Quadrocoptery – kupujemy pierwszy model

Szukamy dla Siebie modelu

Hobby, o którym piszę nie jest w Polsce wciąż bardzo popularne. Przeważnie wiedza kończy się na znajomości nazwy pojazdu, który zwisa nam nad głową – magiczne, lekko pejoratywne – „dron”. Nie jest to towar pierwszej potrzeby, więc na ogół ten wydatek jest daleko na naszej liście zakupów. Tutaj chciałbym napisać o tym, jak dobrze wydać nasze pieniądze, ponieważ rynek jest dość bogaty.

Quadrocoptery są używane dwojako: do latania akrobatycznego lub filmowania z lotu ptaka. Łączenie jednego z drugim rzadko ma sens, ponieważ nagrywanie filmów wymaga stabilnego, spokojnego lotu. Tego oczekuje też widz, który będzie oglądał nasz przelot – obejrzenia okolicy z powietrza. Robienie w tym czasie podwójnej beczki z pewnością z ziemi wygląda imponująco, ale u oglądającego nasze nagranie nie spotka się to z entuzjazmem. Szukając z kolei modelu do latania dynamicznego lepiej skupić się na egzemplarzach pozbawionych kamery, gdyż zmniejszona waga pojazdu i smuklejszy kształt (np. pozbawiony płoz do lądowania) przekłada się często na lepsze parametry lotu. Również konfiguracja kontrolera lotu może być bardziej dopasowana do robienia ewolucji, podczas gdy modele z kamerą mają być przede wszystkim bardzo stabilne w zawisie.

Z kamerą, czy bez ?

20141002_081433

WLToys z kamerą VGA (640×480, 60 fps)

Wychodzę z założenia, że wszystko inaczej wygląda „z powietrza”. Ciekawie jest popatrzeć na okolice, które dobrze znamy, z wyższej perspektywy. Na to pozwoli nam quadrocopter z kamerą. Mimo, iż producenci dają nam odczuć, że urządzeń do nagrywania jest wiele, to tak naprawdę wszystko kręci się wokół dwóch parametrów: rozdzielczości i liczby klatek na sekundę. W zabawkowych quadrocopterach spotkamy generalnie kilka rodzajów kamer:

20141002_081418

Hubsan X4 H107C z kamerą 2MP (1280×720, 30 fps)

Jakość nagrań z żadnego z urządzeń nie jest powalająca i dotyczy także urządzeń z „kamerą HD”. Te ostatnie to właśnie segment nagrywający w 720p, jednak przypomina ono interpolację do tego formatu i mimo, iż ostrzejsze niż kamery VGA, ich jakość nie odpowiada temu, co potrafią nagrać smartfony z większymi matrycami (np. 5 Mpix) we wspomnianej rozdzielczości. Decydując się na wybór quadrocoptera polecam szczerze unikać modeli z kamerą VGA i 30 klatkami na sekundę. Obraz nie jest płynny i wygląda dokładnie tak jak ten prezentowany przez najtańsze kamerki USB do wideorozmów. Przy 60 fps nagranie z lotu jest płynne i dużo przyjemniejsze dla oka.

Jeżeli nasz budżet na to pozwala to można rozważyć kupienie naprawdę dużego quadrocoptera, który dźwignie porządniejszą kamerę typu GoPro. W tej kombinacji nieźle prezentuje się WLToys V262 (lub V333) z kamerką Mobius. Ta ostatnia potrafi nagrywać w Full HD i jest to jakość wyjątkowo przyzwoita przy jednocześnie niskiej cenie – około 250 zł (Banggood.com). Dodatkowo tego typu kamera, posiadająca własne zasilanie może zostać przyczepiona w przyszłości do modelu z wyższej półki, takiego jak DJI Phantom, czy Cheerson CX-20.

Obecnie są już na rynku quadrocoptery potrafiące nagrywać nawet w formacie Full HD np. Nine Eagles Galaxy Visitor 6, tyle że cena generalnie przekracza 500 zł, a wtedy warto już pomyśleć nad rozwiązaniem opisanym powyżej, ponieważ tutaj kamera będzie działała tylko z wybranym modelem.

Duży, mały, średni

20140919_131610

Na zdjęciu od lewej: WLToys v272, Hubsan X4 H107C (HD) oraz WLToys V222.

