Krótko: Jak nie stracić orientacji przy dalekich i wysokich lotach ?

Ten wpis dedykuję szczególnie tym, którzy mają quadrocoptery z kamerą i pokusę wyprowadzenia ich na sporą wysokość. Patrząc po ogłoszeniach na OLX gubienie modeli typu Syma X5C jest wcale nie takie rzadkie, więc zdradzę wam trik, który może uchronić Was przed utratą quadrocoptera w krytycznym momencie.

Widzicie ten model na zdjęciu ? Tak, właśnie ten punkcik, nisko, na tle nieba, który na tym obrazku ma tylko parę pikseli. Jeżeli sprawdzacie limity zasięgu aparatury albo kręcicie ujęcia z powietrza na pewno znacie ten widok. Często wiąże się on z przekonaniem, że pora wracać, bo quadrocopter jest już wystarczająco daleko. Jeśli wiecie, w którą stronę jest zwrócony to dobrze – poradzicie sobie. Jeśli nie, zastosujcie się do rady poniżej.

Nie wiedząc, w którą stronę leci model i gdy jest on zbyt daleko, żeby ocenić to po diodach i barwie śmigieł, pchnijcie prawy drążek lekko w przód,. Model zacznie lecieć przed siebie, w tą stronę, w którą jest zwrócony

Wydarzy się jedna z 3 sytuacji, z czego każda z nich da Wam odpowiedź co zrobić dalej:

1) Model leci w lewo.

DalekieLotyLewo

QuadrocopterLewo

Jeśli tak jest, to znaczy, że quadrocopter zwrócony jest do nas swoją lewą stroną i należy obrócić go w lewo, aż skieruje się prosto na nas. Pchnijcie lewy drążek w lewo, utrzymując wciąż również lot w przód. Quadrocopter zacznie się obracać, a jego tempo przemieszczania się w lewo powinno miarowo maleć. Utrzymując taki sposób sterowania poczekajcie, aż przestanie się całkowicie przemieszczać w lewą stronę, co będzie oznaczało, że jest zwrócony dokładnie w Waszym kierunku. Możecie swobodnie lecieć prosto w przód, aż model przybliży się na tyle, żeby było go już dobrze widać.

2) Model leci w prawo.

DalekieLotyPrawo

QuadrocopterPrawo

Analogicznie – model musi być do Was zwrócony swoją prawą stroną. Lewy drążek w prawo, a prawy do przodu, czyli lot progresywny z rotacją w prawo ;). Quadrocopter będzie powoli się obracał, co w konsekwencji doprowadzi do tego, że przestanie z Waszej perspektywy lecieć w prawo. Będzie to oznaczało, że jest już zwrócony w Waszą stronę. Cała naprzód i na pewno do Was wróci.

3) Model nie przesuwa się ani w lewo, ani w prawo

Tutaj mamy jedną z dwóch sytuacji. Model albo leci dokładnie „od nas”, albo „do nas”. Żeby się o tym przekonać trzeba najpierw obrócić go w dowolną ze stron wciąż kontunuując lot w przód. Znajdziemy się w jednej z dwóch powyższych sytuacji, ponieważ zacznie się przemieszczać albo w prawo, albo w lewo. Da nam to odpowiedź, w którą stronę zwrócony jest aktualnie.

Jeżeli obracanie go w prawo, sprawiło, że teraz leci w lewo, to oznacza, że był zwrócony przodem do nas, ponieważ wtedy kierunki sterowania też są odwrócone. Wystarczy teraz skorygować z powrotem rotacją w lewo i lecieć całą naprzód.

Jeśli natomiast odwrócony był tyłem, to kierunki obrotu będą zgodne i obracanie się w prawo sprawi, że zobaczymy iż quadrocopter także przemieszcza się w tą stronę. Wtedy wystarczy kontynuować obrót zgodnie z punktem (2) dla ruchu w prawo i (1) dla ruchu w lewo. Kiedy quadrocopter przestanie się przemieszczać oznaczać to będzie, że leci w naszą stronę.

Orientacyjną trasę lotu widzianą z góry umieszczam poniżej, żeby łatwiej było Wam zrozumieć jak zachowa się model w obu wariantach.

QuadrocopterPowrot

Zdaję sobie sprawę, że to co napisałem jest absolutnie oczywiste dla kogoś, kto skutecznie opanował sterowanie quadrocopterem. W sytuacji kryzysowej, gdy model jest daleko traci się jednak często zdrowy rozsądek, a sterowanie staje się chaotyczne. Jeżeli zastosujemy się do powyższych rad, powinno nam się udać bezpiecznie wrócić modelem. Co ważne, sposób ten jest powtarzalny i po prostu działa.

Zachęcam do poćwiczenia i dajcie znać, czy komuś powyższa rada uratowała model przed jego utratą.

Udanych i bezpiecznych lotów !

  • Duzeer

    Moja pierwsza próba sprawdzenia zasięgu Symy, skończyła się tym że straciłem zasięg, a dron odleciał w siną dal :/ ale że głupi ma szczeście po 20 min. poszukiwań odnalazłem drabia 😉

    • Najważniejsze, że udało ci się odnaleźć kopter 🙂 Więcej przypadków to jednak permanentna ucieczka, także każda taka historia jest krzepiąca 🙂 No i lepiej takie rzeczy testować na tańszych kopterach, niż włożyć masę pieniędzy w Phantoma i potem szukać go po drzewach… Udanych lotów!

  • XMAN

    Witam. Mam małe pytanie do Ciebie czy udało ci się wymienić antenkę na dłuższą w aparaturze i czy co kolwiek to dało ?

    pozdrawiam.

