dłuuuugą drabiną 😉

  • Dronokopter

    Pierwszy! 😀 A tak zupełnie poważnie to osobiście nie wpadłbym na taki pomysł, kupuję niebawem nowe „latadełko” w więc gdy będę nim latał na zewnątrz, to chętnie wykorzystam Twoje porady. Dzięki!

    • Cieszę się, że na coś się przydały 🙂 Patent z numerem telefonu faktycznie nie zaszkodzi, choć najlepiej po prostu nie latać nim za wysoko, szczególnie na początku ! 🙂

      Pozdrawiam i udanej zabawy !

  • XMAN

    również czekam na historyjki 😀