Wielkość quadrocoptera to kryterium, które wpływa na szereg czynników związanych z lataniem. Małe modele są naturalnie lżejsze od swoich większych odpowiedników, ale też bardziej „zbite” (Hubsan X4). W przypadku błędu pilota kontakt z ziemią bywa bardziej dotkliwy, niż modelu typu Syma X1, czy widoczny powyżej V222. Elementy są dość sprężyste i często amortyzują siłę uderzenia w przypadku nieplanowanego kontaktu z podłożem. Porównując częstotliwość wymiany śmigieł w Hubsanie X4 oraz Symie X1 i WLToys V222 uważam, że te większe i przez to kręcące się wolniej są mniej podatne na poważne uszkodzenia. Smigła w mikro i nano quadrocopterach może i są elastyczne, ale wielokrotnie po prostu mi pękały w pół. W dużych modelach częstsze były szczerby i wygięcia, ale drobna korekta pozwalała na kontynuowanie lotu.

Małe modele dużo szybciej reagują na zmianę kierunku lotu i można wykonywać nimi bardzo gwałtowne manewry. Z pewnością nie bez przyczyny jest tu niewielka masa i większy stosunek mocy. Z pewnością Hubsan X4 wznosi się szybciej niż mój V222, ale też trudniej jest nim nagrywać w locie, ponieważ bardzo gwałtownie reaguje on na każde wychylenia drążków.

Najmniejsze quadrocoptery mają jednak niewątpliwą zaletę – łatwo je ze sobą zabrać i bawić się nawet na małej powierzchni. Cheerson CX-10 mieści się spokojnie w małym pudełku, a to z kolei w kieszeni.

Nie zgodzę się natomiast z opinią, że małe modele nie bardziej podatne na „zabieranie” przez wiatr. Z moich doświadczeń wynika, że w silnym wietrze łatwiej stracić v222 (skrajnie po prawej na zdjęciu), niż v272 (skrajnie po lewej), który jest wielokrotnie lżejszy i mniejszy.

Jak tym sterować, czyli aparatura

20140919_132234

 Na zdjęciu od lewej i od góry: Cheerson CX-10, Hubsan X4 H107C, u dołu Syma X1 oraz WLToys V222.

Entuzjaści modeli zdalnie sterowanych dobrze wiemy, że to czym kontrolujemy model nazywa się aparaturą. Każdy producent ma własną interpretację tego, jak powinna ona wyglądać i działać, co widać na zdjęciu powyżej. Najbardziej typowy kształt widać w lewym-dolnym narożniku zdjęcia. Taką aparaturę dodaje do swoich modeli Syma (np. X1), ale producent ma również w zanadrzu kontroler, który żywcem przypomina pad do XBoxa (np. Syma X3, X4). WLToys (prawy-dolny) używa nieco bardziej obłego modelu, Hubsan (prawy-górny) preferuje, podobnie jak Syma coś na kształt pada do konsoli, a Cheerson CX-10 dociera do nas z absolutnie miniaturową wersją kontrolera.

Wybór modelu latającego zawsze jest ważniejszy, niż sprawdzanie jak wygląda dostarczona aparatura, ale warto ją wziąć pod uwagę podczas zakupu. Podstawowa pułapka to zasięg naszego nadajnika radiowego. Modele Syma (np. X1 albo X5C) nadają się do latania po parku, ale mając quadrocopter z kamerą możemy stracić z nim łączność już na poziomie 4-tego piętra. Tutaj dużo lepiej wypadają modele WLToys (np. V959, V222, V262 itd.). Zasięg aparatury jest około 2-krotnie większy i można liczyć, że w granicach 100m będziemy mieli kontakt z pojazdem. Podobnie wygląda Hubsan ze swoim podstawowym modelem X4 – ważne jednak, żeby wybierać wersję „Upgraded”, która ma aparaturę o zwiększonym zasięgu – producent deklaruje również ok. 100m.

Następne kryterium to wygoda użytkowania. Aparatura podobnie jak lustrzanka cyfrowa – im większa i cięższa – tym lepsza. Cheerson CX-10, którego kontroler znajduje się w lewym-górnym rogu zdjęcia jest najmniejszym na świecie quadrocopterem, więc i ona jest miniaturowa. Sterowanie nie jest niemożliwe, ale na pewno nieco mniej wygodne, niż w przypadku Hubsana X4 (prawy-górny róg).

Przy kupnie modelu warto też zwrócić uwagę, żeby wybrać odpowiedni tryb aparatury – na ogół dostępne są „mode 1” i „mode 2”. Co to oznacza ? Definiuje, pod którym drążkiem będziemy mieli „gaz” (throttle). Przyjęło się, że modele w USA najczęściej mają go pod prawym drążkiem (Mode 1), natomiast w Europie posługujemy się lewym – Mode 2. W zasadzie wszystkie modele na Polskim rynku będą w Mode 2 i tego polecam się trzymać. Co prawda część aparatur można potem zmienić z Mode 1 na Mode 2, ale wymaga to trochę zachodu.