  • Mateusz Duda

    Czytając wpis, przypomniała mi się sytuacja sprzed paru tygodni, kiedy to postanowiłem wybrać się na wieczorny lot quadrocopterem. Chciałem zobaczyć, jak będą prezentować się jego diody z pewnej odległości. Było około godziny 22:00 – zacząłem testować. Świeciły one bardzo jasno, nawet na kilkanastu metrach można było w łatwy sposób ocenić orientację modelu, wszystko szło dobrze. Na tyle dobrze, że poleciałem nieco dalej, przed siebie. W pewnej odległości wszystkie diody zlały mi się w jedną plamkę (dwie czerwone i dwie zielone, niezbyt kontrastujące), którą trzeba było sterować w całkowicej ciemności. Quadrocopter był już bardzo daleko, a ja chciałem skierować go ku sobie, więc pociągnąłem prawy drążek w tył, aby poleciał w moją stronę. Ku mojemu zaskoczeniu nie leciał jednak do tyłu, a w prawo, więc instynktownie skorygowałem ustawienie, nieumyślnie ustawiając go przodem do siebie, a następnie ponownie pociągając drążek w tył. Model oddalił się wtedy na tyle, że kompletnie nie wiedziałem co robić. Dodatkowo jeszcze pech chciał, że przez podmuch wiatru zasłonił mi go budynek. Zdecydowałem się więc na awaryjne lądowanie gdzieś w buszu, aby potem znając mniej więcej kierunek lotu odnaleźć go samemu, po dźwiękach silników lub świetle diód. Odciąłem stopniowo gaz i natychmiast pobiegłem, żeby rozpocząć poszukiwania. Szukałem go w odległości ok. 150m od miejsca, w którym wystartował,ale nie udało się go znaleźć. Lekko poddenerwowany, ale i zdruzgotany potencjalną utratą sprzętu, miałem ochotę się poddać. Jednak zdecydowałem się pójść jeszcze dalej z nadzieją, że quadrocopter wylądował w jakimś normalnym miejscu, z którego mógłbym go usłyszeć (oraz że nie uszkodziły się silniki, nie padła bateria, nie zatrzymał się na drzewie albo nie wylądował na czyimś dachu lub ogrodzonym podwórku). Historia koniec końców kończy się szczęśliwie, bo udało mi się znaleźć drona mniej więcej na odległości 3x tyle, gdzie szukałem wcześniej (~300m!). Miałem też tyle szczęścia, że wylądował on praktycznie idealnie, między drzewami w sadzie u sąsiada. Morał jest taki, żeby przede wszystkim nie latać na początku za daleko, ale też nie poddawać się i szukać gdzie tylko się da, bo satysfakcja ze zgubionego i znalezionego drona jest nie do opisania ;).

    • Przyznaję, że z v959 i Hubsanem H107D nie miałem tyle szczęścia, więc tym bardziej cieszę się, że chociaż Tobie udało się odnaleźć zagubiony model 🙂
      Faktem jest, że w nocy łatwiej go zauważyć ze względu na jaskrawo świecące diody.

      Zaskakujący jest dystans, na który się oddalił, bo 300 m to już naprawdę sporo – niezła historia !

      Z morałem całkowicie się zgadzam, choć wiemy dobrze jak wygląda praktyka. Podczepienie kamery powoduje, że chęć posiadania ujęcia z wysoka wygrywają z przekonaniem o własnych umiejętnościach sterowania 😉

      Tak, czy inaczej metoda, którą podałem jest skuteczna i znana szerzej 🙂 Tutaj jest nagranie na Youtube, w którym to samo wyjaśnione jest w praktyce: https://www.youtube.com/watch?v=qdYTCfjUVVo

      • d22k

        Tak. Metoda działa. Na moje szczęście, przeczytałem ten artykuł dzień przed przedwczorajszym lataniem. Podczas nagrywania z powietrza lotów kolegi ( akrobat) oddaliłem się 450 do granicy widoczności, a próbując wrócić -jeszcze poprawiłem dystans. Ale rozkaz „do przodu i w prawo” pomógł wyznaczyć kierunek powrotu. Wtedy rozległ się alarm niskiego napięcia. 200m od bazy – pod wiatr. Nie wiem jaką prędkość osiągnąłem ale w moim odczuciu po paru sekundach byłem już na skraju lotniska 😉 i wtedy skończył się prąd 😉 przyziemienie na szczęście nastąpiło już z wysokości ok 0.5m na dość miękką trawę. Strat brak. Gdybym nie postępował tak jak opisałes w artykule – musiałbym szukać quada przynajmniej pół kilometra od lotniska. Banalna metoda na ratunek 🙂 Warto zapamiętać, bo mimo pewnego stażu na quadzie, można uniknąć paniki i ułatwić sobie latanie.

        • Ilekroć myślę o składaniu 450-tki (na razie mam 2 szt. 250-tek) to obiecuję sobie, że wezmę kontroler lotu, do którego można podpiąć GPS 🙂 Tak na wszelki wypadek 😉

          Bardzo się cieszę, że wpis okazał się przydatny. Sam się też na tym problemie złapałem i po retrospektywnej analizie i przejrzeniu materiałów na YT doszedłem do wniosku, że warto podzielić się tą niby banalną radę ze światem. W sytuacjach awaryjnych działają odruchy, także kciuk w górę za dobrą reakcję ! Całe szczęście, że udało ci się posadzić model na ziemi bez strat !

          Pozdrawiam i życzę tylu samo lądowań, co startów !

        • d22k

          Też myślę o GPS, a przynajmniej kontrolerze z altihold. Ale od lata na myśleniu o tym się kończy..;-)