Wyświetlacze LCD w aparaturach od tanich quadrocopterów (< 500 zł) nie są praktycznie do niczego przydatne i stanowią w dużej mierze bajer. Dowiemy się jak ustawione są trymy (korekta lotu w różnych płaszczyznach), jaki jest stan baterii w aparaturze oraz tryb lotu (High/Low w Symie, 40/60/80/100% – WLToys i Normal/Expert w Hubsanie), czyli to jak szybko i gwałtownie model będzie reagował na aparaturę. Z niepotrzebnych rzeczy poznamy aktualne wychylenie drążków (np. w %), jak również animację ukazującą wirujące śmigła quadrocoptera oraz uwaga – siłę sygnału aparatury – podobnie jak w telefonie komórkowym. Niestety ta ostatnia jest niemierzalna, gdyż komunikacja z odbiornikiem w quadrocopterze musiałaby być dwustronna, a takiej w zabawkach tej klasy nie ma. Innymi słowy – ściema !

Tak naprawdę większość informacji aparatura przekazuje poprzez dźwięk – charakterystyczne „piknięcia” informują o tym, czy mamy połączenie z modelem, jak również informuje o zmianie trymu na poszczególnych kanałach, a nawet o trybie, w którym latamy. Np. Cheerson CX-10 liczbą „piknięć” mówi o tym, w jak szybkim trybie lotu jest. Taka interakcja z aparaturą również nie wymaga odrywania oczu od modelu w trakcie lotu, co w niektórych sytuacjach bardzo ułatwia życie.

Oświetlenie, czyli choinka na niebie

20141002_081048

Większość quadrocopterów, które są dostępne na rynku, ma bogate oświetlenie LED. Jego rola nie sprowadza się jednak do estetyki. Pozwala się ono zorientować, szczególnie patrząc na model z dołu, w którą stronę jest on obrócony. W słoneczny dzień pomagają nam w tym także kolory śmigieł – z tyłu najczęściej czarne, z przodu – to już zależy od modelu i producenta. Najczęśćiej jednak jest to wyraźnie odróżniający się kolor. Warto też wiedzieć, że przy lotach na dużej wysokości diody LED od spodu modelu na pewno już nie będą widoczne, ale kontrast między kolorowymi śmigłami owszem, więc to one pełnią ważniejszą funkcję. Przy zabawach akrobatycznych natomiast dużo łatwiej jest kierować się własnie oświetleniem, które im bogatsze tym łatwiej pozwoli nam się zorientować w którą stronę lecimy. Najczęśćiej tył modelu oświetlają diody czerwone, przód – zielone, ale również nie jest to reguła. Na rysunku powyżej widać Hubsana X4 (po lewej), który z przodu ma niebieskie LEDy i dodatkową parę „oczu”, która dodatkowo ułatwia orientację w trakcie lotu. W obu pokazanych powyżej modelach, jak i w zasadzie wszystkich pozostałych można wyłączyć oświetlenie, aby oszczędzić baterię. Warto jednak zwrócić uwagę, że prąd potrzebny do zasilenia diód jest parudziesięciokrotnie mniejszy, niż ten, którego wymagają 4 silniki quadrocoptera. Nie należy się więc spodziewać drastycznych różnic w czasie lotu.

Oświetlenie modelu pełni wreszcie ostatnią, ważną funkcję. Informuje nas o niskim stanie baterii, na ogół poprzez miganie wszystkimi diodami. Daje nam to czas na posadzenie modelu na ziemi, gdyż w przeciwnym razie układ elektroniczny, który zabezpiecza baterię litowo-polimerową przed nadmiernym (szkodliwym) rozładowaniem po prostu odetnie zasilanie. Efekty spadnięcia na twardą powierzchnię, jaką na przykład jest chodnik, łatwo przewidzieć. Większość modeli posiada wspomnianą wcześniej formę informowania o rozładowaniu baterii z niechlubnymi wyjątkami takimi jak WLToys v272, który po prostu po pewnym czasie nie ma „siły” podnieść się z ziemii. Syma X1 sygnalizuje to z kolei diodą na głównej płytce, ponieważ nie ma innego oświetlenia, i redukuje moc silników na tyle, żeby posadzić model, nie pozwalając mu się ponownie wznieść.

Koliber, czy jastrząb – o wielkości śmigieł

20141002_080755

Większość quadrocopterów, których cena nie przekracza 300 zł mają silniki podobnej mocy i wielkości. Tego samego nie można powiedzieć o śmigłach, co widać na zdjęciu powyżej. Aby wprawić je w ruch, niezbędna jest przekładnia (tutaj zestaw dwóch kół zębatych). Duże śmigło, poprzez fakt, że kręci się wolniej, jest też mniej podatne na połamanie przy twardym lądowaniu. Małe z kolei, wirujące 1:1 z prędkością obrotową silniczka (np. Hubsan X4 – zielone śmigła powyżej) często nie wytrzymują mocniejszej kolizji. Nie raz zdarzyło mi się, że wręcz pękły w pół, czego nie mogę powiedzieć o śmigłach z Symy X1 (podobny rozmiar jak to pomarańczowe na zdjęciu powyżej). Oczywiście każdy kij ma dwa końce. Plastikowe koła zębate (WLToys V222 ma jedno metalowe – założone na osi silnika, co widać na zdjęciu) nie lubią piasku, ale także są podatne na uszkodzenia mechaniczne gdy pęknie czarna osłona, również widoczna na zdjęciu. Tak zdarzyło mi się właśnie w Symie X1. Koło zębate, które zostało „przytarte” będzie powodowało „przeskakiwanie”, które albo zmęczeniowo wyłamie wałek silnika, albo też spowoduje taki spadek obrotów, który uniemożliwi trzymanie stabilnego lotu. W tym przypadku naprawa Hubsana X4 poprzez wymianę śmigła jest tańsza i łatwiejsza.

20141002_080717

Dużą przewagą quadrocopterów nad innym sprzętem latającym jest prostota. W przypadku montażu śmigła bezpośrednio na wałku silnika nie ma pośrednich części, które mogą wpłynąć na prędkość oborotową. W przypadku dużych modeli nie jest tak łatwo, ponieważ poza przekładnią mamy jeszcze wał silnika wpuszczony w plastikową obejmę, a całość pracuje na dwóch łożyskach (widać je tuż pod pomarańczowym śmigłem na zdjęciu powyżej). Wraz ze zużyciem poszczególnych elementów trudno jest jednoznacznie ustalić przyczynę coraz gorszej pracy quadrocoptera. W małym modelu, takim jak Hubsan X4 (po lewej na zdjęciu) jeżeli któreś ze śmigieł pracuje gorzej, po prostu wymieniamy silnik i możemy latać dalej.

Jeszcze słowo o budowie układu napędowego. W przypadku naprawdę poważnego rozbicia quadrocoptera może się paradoksalnie okazać, że jednak duży model ma przewagę nad mniejszym. Nawet jeśli pęknie całe ramię, co nie jest łatwe zważywszy na to, że są one na ogół wykonane z włókna węglowego, to wymieniamy tylko śmigło, osłonę i koło zębate. Może też być konieczne wylutowanie silnika z kontrolera lotu na rzecz wymiany części. Ponadto jednak, reszta elementów powinna być cała. Mały quadrocopter w przypadku tak „twardego” lądowania będzie zapewne wymagał wymiany całego szkieletu, co wiąże się z wyjmowaniem elektroniki i przekładaniem jej (w tym wszystkich silników, oświetlenia itd. i nie będzie już tak prostym zadaniem.

6-osiowa, czy 3-osiowa stabilizacja ?

Praktycznie wszystkie quadrocoptery mają tzw. „3-axis stabilization” albo „6-axis stabilization”. Ta pierwsza, czyli stabilizacja 3-osiowa to po prostu wbudowany żyroskop. Czterośmigłowy model latający potrzebuje go, żeby utrzymać model w stałej pozycji podczas lotu. Niekoniecznie jednak jest to poziomy zawis nad ziemią. Jeżeli każemy modelowi lecieć prosto poprzez pochylenie go w przód, to gdy puścimy drążek, quadrocopter będzie kontynuował lot w danym ułożeniu. W tym samym scenariuszu, stabilizacja 6-osiowa zawsze przywróci nam model do poziomego zawisu (hover). Oznacza to, że model będzie leciał w danym kierunku (przechylony) tak długo, jak trzymamy drążek kierunku. Gdy go puścimy, natychmiast wróci do idealnie poziomego ustawienia. „6-axis” w tym przypadku oznacza 3-osiowy żyroskop (czujnik nachylenia), jak i 3-osiowy akcelerometr (czujnik przyspieszenia). Ten ostatni informuje model o tym, czy przemieszcza się w którymkolwiek z kierunków w trójwymiarowej przestrzeni. Ten zaawansowany model stabilizacji pozwala na wyrównanie lotu nawet gdy model obrócimy „do góry nogami”. Ci którzy uczą się latać, często potrafią puścić zupełnie gaz (lewy drążek), co powoduje, że quadrocopter zaczyna w niekontrolowany sposób spadać ze względu na zatrzymanie silników. Jeżeli teraz z powrotem przywrócimy ich pracę, to model 3-osiowy kontynuuje lot w ostatniej pozycji, jakiej był – nawet jeśli jest odwrócony. W tym samym czasie 6-osiowa stabilizacja wykryje tą sytuację i przywróci model do pozycji zawisu i często uratuje nas przed niechybnym kontaktem z twardym podłożem.

Czy w związku z tym są jakieś zalety stabilizacji 3-osiowej ? Owszem. Po pierwsze pozwala nam ona dużo lepiej nauczyć się latania, ponieważ wymaga od nas kompensowania każdego ruchu i oddaje niejako model w całości w nasze ręce. Jeżeli chcemy zawiesić model nieruchomo nad ziemią, to musimy tak pracować drążkiem kierunku, żeby samodzielnie wyrównać lot i zatrzymać ruch w poziomie. 6-osiowa stabilizacja zrobiłaby to za nas. W bardziej profesjonalnych modelach jest także możliwość przełączania się między trybami stabilizacji lotu, ponieważ quadrocoptery z silnikami bezszczotkowymi  mają tak dużą moc, że można nimi wykonywać różne ewolucje. Zrobienie „beczki” albo „pętli” w trakcie lotu jest możliwe, ale tylko wtedy, gdy model się samodzielnie nie stabilizuje, czyli ma wyłączony akcelerometr. Wtedy właśnie przydaje się ta „gorsza” stabilizacja.

Ostatni bajer wbudowanego akcelerometru to start z ręki, czy wręcz z rzutu. Mikroquadrocoptery można po prostu wyrzucić w górę i gdy dodamy gazu same „złapią” lot poziomy. Jest to z pewnością efektowne, a często i przydatne, gdyż nie zawsze możemy położyć model w takim miejscu, z którego można wystartować.

Producent, czyli komu zaufać ?

Prędzej, czy później, po rozważeniu wszystkich możliwych parametrów, trzeba się jednak zdecydować na jakiś model. Jest to trudne, ponieważ mnogość producentów, jak również istnienie wielu podróbek oryginalnego sprzętu powoduje, że przeciętnie konsument nie wie, co tak naprawdę jest warte jego pieniędzy. Przyznaję szczerze, że tutaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ ta sama firma potrafi wypuścić model, który jest doskonały i polecany przez wiele osób, a potem stworzyć coś, co będzie zaprzeczeniem poprzedniego. I tak na przykład WLToys V222 jest bardzo udanym modelem, ale już miniaturowy V272 jest totalną porażką ze względu na wariujący żyroskop. Tak samo Syma X1 jest dużo lepiej postrzegana, niż następca – X3, ale już X5C jest całkiem udana.

Moja metoda na dobór modelu jest następująca:

Po pierwsze sprawdzić, czy dostępne są części zamienne. Jeżeli można kupić model, ale nie można już kupić silniczków, czy zapasowych ramion, to po pierwszym uszkodzeniu będziemy szukali na forach informacji o tym, czy zamienniki z innych modeli pasują do naszego, a to też nie będzie łatwe. Jeżeli producent przewiduje tylko zapasowe baterie i śmigła – polecam dwa razy się zastanowić.

Po drugie – popularność modelu. Hubsan X4 jest tak znany, że nawet na allegro dostaniemy do niego masę części – nie trzeba ich ściągać z Chin. Im więcej osób lata danym quadrocopterem, tym większa szansa, że ktoś poleca jakieś przeróbki / usprawnienia, które niewielkim wysiłkiem dadzą jeszcze więcej frajdy z latania. Choćby propozycja, jak podczepić tanią kamerę i czy model ją udźwignie, albo jak zwiększyć zasięg aparatury.

Po trzecie pozytywna recenzja na Youtube. Wklepując nazwę danego quadrocoptera powinniśmy być w stanie znaleźć przynajmniej parę nagrań, które pokazują nasz upatrzony produkt w locie. Należy unikać nagrań reklamowych (co jest dość oczywiste), a oglądać po prostu recenzje (np. „Hubsan X4 H107L review”). Niektóre z osób dostają od sklepów internetowych modele do przetestowania i naprawdę są one rzetelne. Jeżeli model ma jakąś oczywistą wadę, to natychmiast się o niej dowiemy. Dodatkowo możemy zobaczyć, jak zwinny i łatwy w lataniu jest dany quadrocopter, co skrzętnie wypunktowują recenzenci. Niebawem sam planuję się zabrać za przygotowywanie takowych, więc polecam wracać na tą stronę, jak również mój kanał na Youtube.

Na końcu konkret, czyli co mogę polecić

Oczywiście cały czas wychodzą nowe modele, więc trudno śledzić wszystkie, albo przynajmniej pozostawać aktualnym. Propozycja jest również bardzo subiektywna, więc nie chciałbym się wdawać w dyskusje nt. dlaczego akurat ten, a nie inny model. Tutaj nie ma uniwersalnej odpowiedzi, tym niemniej istnieją pewne modele, które są sprawdzone i stanowią pewny, przewidywalny zakup:

Syma X1

Model, który ma już dobrych parę lat, jest wciąż polecany początkującym. Stabilny lot i duża wytrzymałość mechaniczna powodują, że jest świetny do nauki latania. Nie ma 6-osiowej stabilizacji, więc wymaga nieco więcej wysiłku, ale jak nauczymy się nim operować, to z pozostałymi modelami pójdzie nam dużo łatwiej. Dodatkowo kusi atrakcyjna cena, gdyż na Allegro można takową dostać za około 150 zł, co jak na produkt sprzedawany u nas w kraju, jest tanie. Zestaw jest gotowy do lotu po wyjęciu z pudełka (RTF), ale ze względu na swój rozmiar lepiej ćwiczyć loty na zewnątrz. Wadą jest niski zasięg aparatury, choć na otwartej przestrzeni jest on już przyzwoity. Syma X1 nie ma kamery ani podświetlenia – w tym względzie jest dość uboga.

Allegro.pl – ok. 150-160 zł

UDI u839

Jeżeli ktoś chce poćwiczyć latanie we wnętrzach bez szkód dla siebie i nowego zakupu to mogę śmiało polecić ten model. Stabilność jest zaskakująco dobra, a quadrocopter tak świetnie reaguje na ruch drążkami, że nadaje się idealnie dla początkujących. Dodatkową zaletą jest dołączona osłona na śmigła, która gwarantuje bezawaryjne rozbijanie się o ściany i sufit, jak również rozwiązanie, by model miał 2 identyczne baterie li-po – jedną dla aparatury, drugą dla quadrocoptera. Po „wylataniu” tej w modelu można ją zamienić z tą w aparaturze i kontynuować zabawę.

Wadą z pewnością jest mała aparatura, która pokonuje rozmiarem nawet tą od Cheersona CX-10. Na szczęście drążki są dość duże i czułe, ale polecam uważać, jeśli ktoś ma naprawdę duże palce. Zasięg aparatury niestety także pozostawie trochę do życzenia, więc odradzam latanie na zewnątrz.

Banggood.com – ok. 80 zł

Hubsan X4 H107L (v2 – wersja 2 !)

Mniejszy niż poprzednik – jeden z modeli typu must-have (trzeba go mieć). Bardzo dobra charakterystyka lotu i duża dynamika szczególnie w trybie expert. Trudniejszy do nauki, niż Syma X1, ale dużo od niej zwinniejszy w rękach osoby z doświadczeniem. Łatwiej go również zabrać ze sobą ze względu na małe rozmiary. Ma podświetlenie, które pozwala latać po zmroku i aparaturę o dobrym zasięgu. Obudowa jest naprawdę solidna, a ramiona specjalnie zbudowane tak, żeby przetrzymać twarde lądowania. Masa części zamiennych, także na Allegro, więc nie ma problemów z naprawą, gdy coś uszkodzimy.

Wadą są naprawdę kruche śmigła, które nie wytrzymują latania we wnętrzach – pękają częściej niż w innych modelach. Nie trzeba dodawać, że na jego miejsce po prostu trzeba włożyć nowe. Liczba zapasowych kompletów śmigieł, które zamówimy razem z Hubsanem X4 powinna wynosić przynajmniej 3-5 kompletów.

Jest także Hubsan X4 H107C i H107C HD. Różnią się kamerą (jedna to VGA, druga 720p). Mają także inne części (np. silniki) niż opisany wcześniej, więc trzeba zwracać uwagę podczas zakupu.

Model Banggood.com Allegro.pl / Olx.pl
H107L ok. 140 zł ok. 230 zł
H107C ok. 175 zł ok. 290 zł
H107C HD ok. 240 zł 340-370 zł

Cheerson CX-10

W tej chwili najmniejszy quadrocopter na świecie. Mimo swoich rozmiarów jest wyjątkowo stabilny i wytrzymały. Krótki czas ładowania baterii pozwala bawić się nim często, a rozmiar – wszędzie. Mimo braku ochrony śmigieł są one dość trwałe i częściej się wyginają, niż pękają, co gwaranuje w miarę długą, bezawaryjną zabawę. Mimo wszystko model dopiero dostaje skrzydeł, gdy zabierze się go na zewnątrz. Zasięg aparatury jest lepszy, niż w przypadku UDI u839 i model do tej pory mnie nie zawiódł w tym względzie.

Banggood.com – ok. 65 zł
Olx.pl – ok. 100 zł

  • Jacek Sawicki

    Jeżeli dobrze się orientuję, nie ma modelu w rozsądnej cenie (do 500-600 zł), który po naładowaniu latałby PRZYNAJMNIEJ 10 minut? Do zabawy w drony/quadrocoptery zniechęca mnie przede wszystkim czas lotu w odniesieniu do czasu ładowania. Zakładam że jest to mniej więcej zakres 5 minut – 2 godziny?

    Druga sprawa – jest możliwość zablokowania wysokości unoszenia ? Na przykład ustawiam drążek na pół mocy i puszczam, a dron po prostu utrzymuje się sam mniej więcej na tej samej wysokości?

    • Faktycznie quadrocoptery w tej kategorii cenowej są wyliczone na około 5-7 minut lotu, ale warto tutaj sprostować parę rzeczy.

      Po pierwsze ładowanie nie trwa 2 godzin, tylko najwyżej godzinę, bo większość ładowarek potrafi spokojnie ładować 1C (czyli prądem równym pojemności baterii [np. 350 mA dla 350 mAh]).

      Po drugie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dokupić dodatkowe ogniwa. Otrzymany ode mnie do testów Overmax XBee Drone 3.1 ma od razu 3 baterie w zestawie. Część modeli na Banggood można od razu kupić z kompletem 5 ogniw. Często cena samych baterii nie jest zaporowa, także można sobie sprawić zestaw z dodatkową ładowarką za niewielkie pieniądze.

      Po trzecie są modele, które latają na jednej baterii dość długo, ale to faktycznie wyjątki.
      Warto tutaj wskazać YiZhan Tarantula X6 (http://www.banggood.com/YiZhan-Tarantula-X6-2_4G-4CH-IOC-RC-Quadcopter-Without-Camera-p-964161.html) [ponad 10 min.],
      Syma X11 (http://www.gearbest.com/rc-quadcopters/pp_114523.html) po dokupieniu baterii 380 lub 500 mAh [11, 13 minut].
      Dość długo lata też Syma X5C, szczególnie bez kamery i osłon na śmigła. Na baterii 750 mAh również powyżej 10 minut.

      Wszystkie te modele wpadają w zakres cenowy < 300 zł, więc myślę, że całkiem atrakcyjnie.

      Pytanie jeszcze jaka jest motywacja do dłuższych lotów. Jeżeli dla kręcenia dłuższych ujęć, to w zawisie model i tak wytrzyma dość długo. Jakość tych filmów jednak na ogół nie powala, więc raczej robi się to dla zabawy.
      Jeśli dla samej zabawy to można po prostu kupić zapas baterii. Wrogiem tych silniczków jest temperatura, więc chwila "oddechu" na zmianę baterii na pewno im nie zaszkodzi.

      Przy odrobinie pokombinowania możliwości są, także nie zniechęcałbym się zbyt szybko 🙂

      Pozdrawiam !

  • Dawid

    Witam,
    ciekawy artykuł i napewno bardzo przydatny. Sporo się z niego dowiedziałem i dziękuję. Jednak nie mogę się zgodzić z wyrażoną w nim opinią na temat modelu Wl Toys v272. Jestem posiadaczem dwóch jego egzemplarzy i uważam je za najlepszy zakup jeśli chodzi o kategorię “nano”. Nie wiem o co chodziło Ci kiedy pisałeś o ‘wariującym żyroskopie’ – nie mam z tym najmniejszego problemu. Jeżeli testowałeś jedną sztukę, to może po prostu trafiła Ci się akurat jakaś wadliwa. Dla mnie latanie tym, to poezja. Ma dużą przewagę nad innymi nano quadrotorami jaką jest duża aparatura z długimi drążkami. Miałem wcześniej do czynienia z Moontopem m9911 i Cheersonem cx10. Zarówno te modele jak i inne. np Cheeron cx11, Hubsan q4, Estes proto x czy Horizon Hobby Faze, mają maleńkie radyjka z króciutkimi drążkami i dla mnie to jest kompletne nieporozumienie. Wl Toys v272 ma dużą aparature od innego, większego modelu i precyzja sterowania jest niepomiernie lepsza niż w wypadku innych modeli.
    Jeśli chodzi o rozładowanie, też nie widzę problemu ponieważ na ok 10 sekund przed rozładowaniem siłą nośna na tyle spada, że model niemalże sam powoli ląduje. Nie ma nagłego i niespodziewanego odciącia zasilania silników.
    Natomiast wadą v272 jest to, że jego silniki nie są unieruchomione (jak w cx10). przez to nawet eleganckie lądowania powodują że po parunastu czy parudziesięciu lotach obłamuje się przewodzik silnika. Dlatego posiadaczom proponuję pokombinować jak unieruchomić silniki (niekoniecznie zalewając je klejem…).
    Cheerson cx10 ma bardzo obfitą obudowę. To mi się od początku nie podobało z wiadomych względów. Mój kuzyn ma ten model i przez to przy upadkach powyginał i połamał wszystkie zapasowe śmigiełka. Zanim mi to pokazał i latałem tylko swoim moontopem i wl toys, nawet nie wiedziałem, że śmigiełka można powyginać… To tyle moich spostrzeżeń, pozdrawiam!

    • 4smigla

      Hej, dziękuję za spostrzeżenia !

      Mój problem z WLToys v272 polegał na tym, że model w trakcie latania miał nagłą tendencję do “uciekania” w którymś z kierunków i to na tyle silnego, że tylko na “high rates” dało się go sprowadzić z powrotem. Problem objawiał się w trakcie lotu i to po poprawnej kalibracji żyroskopu i wytrymowaniu na aparaturze, więc nie był to błąd pilota.
      Przyznaję, że o v272 nie pisałem tylko z perspektywy własnego doświadczenia, bo ten problem miał też Flyin’Ryan z Youtube (https://www.youtube.com/watch?v=RIKbcVN_uD4). Komentarze pod filmem potwierdzają, że ten sam problem dotknął więcej osób. Podobne głosy na temat mieli ludzie z rcgroups.com (http://www.rcgroups.com/forums/showthread.php?t=2108555&page=7). Temat jest strasznie długi, więc opinii jest równie wiele – część pochlebnych, podobnych do Twojej.
      Zgadzam się, iż po przeróbkach, takich jak solidniejsze mocowanie silniczków, które jak wspomniałeś powoduje niestabilność, model może latać lepiej. Jak czytałem dodatkową niestabilność powoduje luźna bateria. U mnie jej przyklejenie nie pomogło, ale przyznaję, już z silniczkami nie walczyłem. Być może cała seria była mniej udana, bo niektórzy też skarżyli się na baterię, z którą ja akurat nie miałem problemów. Cieszę się, że zakup ci służy i dobrze wiedzieć, że część osób uważa ten model za udany. Przyznaję, że ja już na swoim nie sprawdzę, czy przyklejenie silników by pomogło, bo po złamaniu jednego z ramion został po prostu dawcą części dla Hubsana Q4 😉

      Jeżeli chodzi o rozładowanie baterii to alarm niskiego napięcia ma w moim przekonaniu dwie podstawowe zalety (o bateriach będę pisał niebawem):
      1) Masz czas posadzić model w tym miejscu, w którym chcesz. CX-10 miga diodami zanim spadnie, więc jak akurat latasz nad wysoką trawą albo sadzawką 😉 to masz szansę posadzić go gdzieś obok siebie. Przyznaję jednak, że jest to istotne w zasadzie wyłącznie na zewnątrz, bo to gdzie wyląduje, jeśli latasz pod dachem nie ma większego znaczenia. Tak czy inaczej kiedy bateria przekroczy pewien próg owszem model siada miękko, ale w zasadzie nie możesz już nim sterować.
      2) Alarm LVC chroni też baterię przed głębokim rozładowaniem (deep discharge), czego baterie li-po szczególnie nie lubią. W dłuższej eksploatacji skraca to żywotność baterii. Szczególnie dało się to zauważyć w GX Buggy (wiem, to nie quadrocopter), którego bateria wytrzymywała jakieś 30 przejazdów, a potem jej żywotność drastycznie spadała. Oczywiście LVC nie zapobiega spadkowi pojemności baterii, ale tak jak dowiaduję się z różnych forów – są osoby, które latają z zegarkiem i po określonym czasie zaprzestają lotu, by zmniejszyć jeszcze bardziej zużycie ogniwa.

      Jestem w trakcie pisania recenzji Cheersona CX-10 i przyznaję, że oceniam go dość wysoko. Faktycznie ma większą masę, więc upadki są bardziej bolesne. Z drugiej strony po naprawdę wielu kolizjach śmigiełka miały się naprawdę wyśmienicie. Ostatnio je wymieniłem i dużych różnic nie zauważyłem, ale fakt – modele typu v272, czy proto X są po prostu lżejsze i przez to mniej podatne na uszkodzenia. Dzięki na zwrócenie na to uwagi !

      Pozdrawiam Serdecznie !